Jarek Dąbrowski, 29 grudnia 2004


 

Śmierć nauki?

 

Eksperymenty omówione przez Marcina Rotkiewicza i Anetę Brzezicką w grudniowym Niezbędniku Inteligenta Tygodnika Polityka ("Śmierć duszy" [1]) wzbogacają wiedzę o tym, jak opisywać i kontrolować oddziaływanie między duszą (rozumianą jako świadomość) i ciałem. Wbrew twierdzeniu autorów artykułu, nie dotykają one jednak pytania, czy dusza i ciało to dwa różne obiekty, czy też jeden z nich pochodzi od drugiego. Ten odwieczny problem leży poza dziedziną obiektywizowalnych twierdzeń, na której to dziedzinie określone są nauki przyrodnicze. Wniosek o śmierci duszy uzyskali autorzy na podstawie dogmatów ich prywatnej wiary. Nie dodawajmy światopoglądu do nauk przyrodniczych, szczególnie gdy zabieramy głos w podstawowych kwestiach. Taka mieszanka przywłaszcza sobie autorytet nauki i sieje zamęt również w umysłach naukowców. Rodzi się w ten sposob agresywna dogmatyczna ideologia, wypierająca prawdziwą naukę.

 

(W nieco poprawionej kosmetycznie formie, artykul ten jest dostepny także na portalu Apologetyki)

 

Wprowadzenie

 

Marcin Rotkiewicz i Anna Brzezicka opublikowali w Tygodniku Polityka ciekawy skądinąd artykuł popularyzujący osiągnięcia neuropsychologii [1].  Niestety, opatrzyli go tytułem koncentrującym uwagę czytelnika na pozanaukowym, sensacyjno-filozoficznym wątku, potraktowanym jako wątek n a u k o w y. Pozostając pod wrażeniem tytułu ("Śmierć duszy") i komentarza we wstępie do Niezbędnika Inteligenta ("Gdzie w mózgu mieści się dusza?" [2]) czytamy, że "jedyny pewny wniosek, który można wyciągnąć [z wyników badań], to pogrzebanie kartezjańskiego przekonania o istnieniu dwóch niezależnych bytów ó ciała i duszy (rozumianej jako świadomość). Dziś możemy ostatecznie uznać je za pomyłkę. [...] Parafrazując słynne zdanie Fryderyka Nietschego, można dziś ogłosić, że 'dusza umarła'" [1]. W zasadzie można by mieć nadzieję, że autorzy niezręcznie się wyrazili i zmyliło to również redakcję Polityki. Z reakcji czytelników widać jednak wyraźnie, że przekaz został powszechnie zrozumiany jednoznacznie: oto naukowo udowodniono, że samoświadomość człowieka pochodzi od ciała i że wobec tego żadnej nieśmiertelnej duszy nie ma, a światopoglądy i religie twierdzące inaczej głoszą nienaukowe przesądy. Naturalnie, neuropsychologia nic takiego nie udowodniła ani nawet się do takiego dowodu przymierzyć nie jest w stanie, a powyższe twierdzenie o śmierci duszy można uzasadnić wyłącznie po przyjęciu na wiarę pewnych pozanaukowych (metafizycznych), arbitralnych dogmatów. Zastanówmy się, jakie n a u k o w e wnioski można wyciągnać opierając się wyłącznie na wynikach omówionych badań, bez wzbogacania ich dogmatami wiary. Dla porządku przyjrzyjmy się jednak na początek owemu "błędowi Kartezjusza".

