Jarek Dabrowski (wuj zboj), http://www.geocities.com/jarkowi lub http://wujzboj.republika.pl
5 stycznia 2002

Dekalog zmienili, tradycja zyja i czcza balwany...

Ty jestes katolikiem i zyjesz tradycja,

Odrzucenie tradycji to jedno wielkie nieporozumienie. Biblia traci sens, gdy odrywa sie ja od rozumienia jej tresci, jakie stopniowo rozwijalo sie razem z rozwojem spoleczenstwa. Czyli, jesli odrywa sie ja od tradycji religijnej. Tak zwany "powrot do zrodel chrzescijanskich" to powrot do niekontrolowanej, nieuswiadomionej sobie tradycji - do wlasnych fantazji na temat tych zrodel, wyzwolonych przez wspolczesne (czyli oparte na dotychczasowym dorobku kulturowym, naukowym, politycznym, ekonomicznym) interpretacje starozytnych tresci. Swiadoma tradycja, jak w przypadku katolicyzmu, zachowuje ciaglosc rozumienia Slowa Bozego od czasow pierwszych chrzescijan. Nieswiadoma tradycja, jak w przypadku niektorych gorliwych protestantow, urywa te ciaglosc i wprowadza chaos. Chociaz ten chaos jest nierzadko bardzo waznym fermentem, posuwajacym mysl teologiczna do przodu i dodajacym powolnej ewolucji chrzescijanstwa mozliwosc dokonywania okresowych skokow rewolucyjnych, jednak jesli traktuje sie go jako bezwzgledna i jedynie sluszna metode postepowania, rodzi on przede wszystkim konflikty i wewnetrzne rozbicie Kosciola.

Nie mam nic przeciwko protestantom jako takim. Nie mam rowniez nic przeciwko ich wierze. Natomiast mam wszystko przeciwko wrogosci okazywanej przez wielu protestantow kosciolowi katolickiemu. Tak samo zreszta jak mam wszystko przeciwko wrogosci okazywanej przez niektorych katolikow protestantom. Uwazam to nie tylko za bezsens, ale przede wszystkim za przejaw zagubienia sie w swiecie i odejscia od Boga. Biblijnym odpowiednikiem takiego zachowania sa awantury wsrod pierwszych chrzescijan o obrzezanie czy o jedzenie miesa poswieconego bozkom. Apostol Pawel jasno potepil takie spory jako nie prowadzace do niczego poza rozbiciem. Ostrzegal przed odstepstwem - przed takim podejsciem do wiary, kiedy grupa chrzescijan skupia sie wokol jakiejs idei i przeciwstawia sie innym grupom uwazajac, ze tylko jej droga jest sluszna.

Niewatpliwie, zarowno katolicyzm jak i protestantyzm winne sa grzechom odstepstwa, ktore doprowadzily do formalnego podzialu Kosciola. Mysle jednak, ze dzis nalezy nie tyle obraczac sie wzajemnie wina, lecz probowac sie wzajemnie zrozumiec. Nie po to, aby sie znow polaczyc w jedna organizacje, ale po to, zeby z roznic wydobywac korzysci. Te roznice moga nas laczyc, a nie dzielic! Tak, jak w zdrowym organizmie roznice miedzy reka i noga albo reka i nerkami nie dziela tych organow, lecz lacza - lacza wlasnie w zdrowy, funkcjonujacy organizm. Chcialbym, zeby zarowno katolicy jak i protestanci umieli, bez utraty swojej tozsamosci, odnalezc kazdy swoje miejsce w Ciele Chrystusa, jakim jest nasz wspolny Kosciol Powszechny. I mowiac "powszechny" nie mam na mysli rzymsko-katolicki :)

a ja staram sic zyc jedynie pismem swietym,

Wyobraz sobie, ze to samo robia katolicy. Z tym, ze oni nieco inaczej rozumieja pewne fragmenty Pisma niz ty to robisz. A tradycja, ktorej tak nie lubisz (choc zupelnie nieswiadomie sama holdujesz tradycji, niestety oderwanej od zrodel chrzescijanskich), dotyczy wlasnie tego, w jaki sposob nalezy zyc Slowem Bozym.

