>  katolicy rozbudowali kult Maryjny do zatrwazajacych rozmiarów

 

Kult maryjny jest dla wielu ludzi jedynym sposobem, by zrozumiec, ze Bog jest czlowiekowi bliski, nie obcy. Maryja z dzieciatkiem na reku pozwala pokochac Jezusa jak wlasne dzecko, miloscia ze szczerego serca, miloscia nie wymuszona strachem przed potepieniem, lecz bioraca sie ze wspol-czucia (emphaty, nie compassion - empatia, nie piedade) i z chceci dania szczescia. Zas Maryja pod krzyzem pozwala odczuc smierc Jezusa nie jako "krew ofiarnego baranka", lecz jako smierc ukochanego dziecka, jako przerazliwie jasne swiadectwo wspoluczestnictwa Boga w najbolesniejszych momentach naszego zycia. Obecnosc Maryi  w modlitwie zanoszonej Bogu  (a to wlasnie nazywaja katolicy "modlitwa do Maryi") jest niczym obecnosc matki , ktora kleczy obok. Ta obecnosc Matki Bozej pozwala odczuc Boga nie jako "gniewnego" wladce, lecz jako kochajacego i pragnacego milosci  - PRZYJACIELA.

 

Zle staje sie, jesli w czyjejs wyobrazni Maryja zajmuje miejsce Boga. Ale w takim przypadku nie mamy do czynienia z katolicyzmem, lecz ze zwyklym poganstwem. I to chyba z mniej drastycznym poganstwem niz poganstwo, w ktorego objecia wpadaja ludze budujacy sobie obraz Boga jako surowego, gniewnego nad-czlowieka, odpowiednika Zeusa, rozniacego sie od tamtego bozka jedynie brzmieniem imienia i szczegolami na liscie dokonanych "bohaterskich czynow".

 

Ale te moje powiastki o roznicach w balwochwalstwie to teoretyzowanie - bo musze pzyznac, ze nie mialem jeszcze okazji rozmawiac z maryjnym balwochwalca... Za to z baalowym zdarzylo mi sie nie raz.. Moze stad moja, ludzka w koncu, roznica w ocenie tych postaw :)