 

Kartezjusz i niezależnośc ciała i duszy

 

Eksperymenty opisane w artykule "Śmierć duszy" uczą nas o duszy tylko tyle, że istnieje związek między jej stanem i stanem ciała. Odkrycie tego związku trudno nazwać sukcesem neuropsychologii właśnie. Toż i Kartezjuszowi byly znane, na przykład, ewidentnie duchowe skutki jak najbardziej cielesnego nadużywania alkoholu. Kartezjusz napisał, że "gdy wreszcie dusza rozumna trafi do [ciała], znajdzie swe główne siedlisko w mózgu i będzie przypominać zarządcę [mechanicznie sterowanych] fontann, który staje u głównego zbiornika, gdzie zbiegają się wszystkie rury owych mechanizmów, by dowolnie wzmacniać, osłabiać bądź w jakikolwiek inny sposób zmieniać ich ruchy" [3] i że "dusza nie może całkowicie kierować swymi uczuciami" [4]. Jak to podsumował Władysław Tatarkiewicz, według Kartezjusza "ciało może wpłynąć na zmianę k i e r u n k u tego, co dzieje się w duszy, a dusza na zmianę k i e r u n k u tego, co dzieje się w ciele" [5]. Pisząc o niezależności duszy i ciała, Kartezjusz twierdził, że mają niezależne struktury i mogą istnieć niezależnie od siebie. Nie o braku związku pomiędzy s t a n a m i ciała i duszy wnioskował, trudno więc uzyskać "pogrzebanie kartezjańskiego przekonania o istnieniu dwóch niezależnych bytów ó ciała i duszy" [1] poprzez odniesienie się do tego związku. Związku, z którego istnienia Kartezjusz i jego następcy zdawali sobie doskonale sprawę!

 

Ale przecież wiemy, że doświadczenia życiowe i stan ciała mogą zmienić osobowość człowieka. Czy nie oznacza to jednak, że czynniki materialne zmieniają (nieraz drastycznie) strukturę duszy, i że dusza jest w gruncie rzeczy jedynie nazwą zjawiska o podłożu materialnym? W tym momencie wypadnie nam powrócić do znaczenia słowa "dusza". Jeśli duszę rozumieć - jak chcą tego Marcin Rotkiewicz i Aneta Brzezicka - jako świadomość, to istota mojej duszy polega na moim subiektywnym odczuciu "ja istnieję". Czyli na samoświadomości. Czy ta subiektywna samoświadomość jest modyfikowana przez czynniki zewnętrzne? Marcin Rotkiewicz i Aneta Brzezicka udzielili na to pytanie odpowiedzi przeczącej: "mamy nieodparte przekonanie o istnieniu naszego odrębnego i niezmiennego 'ja'" [1]. Czy udowodnili następnie, że to przekonanie jest błędne? Czy udowodnili, że zmienia się samoświadomość, a nie tylko ciało i zasoby mózgu, do których owa samoświadomość ma dostęp i na które może mieć wpływ? Otóż nie - oni  s i ę  w  o g ó l e  t y m  z a g a d n i e n i e m    n i e  z a j m o w a l i.

 

I nic dziwnego. Bowiem tak rozumiana samoświadomość, jako odczucie w całej swojej istocie  s u b i e k t y w n e, znajduje się poza zakresem badań naukowych.

 

Czym zajmuje się a czym nie zajmuje się nauka?

 

Nauki przyrodnicze zajmują się  z  k o n s t r u k c j i treściami obiektywizowalnymi. Czyli takimi, do których mogą dotrzeć niezależni obserwatorzy i opisać je w sposób pozwalający na porównanie tych treści bez utraty tego, co stanowi ich istotę. Co to znaczy? Otóż jeśli przedstawiłem urządzenie, którego zadaniem ma być umożliwienie rozmawiania obserwatorom z Europy z obserwatorami z Ameryki, i jeśli owi obserwatorzy potwierdzają, że mogą za jego pomocą rozmawiać, to udowodniłem przez obiektywizowalne badanie istotnej treści, że moje urządzenie działa. Dowodami tego typu (i  w y ł ą c z n i e tego typu) zajmują się nauki przyrodnicze. Mówiąc krótko: nauki przyrodnicze wymagają, aby istotna treść zjawiska była obserwowana przez różnych, niezależnych od siebie obserwatorów.