Studiowanie Biblii przy pomocy samej Biblii jest niebiblijne :) A poza tym utopijne...

co do milosci blizniego raczej trudno mnie przekonac,

Jak rozumiem, jest to przyznanie sie do grzechu, do ktorego nie lubimy sie przyznawac :)

Widzisz, zauwazylem, ze nie potrafimy kochac OBCYCH. Tych, ktorych nie znamy, nie rozumiemy. To atawizm - strach przed nieznanym, przed zagrozeniem, ktore moga niesc ludzie myslacy inaczej. INNY to WROG - zreszta takze i dla przecietnego katolika. A moze nawet i bardziej dla przecietnego katolika, bo srodowisko katolickie jest wiele bardziej jednorodne, niz protestanckie, i przez to bardziej zasciankowe.

Doswiadczenie mowi mi, ze im bardziej poznajesz jakas grupe, tym bardziej pozbywasz sie uczuc wrogosci, niecheci, albo nieufnosci do jej czlonkow. Okazuje sie, ze ci "inni" sa dokladnie takimi samymi ludzmi, jak ty, i ze dokladnie tak samo jak ty staraja sie zyc dobrze. Ich opinia na temat, co znaczy "zyc dobrze", moze roznic sie od twojej, ale nie ma w tym nic dziwnego - gdybys ty pochodzila z ich srodowiska, mialabys takie same opinie, jak oni! Im bardziej poznajesz "obcych", tym latwiej ci ich kochac. Nie musisz przy tym wcale przejmowac ich sposobow na zycie, o nie! Ani oni nie musza przejmowac twojego sposobu. Po prostu zaczynasz traktowac ich jak siebie sama (czyli jak czlowieka), a nie jak sume ich zachowan i wypowiedzi (czyli jak maszyne). I NAPRAWDE nie zalezy to od tego, czy masz do czynienia z katolikiem, adwentysta, mormonem, muzulmaninem, hindusem, buddysta, ateista, czy nawet satanista. Widzisz przede wszystkim czlowieka, a jesli jego poglady wydaja ci sie nawet odrazajace, traktujesz je jak ubranie. Moze brudne, ale tylko ubranie. Nie powiesz przeciez do bezdomnego: won, bo mi smierdzisz! A jesli bedzie po prostu chcial z toba pogadac, nie zamierzajac wcale przyjac od ciebie nowego ubrania i adresu, pod ktorym moglby zamieszkac, to tez nie odpedzisz go mowiac: won niewdzieczny idioto!

Poza tym ja nie neguje ludzi, tylko doktryny ludzkie, a nie oparte na tym, czego nauczal Jezus.

Nie tobie sadzic, kto idzie za Jezusem a kto nie. Sadz jedynie dla siebie, wybierajac na wlasny uzytek, ktora z wyglaszanych przez ludzi opinii brzmi TWOIM ZDANIEM najbardziej po chrzescijansku i ktora wobec tego jest dla ciebie propozycja godna rozpatrzenia powaznie. Nigdy nie zapominaj, ze ci, ktorzy glosza owe "doktryny ludzkie", sa swiecie przekonani, ze postepuja droga Jezusa. Sa tak samo przekonani, jak ty. I nierzadko uwazaja CIEBIE za glosicielke "doktryn ludzkich", za ofiare zwodzicielskiej dzialalnosci szatana. Zas szatan patrzy na was i zaciera rece - po raz kolejny dzieci Boze skacza sobie do gardla...

Owszem, znam katolickie zrodla z Biblii, ktore sa "podstawa" danej doktryny, ale dla protestanta, czy nawet dla prawoslawnego nie sa zbyt przekonujace.

Nie musza byc. Protestant albo prawoslawny zwykle nie jest katolikiem :) Dla ciebie tez nie musza byc przekonujace, nie jestes przeciez katoliczka :) A ja nie zamierzam nawracac ciebie na katolicyzm, bo i po co. Chcialbym jedynie, zebys sie wyzbyla uprzedzen i zadufania we wlasna wyjatkowosc (te niezbyt chwalebne uczucia sa zreszta typowe rowniez dla wielu katolikow, jak sama zauwazylas).

Odnosnie figur i obrazow, dla nas jest to balwochwalstwo, bo to jest zabronione przez Boga

Muzulmanie ida jeszcze dalej, a fundamentalisci muzulmanscy zabraniaja nawet robic zdjec ludziom, bo to przeciez obraz istoty zyjacej, a tego zabrania Dekalog. Natomiast katolicy rozumieja ten dekalogowy zakaz jako zakaz czynienia sobie przedstawien Boga zniewalajacych umysl do wyobrazania sobie Go w formie wyobrazonej przez czlowieka. Dla mnie jest zupelnie ewidentne, ze jedynie w ten sposob mozna sensownie zrozumiec te wersety. W polaczeniu z CALA Biblia. Zauwaz na przyklad, ze Mojzesz "zlamal" to przykazanie, kazac ludziom uczynic sobie figurke miedzianego weza! Sam Bog mu tak przykazal! Podobnie Jezus lamal Prawo Mojzeszowe - a wszystko to w tym celu, zeby do ludzi, ktorzy beda czytali Biblie w roznych czasach mogl dotrzec prawdziwy SENS tego Prawa.

jak katolicy moga powiedziec, ze nie daja czci figurom, chociaz tak naprawde to robia.

