Jarek Dąbrowski (wuj zbój) http://wujzboj.republika.pl 25 kwietnia 2005

 

 

Racjonalnie.pl, czyli dogmatem przeciw rozumowi

Jest to odpowiedź wuja na krytykę, która pojawiła się na racjonaliście.pl natychmiast po umieszczeniu wśród komentarzy do tekstu Dawkinsa "Dobre i złe powody, by wierzyć" linku do wujowej polemiki "Dobre i złe sposoby, by uczyć". Pomimo wielokrotnych prób, odpowiedzi tej wujowi nie udało się umieścić wśród dalszych komentarzy; nie podejrzewam tu jednak niczego poza jakimś błędem w oprogramowaniu serwisu. Może tekst jest zbyt długi, albo jakiś znak w nim występujący jest nieprawidłowo interpretowany i powoduje błąd w przetwarzaniu? Zapisałem więc tę odpowiedź wśród moich notatek i spróbuję dopchnąć się do bloku z komentarzami, podając tam jedynie link.

 

 

Dziekuję Azazelowi za błyskawiczny komentarz świadczący - wedle kryterium używanego przez niego - o trudnościach, jakie moja krytyka mmu sprawiła i obawach, że moze ona osłabić lub wręcz odwrócić wymowę dziełka Dawkinsa:

 

>  [Krytykowana analiza jest] bardzo rozsądna zresztą (gdbyby nie bała rozsądna, autor pamfletu nawet by się nie fatygował).

 

Dziekuję też za samą treść, pozwalającą mi na dalszą analizę demagogii i irracjonalizmu obrońców "naukowego" ateizmu. Tak trzymać, panowie!

 

Ponieważ miejce to nie ma jednak służyć dyskusji z polemikami, lecz uwagom dotyczącym wprost artykułu Dawkinsa, proszę Moderatora o przeniesienie, zgodnie z panującymi tu obyczajami, tak listu mojego Przedmówcy jaki i dalszej rozmowy do osobnego wątku na forum, i pozostawienie tu jedynie linku kierujacego czytelnika do "dyskusj o polemice zamieszczonej w http://tinyurl.com/6stxo". Mam nadzieję, że przeniesione tam zostaną OBA listy, a nie tylko moja odpowiedź.

 

Nie czekając na akcję Moderatora, pozwolę sobie odpowiedzieć na zarzuty.

 

>  Autor, pisząc w zasadzie pamflet a nie polemikę, zdystansował się od treści zawartej na stronie

 

Nie. Odwoluję się do wszystkich istotnych idei zawartych w artykule Dawkinsa. Co więcej, używam nawet tej samej TECHNIKI: listu do dziesięcioletniego dziecka, które zostało zabrane ojcu w celu wpojenia mu obcej ideologii. Jeśli moją odpowiedź nazwać pamfletem na Dawkinsa, to sam artykuł Dawkinsa należaloby nazwać pamfletem na ludzi wierzących w Boga. Tym bardziej, że jego tekst to WYLĄCZNIE list do dziecka, natomiast mój zawiera poza listem również osobną analizę argumentów przez Dawkinsa przedstawionych.

 

Wydaje się, że Azazel, mój Przedmówca, nie zadał sobie trudu przeczytania listu do dziesiecioletniej Marusi (albo go nie zrozumial? albo nie znalazl zadnego kontrargumentu?), bo nie odniosl sie do ANI JEDNEGO zdania i ani jednej mysli z niego. Ignorujac list do Marusi, Azazel zignorował również wszystkie podane w nim argumenty i dalej pisze tak, jakby listu tego w ogóle nie było. Ignoruje też argumentację podaną w dalszej części polemiki w sposób nie przeznaczony dla dziecka:. A znajduje się tam między innymi dowód ABC stanowiący formalne, odwołujące się tylko do podstawowych zasad  logiki uzasadnienie absurdalności podstaw Dawkinsowego scjentyzmu, bezkrytycznie przejętych przez Azazela jako oczywistość:

 

> Dawkins stara się wpoić swojemu dziecku myśl, że dla poważnych, godnych zaufania ludzi sens ma tylko to, co naukowo udowadnialne. Pokażemy teraz w prosty sposób, że ta myśl nie jest naukowa - czyli, że według niej samej jest ona pozbawiona sensu... Bowiem trudno trak­to­wać jako poważnego i godnego zaufania kogoś, kto podcina gałąź, na której siedzi, bo sam uwa­ża za podstawę sensowności coś, według czego jego podstawa sensowności jest poz­ba­wio­na sensu. A oto nasz "dowód ABC":

 

Pozwolę sobie teraz założyć, że Azazel jest starszy od Marusi i list ten zrozumiał. Azazel nie zgadza się z wnioskam tam wyprowadzonymi. Biorąc pod uwage brak jakiejkolwiek polemiki z rozumowaniem przedstawionym Marusi i w dowodzie ABC, wypada mi uznać, że Azazel nie posiada kontrargumentów. Jego wiara w słowo Dawkinsa jest jednak tak mocna, że gotów jest on bronić pozostałych twierdzeń Autorytetu zakładając posłusznie, iż obalone podstawy Dawkinsowych twierdzeń są jednak słuszne.