 

W jaki sposób ktoś inny niż ja, jakis inny obserwator, może dotrzeć do istotnej treści mojego odczucia "ja istnieję"? Badając aktywność jakiegoś obszaru mojego mózgu? Przecież nawet małe dziecko korzysta z różnicy między obiektywizowalnym obrazem aktywności i subiektywnym odczuciem. Gdy wali kolegę w głowę łopatką, ma jak najbardziej obiektywizowalny obraz aktywności mózgu kolegi w reakcji na ból: płacz i łzy. Gdy broni się przed ciosami łopatki, nie unika jednak swojego obiektywizowalnego płaczu i łez, lecz swojego subiektywnego odczucia bólu.

 

Żadne naukowe przyrządy pomiarowe nie mierzą samoświadomości w sensie "dusza", tej istotnej treści zawartej w słowach "ja istnieję". Co najwyżej dostarczają informacji o tym, jakie obszary mózgu są odpowiedzialne za kontakt pomiędzy samoświadomością a światem zmysłów, myśli i odruchów. Dostarczają informacji o tym,  j a k  pracuje mózg, ale nie dostarczają żadnej informacji o tym,  d l a  k o g o  pracuje mózg. Mówią nam, jaka jest różnica w pracy mózgu pijanego i mózgu trzeźwego, mózgu zdenerwowanego i mózgu spokojnego, mózgu emocjonalnie ułomnego i mózgu emocjonalnie zdrowego. Podpowiadają nam więc również, jakie stymulacje lub blokady mogą zmusć mózg do takiego czy innego modu pracy. Dzięki temu otwierają się nowe możliwości w leczeniu chorób dawniej nieuleczalnych. Jednak pomimo całego zaawansowania technicznego i praktycznych korzyści, w kontekście dyskusji o istnieniu nieśmiertelnej duszy pomiary takie nie różnią się jakościowo od obserwacji, że "od wódki rozum krótki".

 

Naturalnie, przyczyną całego nieporozumienia może być specyficzne znaczenie nadawane słowu "samoświadomość" w specjalistycznej terminologii naukowej. Dla neuropsychologa samoświadomość to pojęcie zobiektywizowane, sprowadzone do mierzalnych parametrów i przez to odarte z tej właśnie treści, która czyni samoświadomość rzeczą cenną dla jej właściciela. Jeśli na tym polega problem, to szkoda, że autorzy sami nie ostrzegli czytelnika przed tą czysto językową pułapką. Ponieważ jednak pomimo jednoznacznej reakcji czytelników nie pojawiło się do tej pory żadne sprostowanie, wypadnie nam założyć, że w tę językową pułapkę, w którą wpadają regularnie przedstawiciele "naukowego ateizmu", wpadli również pospołu Marcin Rotkiewicz i Aneta Brzezicka.

 

Autorzy zbadali tylko niesprzeczność ich wiary z neuropsychologią

 

Rozumowanie Marcina Rotkiewicza i Anety Brzezickiej biegnie nastepującym torem:

 

a. Dusza to siedlisko ludzkiego jestestwa, kierującego ludzkim postępowaniem;

b. Czynniki fizyczne wpływają na ludzkie postępowanie;

c. Można wyróżnić części i funkcje mózgu, poprzez które ten wpływ następuje;

d. W o b e c  t e g o  ludzkie postepowanie i jestestwo to efekty wyłącznie fizyczne;

e. Czyli "dusza" jest zjawiskiem fizycznym, a niecielesnej (niefizycznej) duszy nie ma.

 

Na jakiej podstawie autorzy uzyskują decydujący dla ich rozumowania wniosek (d)? Tego nie ujawniają czytelnikowi. Co gorsza, nie rozważają w ogóle związku pomiędzy przedmiotem badań neuropsychologii i tym, co stanowi istotę pojęcia ludzkiej duszy, gdy mowa o "mojej świadomości mojego istnienia". Tożsamość tych dwóch zakresów znaczeniowych jest dla nich dogmatycznie oczywista. Tyle, że dogmaty wiary to nie prawdy nauk przyrodniczych! 