Widzisz to, co rozumiesz... Dlatego mowilem ci: zajrzyj do Katechizmu KRK i zobacz, o co w tej "czci" tak naprawde chodzi. Nie! Nie sluchasz mnie :) Wiem, ze katechizm nie jest dla ciebie zadnym autorytetem i ze autorytetem jest dla ciebie tylko Slowo Boze (wyobraz sobie, ze podobnie jest dla mnie, choc jestem katolikiem). Argumenty, jakie podaje katechizm dla uzasadniania takich czy innych obyczajow mozesz sobie darowac, bo pewno tak czy owak cie nie przekonaja - i nie ma sprawy. Istotne jest natomiast, ze Katechizm podkresla BARDZO STARANNIE, ze to nie figurka czy obraz jest przedmiotem czci - tak samo, jak nie ow Mojzeszowy waz miedziany byl przedmiotem czci. Katolik modli sie PRZED figurka czy obrazem, nie DO figurki czy obrazu. Tak, jak ty jesz Z TALERZA, a nie TALERZ :) Dlatego wlasnie waz miedziany byl ok, a zloty cielec nie. Jesli ktos zaczyna traktowac figurke (lub osobe swietego, albo osobe Maryi) jak Boga, wtedy grzeszy, i to ciezko. Ale taki grzech jest mozliwy tylko u kogos, kto tak czy owak nie ma zielonego pojecia, kim jest Bog. W taki sposob grzeszy wielu katolikow, ale w podobny sposob grzeszy i wielu protestantow. Jedni zgubili Boga i klaniaja sie balwanom (figurkom, swietym, Maryi), drudzy zgubili Boga i klaniaja sie Baalowi (gniewnemu bozkowi wymyslonemu na obraz czlowieka). I musze zauwazyc (choc to niczego nie dowodzi), ze czesciej spotykam zaczytanych w Biblii wyznawcow Baala niz zaczytanych w Katechizmie wyznawcow balwanow... Nie dziwi mnie to - zgubiona tradycja to jak zgubiona nitka do klebka.

Nie namawiam cie, zebys zajrzala do katechizmu, zebys uznala, ze te figurki sa UZASADNIONE, lecz zebys zrozumiala, jaka ROLE one odgrywaja w katolicyzmie. Bo jak na razie twoje zarzuty sa po prostu wyssane z palca (przypominaja zarzut, ze "Zydzi dodaja do macy krew chrzescijanskich dzieci").

Podam ci dekalog wg ks. Jakuba Wujka, a ty sobie porownaj ten z waszym katechizmem:

Nie sluchalas na czacie :) Katechizm to nie "Biblia katolicka" :)))) Katechizm to wyjasnienie wiary katolickiej. Wyjasnienie bazujace na Biblii i odnoszace sie przy tym do tradycyjnych rozstrzygniec roznych problemow teologicznych (jakich wiele pojawilo sie w ciagu dwa tysiace lat historii kosciola), rozstrzygniec podanych przez zgromadzenia, konferencje, synody, sobory, i pojedyncze osoby do ktorych KRK zywi dostateczny szacunek aby ich opinie uwazac za istotna. Kiedy myslisz o "dekalogu z katechizmu", masz na mysli skrot dokonany dla latwego zapamietania podstawowych idei, oparty na podziale Dekalogu wedlug idei Sw. Augustyna (chyba jego, ale nie mam pod reka referencji, zeby sprawdzic). Podstawa tego podzialu jest obserwacja, ze pelny tekst Dekalogu sklada sie logicznie z kilku czesci. Pierwsza, ogolna, dotyczy bezposredniego stosunku czlowieka do Boga. Potem jest przejscie do stosunku czlowieka do innych ludzi. Inwokacja do niego (stosunku do ludzi) jest nakaz poszanowania najblizszych - rodzicow. Nastepnie sa trzy konkretne, wyraznie rozdzielone zakazy, a po nich nastepuja odpowiadajace im ostrzezenia dotyczace sytuacji, ktore moga doprowadzic do zlamania tych trzech zakazow. Przyjrzyjmy sie tym, co pisze Dekalog po przykazaniu o rodzicach:

A1. Nie zabijaj. Temu odpowiada:
A2. Nie dawaj falszywego swiadectwa. Swiadectwo dwoch swiadkow wystarczylo do wydania wyroku smierci!