 

Tak więc mój Przedmówca krytykuje mnie na podstawie wyznania swojej ślepej wiary, która - zgodnie z scjentycznym "ty wierzysz, ale ja nie, bo ja wierzę, a ja nie wierzę" - każe mu powiedzieć o moim (prowadzonym bez żadnych założeń o istnieniu Boga czy o strukturze świata) rozumowaniu tylko tyle:

 

> kolejne wyznanie [wujowej] wiary.

Przejdzmy teraz do szczegółow.


>> Krytykując tradycję Dawkins zauważa, że jeśli coś było nieprawdziwe kiedyś, to jest nieprawdziwe i dziś, choćby podpierała to tradycja. Nie zauważa jednak, że na tej samej zasadzie jeśli coś było prawdziwe kiedyś, to jest prawdziwe i dziś, choćby podpierała to tradycja.
> Autor zdaje się nie rozumieć, co czyta: "Problem z tradycją polega na tym, że niezależnie od tego, jak dawno temu wymyślono jakąś opowieść, jest ona dzisiaj  dokładnie tak samo prawdziwa lub nieprawdziwa, jak była na początku."

Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Całe rozumowanie Dawkinsa opiera się następnie na założeniu, że przekaz tradycji jest zmyślony. List do Marusi wyjaśnia, dlaczego w omawianym przez Dawkinsa przypadku jest to założenie, nie wniosek opierający się na zastosowaniu metodologii "prawdziwości trzeba dowieść". Przy tym Dawkins w ogóle nie zwaraca uwagi dziecka na fakt, że tradycja ma swój dokładny odpowiednik w naukach przyrodniczych; cały jego wysiłek idzie na zdyskredytowanie w oczach dziecka SŁOWA używanego przez jego przeciwników ideologicznych. Podobnie dzieje się ze SŁOWAMI "autorytet" i "objawienie".


>> Jaki jest więc cel katolickiego twierdzenia o wniebowstąpieniu Maryi? Oczywiście taki sam, jaki jest cel całej nauki katolickiej: prowadzenie wiernego jak najskuteczniejszą drogą do zbawienia.
> Tym samym mamy całą podbudowę ideologiczną autora na tacy:
> Jaki jest cel dogmatu? Prowadzenie do zbawienia.
> Jak mierzyć skuteczność prowadzenia do zbawienia? Nie da się. Trzeba w to wierzyć.
> W co trzeba wierzyć? W dogmaty.
> Ładny przykład błędnego koła.

 

Azazel pozwolił tu sobie przedłużyć swój sposób rozumowania (błędnokołowe oparcie się na dogmatycznym zaufaniu Autorytetowi dla uzasadnienia, że Autorytet ma rację) na moją działkę. Niestety, przytoczone powyżej rozumowanie NIGDZIE u mnie nie występuje. List do Marusi wyjaśnia pod sam koniec, w jaki sposób należy podchodzić do cudzych twierdzeń, również i do dogmatów. Jest tam mowa o podejściu dokładnie przeciwnym do tego wydumanego przez Azazela.

 

> 'cel nauki katolickiej' jest kompletnie nieweryfikowalny

 

Azazel przeoczył, że dwa akapity poniżej opisałem metodę weryfikacji...

 

Pozostałe uwagi Azazela o nieweryfikowalności są chybione, bo opierają się wyłącznie na dogmatycznym przyjęciu przez niego tez Dawkinsa, które to tezy zostały obalone w liście do Marusi i w dowodzie ABC, i na których obrone ma Azazel tylko swoją irracjonalną - bo utrzymywaną WBREW dowodom i BEZ nawet próby obalenia tych dowodów - wiarę.

 

> Jak zauważa Dawkins: "Maria nie może być żywa w katolickiej Republice Irlandzkiej, ale martwa w protestanckiej Irlandii Północnej." Te twierdzenia są po prosu sprzeczne i nie dotyczą tylko roli Maryi, ale dotyczą świata materialnego.

Tu irracjonalna wiara Azazela słowom Niepodważalnego Autorytetu osiągnęła chyba granice bezkrytycyzmu. Azazelu... Być może twierdzenie Dawkinsa o życiu Maryi dotyczy świata materialnego (posiadającego, rzecz jasna, taką strukturę, w jaką Dawkins święcie wierzy). Jednak twierdzenie katolika dotyczy życia Maryi nie w Irlandii, lecz w innym świecie, realnym dla katolika lecz odrzucanym na rzecz logicznie niespójnych fantazji przez Dawkinsa, Azazela, i innych ateistów rozumujących na podobnym poziomie.

 

Wypadnie mi tylko raz jeszcze podzękować za tak piękną ilustrację sprawności intelektualnej i głębi wiary wśród wyznawców "naukowego" ateizmu. Czekam na więcej takich krytycznych wypowiedzi!

 

Zdrowko -- wuj wasz zboj