"JA" <andr@mail.desy.de> napisal w news:3fa7886c$0$270$4d4ebb8e@businessnews.de.uu.net...
(a wuj na to akurat nie odpowiedzial w tym wlasnie watku, juz nie pamietam, dlaczego. Wuj naszkicowal sobie tylko odpowiedź, a potem wykorzystał pierwszy akapit w innym tekście, który pojawił sie w innym wątku, Ten drugi tekst tez wkladam do notatek, moze sie przyda.)
> ja widze, jak Pan pisze do Anubiego, po czym widze,
> odpowiedz, nie wiedzialem jeszcze podobnej
> interakcji kogokolwiek z Bogiem;
> temu twierdzenie "istnieje Anubi" jest dla mnie
> odrobine pewniejsze od "istnieje Bog";
>
> to oczywiscie zaden dowod, a przeslanka
> jedynie;
I to przeslanka dla ciebie, nie dla mnie :)
Teraz uwaga! Bede pisal w pierwszej osobie po to, zeby podkreslic pochodzenie i znaczenie paru popularnych i waznych dla tej dyskusji pojec i konstrukcji. Prosze czytaj to w "swojej" osobie - "ja" oznacza tu nie wuja, lecz ogolnie jakas osobe zastanawiajaca sie nad swiatem. Fakt jest prosty: odczuwam moje istnienie. Tresc tego odczucia ("ja ISTNIEJE") staje sie w naturalny sposob definicją pojecia "istnienie". I chociaz NIE odczuwam istnienia zadnego drugiego czlowieka (nie mowiac juz o istnieniu klawiatury, atomu czy dinozaura) w sposob choc minimalnie zblizony do mojego wlasnego istnienia, to jednak przenosze sens istnienia z "ja istnieje" na "on istnieje" i "to istnieje". Czynie to najpierw z dzieciecej naiwnosci, ktora uduchawia wszystkie moje doznania, od grzechotki poprzez misia do mamusi. Potem czynie to z przyzwyczajenia - lub ze swiadomej wygody.
Fakt jednak pozostaje faktem. Niezaleznie od zapiskow slownikowych i bezkrytycznych odruchow, moje istnienie nie jest przeze mnie postrzegane w sposob chociazby w najmniejszym stopniu zblizony do sposobu, w jaki moge postrzegac istnienie grzechotki, misia czy mamusi.
Teraz dla wygody uzyje trzeciej osoby liczby mnogiej :) Dla niektorych zauwazanie faktu o roznym postrzeganiu istnienia to objaw szalenstwa. A dla innych ignorowanie tego faktu to objaw naiwnosci. Niestety, zamykanie oczu na fakty, chocby byly to fakty niespodziewane, raczej nie czyni czlowieka madrzejszym. I dlatego to racje maja ci, ktorzy mowia o naiwnosci, a nie ci, ktorzy mowia o szalenstwie...
I znow wracam do pierwszej osoby. Tym razem mam jednak na mysli siebie samego - wuja Jarka zboja.
Dlaczego istnienie Boga jest dla mnie pewniejsze niz istnienie Anubiego? Ano z prostego powodu. Istnienie Boga odczuwam jako cos, czego zaprzeczenie pociagaloby za soba zaprzeczenie mojego wlasnego istnienia. Innymi slowy, gdybym nie wierzyl w istnienie Boga, wtedy nie mialbym najmniejszego powodu, zeby wierzyc w realnosc mojego wlasnego istnienia. Me odczucie istnienia Boga przychodzi w zupelnie innej formie, niz odczucie mnie samego, ale tez i w innej formie, niz moje odczucie istnienia grzechotki albo istnienia Anubiego. Bog jest przeze mnie postrzegany jako - powiedzmy - zyzna gleba, zyciodajne slonce i cieply wiatr. Ja jestem postrzegany przez siebie jako slepe drzewo rosnace na tej glebie.
Anubi jest dla mnie drzewem, ktorego nie moge w zaden sposob dostrzec, ale ktorego istnienia domyslam sie bo wiem, jaka zyzna jest ta gleba, na ktorej sam rosne. A grzechotka? To dla mnie gra cieni, ktore na moje liscie byc moze rzucaja inne drzewa (a moze inne moje liscie). To zawirowania wiatru, ktory otarl sie byl byc moze o drzewo Anubiego i teraz porusza moimi liscmi.
Mam wszelkie powody, zeby glebe traktowac powazniej, niz moje drzewo.
--------------------------------
"JA" <andr@mail.desy.de> napisal wujowi w
news:3fa7bbde$0$273$4d4ebb8e@businessnews.de.uu.net...
> a co dla Pana znaczy 'istnieje' ?To samo, co znaczy "ja, wuj Jarek zboj, istnieje".
Teraz uwaga! Bede pisal w pierwszej osobie po to, zeby
podkreslic pochodzenie i znaczenie paru popularnych i
waznych dla tej dyskusji pojec i konstrukcji. Prosze
czytaj to w "swojej" osobie - "ja" oznacza tu nie wuja,
lecz ogolnie jakas osobe zastanawiajaca sie nad swiatem.
Fakt jest prosty: odczuwam moje istnienie. Tresc tego
odczucia ("ja ISTNIEJE") staje sie w naturalny sposobdefinicją pojecia "istnienie". I chociaz NIE odczuwam
istnienia zadnego drugiego czlowieka (nie mowiac juz
o istnieniu klawiatury, atomu czy dinozaura) w sposob
choc minimalnie zblizony do mojego wlasnego istnienia,
to jednak przenosze sens istnienia z "ja istnieje" na
"on istnieje" i "to istnieje". Czynie to najpierw z
dzieciecej naiwnosci, ktora uduchawia wszystkie moje
doznania, od grzechotki poprzez misia do mamusi. Potem
czynie to z przyzwyczajenia - lub ze swiadomej wygody.
Fakt jednak pozostaje faktem. Niezaleznie od zapiskow
slownikowych i bezkrytycznych odruchow, moje istnienie
nie jest przeze mnie postrzegane w sposob chociazby w
najmniejszym stopniu zblizony do sposobu, w jaki moge
postrzegac istnienie grzechotki, misia czy mamusi.
Prawda?
Czy istniejacy w tym sensie Bog jest bytem bardziej
wymyslonym, niz wymyslony jest istniejacy w tym sensie
drugi czlowiek?
A jak trzeba zdefiniowac istnienie, zeby nazwac Boga
bytem wymyslonym? I co sie stanie, jezeli te definicje
zastosowac konsekwentnie do istnienia Anubiego? Oraz
skad wiadomo, ze decyzje podjete na podstawie dowodu
lub przeslanek istnienia/nieistniena uzyskanych na
podstawie takiej definicji sa bardziej prawidlowe, niz
decyzje podjete na podstawie calkiem INNEJ definicji?
Tej, ktora wynika z poczucia WLASNEGO istnienia i ktora
pozwala na uznanie istnienia Boga z conajmniej taka sama
pewnoscia, jak pozwala mi uznac istnienia Anubiego? I
ktora pozwala mi przy tym TAK SAMO egzystowac w swiecie
doznan zmyslowych a LEPIEJ w swiecie wlasnej psychiki?
Zdrowko -- wuj zmyslowy zboj