B1. Nie cudzoloz. Temu odpowiada:
B2. Nie pozadaj zony blizniego swego. Wymienianie zony jednym tchem ze zwierzetami i przedmiotami bylo moze naturalne w czasach Mojzesza, ale nawet dla ojcow Kosciola (ktorzy specjalnie fanami kobiet bynajmniej nie byli i uwazali je - tradycyjnie - za jeden wielki klopot i cos w rodzaju Boze pomylki) bylo oczywiste, ze zona to jednak czlowiek, choc moze nie az tak udany jak mezczyzna :)

C1. Nie kradnij. Temu odpowiada:
C2. Nie pozadaj zwierzat ani przedmiotow blizniego swego. Chyba jasne, ze kradziez i cudzolostwo to jednak odmienna klasa czynow, prawda?

Dlatego po przykazaniu o rodzicach mamy w praktyce SZESC przykazan, dwa razy po TRZY. Przed rodzicami zostaja nam wiec tylko TRZY przykazania (znow fajna liczba 3, co niewatpliwie cieszylo dawnych teologow). Te trzy dzielimy wiec wedle ich sensu:

1. Nie bedziesz mial innych Bogow. Omowienie: nie bedziesz czcil JAKO BOGA zadnego balwana, bo Bog to prawdziwa, zywa istota, ktora cie naprawde kocha i naprawde sie toba opiekuje.
2. Nie bedziesz bral imienia Boga nadaremno. Omowienie: traktuj mnie jak Boga, nie jak partnera w interesie lub pieczec na liscie wierzycielskim.
3. Pamietaj, aby Moj dzien swiecic. Omowienie: nie pozwol, zebys o mnie zapomnial w feworze pracy. Przypominaj sobie o mnie regularnie!

I to cala wielka historia "przekrecenia Dekalogu". Katolicy "przekrecili" Dekalog w fantazji protestanckiej :) Rzeczywisty problem polega na tym, ze protestanci nie rozumieja tradycji modlenia sie DO BOGA w "towarzystwie" figur i obrazow i myla ja z poganska tradycja ODDAWANIA CZCI balwanom. Dlatego uznali, ze Dekalog zostal sfalszowany :) Ale przykazania Dekalogu NIE SA NUMEROWANE w Biblii i kazdy sensowny sposob ich ponumerowania jest dobry. Na przyklad twoj. Albo moj. Wazne jest tylko, zeby wiedziec, o co w przykazaniach chodzi. Dostawianie cyferek nie ma znaczenia.

Bog tego nienawidzi.

Prosze cie o jedno... Nie mow "Bog nienawidzi". Po pierwsze, nie jestes Bogiem. Po drugie, prosze nie lacz pojecia nienawisci z pojeciem Boga. Jest to znacznie gorsze, niz klekanie przed jakakolwiek figura.

jak chcesz, to mozesz sic ze mna klocic, ja sic nie obrazc,

Nie zamierzam sie z nikim "klocic". Natomiast na wymiane ARGUMENTOW jestem otwarty.

wiem ze katolikowi trudno to strawic, ale sam Piotr powiedzial, ze nalezy bardziej sluchac Boga niz ludzi

I to TY, CZLOWIEK, mowisz mi, jak mam rozumiec slowa Piotra? :))))) Moja droga... Wyobraz sobie, ze moim zdaniem ja slucham bardziej Boga, a ty sluchasz bardziej ludzi. Choc twoim zdaniem jest dokladnie na odwrot. I bardzo dobrze, bo gdybym ja uwazal inaczej, niz uwazam, to bylbym protestantem. A gdybys ty uwazala inaczej, niz uwazasz, to bylabys katoliczka. Bo chyba zadne z nas nie jest hipokryta, prawda?

A sam chyba wiesz, ze wiele doktryn KK. powstawalo na przelomie stuleci i bylo dzielem "nieomylnych" papiezy.

To nie doktryny wyssane z palca, lecz interpretacja Slowa Bozego. Kazdy ma prawo wybrac, jaka (i czyja) interpretacje przyjmie. Ja mam wieksze zaufanie do moich "nieomylnych papiezy" niz do twoich oderwanych od tradycji teologow protestanckich.

Z Bogiem -- Jarek
(Pisz: jarkowi w yahoo.com)