Czy Wuj wierzy w nadrzędnosc dusz lub coś podobnego gdyż stwierdza iż jedna dusza potrzebuje mniej a inna więcej do zbawienia

W nadrzędność? Nie, w indywidualność.

Czy to ma zwiazek z reinkarnacja ?

Nie widzę związku.

Jeżeli Bóg tworzy dusze to On decyduje o jej kształcie i wszystkich cechach

Bóg stworzył wszystkie możliwe dusze (indywidualności), co do których mógł mieć pewność, że osiągną zbawienie. Indywidualności takich jest mnóstwo, i niektóre z nich są na tyle "stabilne", że mogą pozwolić sobie na samodzielną egzystencję i samodzielny rozwój w warunkach trudnych (i przez to wymagają takich warunków, aby były ostatecznie usatysfakcjonowane własnymi osiągnięciami), a inne z nich są na tyle "niestabilne", że wymagają umieszczenia w warunkach bardziej cieplarnianych.

Bóg rzeczywiście decyduje o indywidualnym kształcie każdej duszy i wszystkich jej cechach, i nadaje każdej duszy wolną wolę (a raczej autonomię i realizowalne pragnienie wolności woli - patrz definicje).  Ta autonomia (a nie wolna wola!) może prowadzić człowieka daleko od Boga, ale nie tak daleko, aby groziło mu to całkowitym, bezpowrotnym zatraceniem (patrz poprzedni akapit).

Po co więc Bóg miałby to robić ?

Znaczy, dopuszczać istnienie piekła? To proste. Gdyby nie piekło (i gdyby nie "ten świat"), to pewne dusze nie mogłyby zostać w ogóle powołane do istnienia, a niektóre inne dusze miałyby znacznie ograniczony zakres osiągnięć, które mogą przypisać własnej działalności.

Nie mogłyby być powołane do istnienia te dusze, których indywidualny charakter jest taki, że gdyby dowiedziały się o tym, że umieszczono je od razu w cieplarnianych warunkach, to zapragnęłyby spróbować życia w warunkach trudniejszych - a w przypadku odmowy uznałyby Boga za kogoś, kto coś przed nimi ukrywa lub czegoś im zabrania wbrew ich woli. Czy nie kojarzy ci się to z historią, od której zaczyna się Biblia? Z historią Adama i Ewy?

Natomiast inne dusze, te, które co prawda przyjęłyby taką wiadomość z zaufaniem, straciłyby możliwość wypróbowania siebie w warunkach nadal na tyle bezpiecznych, że ostateczna suma strat nigdy nie przekroczy ostatecznej sumy korzyści (jedne i drugie są liczone według indywidualnych odczuć danej duszy, bo to ona robi w każdej chwili bilans zysków i strat swojego istnienia). W efekcie nie mogłyby one osiągnąć poziomu satysfakcji możliwego w świecie takim, jaki Bog rzeczywiście stworzył.

W sumie sprowadza się to do tego, żeby nie wprowadzać zbyt wielu siatek i krat bezpieczeństwa. Bo nadmiar zabezpieczeń wcale nie prowadzi do poprawy warunków bytowania. Przeciwnie - nadmiar zabezpieczeń prowadzi do zzniechęcenia, do utraty poczucia własnej wartości, i do niechęci do konstruktora tych zabezpieczeń

Bóg ją [duszę] tworzy i ustala jej parametry , wiec moze od razu przewidziec czy ma szansę na zbawienie czy też zmiane w takim stopniu by je osiągnąć

Dokładnie. I dlatego Bóg doskonale wie, którą duszę w jakich warunkach należy umieścić, by jej rozwój przebiegać mógł w optymalny sposób. Dziwi cię, że do tego optimum należy możliwość cierpień? Bóg wie doskonale, co każde możliwe cierpienie (nawet to największe z możliwych, do którego nigdy w praktyce nie dojdzie) znaczy z punktu widzenia cierpiącej osoby. Wie, bo - jako stwórca odpowiedzialny - postawił się w każdej możliwej sytuacji w roli każdego stworzenia. Przeżył każdą możliwą drogę w świecie czując tak, jak czułaby to stworzona przez Niego osoba, która by się w tej sytuacji znalazła. Uosobieniem tego jest postać Jezusa. Człowieka jak każdy człowiek, ale zarazem Boga. Człowieka czującego, myślącego, żyjącego i umierającego jak zwyczajny człowiek, ale i zarazem Boga - więc człowieka, którego świadomość jest w bezpośredni sposób dostępna świadomości Boga. Człowieka, który jest jakby samoograniczeniem się Boga do sytuacji stworzenia.

Czy Wuj tak naprawdę po głębokim zastanowieniu chce życ wiecznie ?

Czy te zalety tego życia wiecznego nie mają jednej wielkiej wady - braku perspektywy końca .

Koniec jest zaletą jeynie wtedy, gdy to, co trwa, trwa w zbyt niewłaściwy sposób. Właśnie pragnienie końca świadczy o tym, że coś z jakością aktualnego trwania się pokićkało. Jeśli wszystko jest tak, jak być powinno, to nie ma pragnienia końca. Gdy coś zaczyna być nie tak, to pojawia się pragnienie zmiany. Gdy coś zaczyna być bardzo nie tak i nadzieja na zmianę we właściwym kierunku staje się dostatecznie nikła, pojawia się pragnienie końca. 

Dla tego, by życie wieczne było cenne, wielokrotnie cenniejsze od perspektywy ostatecznej śmierci, potrzeba i wystarcza zapewnienie, że pewien próg niezgodności pomiędzy oczekiwaniami i ich realizacją nie zostanie nigdy przekroczony. Czy takie zapewnienie może dać jakikolwiek człowiek? Nie, bo na jakiej niby podstawie? Ale takie zapewnienie może dać wszechmocny Bóg, który jest Stwórcą zarówno ludzi jak i świata, w którym ich umieścił, i który doskonale wie, co każdej osobie jest potrzebne i w jakiej sytuacji należy - być może - interweniować, by nie dopuścić do przekroczenia tej bariery niezgodności, na widok której pojawia się pragnienie końca.

że ktoś umarł nie ma według mnie znaczenia w odniesieniu do tego co ja zrobiłęm dla tej ososby i nie uważam żeby to szło na próżno

Nie idzie na próżno, niezależnie od czasu trwania życia tej osoby (i twojego też). Ale waga tego czynu rośnie wraz z czasem trwania tych żyć.