 

Wnioskowanie przedstawione w artykule "Śmierć duszy" byłoby prawidlowe, gdyby w nieznaczny lecz istotny sposób przeformułować punkt (d), zastępując słowa "wobec tego" słowami "załóżmy, że":

 

a. Dusza to siedlisko ludzkiego jestestwa, kierującego ludzkim postępowaniem;

b. Czynniki fizyczne wpływają na ludzkie postępowanie;

c. Można wyróżnić części i funkcje mózgu, poprzez które ten wpływ następuje;

d'. Z a ł ó ż m y,  ż e  ludzkie postępowanie i jestestwo to efekty wyłącznie fizyczne.

 

Uzyskany wniosek brzmi wtedy:

 

e'. Założenie o całkowitej cielesności "duszy" nie jest sprzeczne z wiedzą naukową.

 

Innymi słowy, autorzy są w stanie uzasadnić wyłącznie twierdzenie, że myśl przewodnia tego artykułu ("nie ma niecielesnej duszy") jest  n i e s p r z e c z n a  z wiedzą naukową. Dokładnie tak samo, jak niesprzeczna z tą wiedzą jest myśl przeciwna, której analizą artykuł w ogóle się nie zajmuje: myśl, ze istnieje niecielesna dusza...

 

Parę słów o etyce naukowej

 

To naturalne, ze pracownik naukowy stara się popularyzować wyniki uzyskiwane przez jego dziedzinę. To naturalne, że popularyzowanie nauki musi wiązać się z daleko idącymi uproszczeniami.To naturalne, że popularyzator musi wydobywać te aspekty, które są najbardziej atrakcyjne dla ogólu czytelników i których wagę można ocenić na podstawie kilku zdań lub nawet kilku słów.

 

Naturalnym jest również, ze naukowiec interpretuje wyniki swoich badań w ramach swojego światopoglądu i że pragnie się tą interpretacją podzielić z czytelnikiem w popularnonaukowym artykuje. Jednak jego  o b o w i ą z k i e m  jest zwrócenie uwagi czytelnika na miejsce, w którym kończą się nauki przyrodnicze a zaczyna się arbitralna filozofia. Zaniechanie tego obowiązku wygląda tym bardziej na manipulację lub niedouczenie, im większa jest waga tematu..

 

Czuję się poważnie zaniepokojony "popularnonaukowymi" artykułami pisanymi w takiej formie. Skutkuje to bowiem nieuczciwym przywłaszczaniem sobie autorytetu nauk przyrodniczych przez dogmatyczny scjentyzm i w efekcie do prowadzenia przezeń walki ideologicznej za pomocą rozpowszechniania  f a ł s z y w y c h  informacji.

 

Podsumowanie

 

Powtórzmy: eksperymenty omawiane w artykule "Śmierć duszy" wzbogacają naszą wiedzę o tym, jak opisywać i kontrolować znane od dawna oddziaływanie pomiędzy duszą i ciałem. Nie mówią one jednak nic o tym, czy dusza i ciało to dwa różne obiekty, czy też jeden z nich pochodzi od drugiego. Na przyklad, czy dusza to śmiertelny produkt śmiertelnego - jak wiadomo - ciała. Albo czy ciało to 񔋉mietelny wykwit na nieśmiertelnej duszy. Albo czy śmiertelne ciało i śmiertelna dusza to dwa różne, dostępne nam na tym świecie obrazy nieśmiertelnego człowieka.

 

Marcin Rotkiewicz i Aneta Brzezicka  nie udowodnili śmierci duszy. Niezależnie od swoich intencji pokazali jednak kierunek, w którym należy podążać, aby uśmiercić naukę i zastąpić ją przez dogmatyczną ideologię. 

 

Literatura

 

[1] Marcin Rotkiewicz i Aneta Brzezicka, "Śmierć duszy". Tygodnik Polityka, 52/2004 (2485).

[2] redakcja Tygodnika Polityki, "Niezbędnik inteligenta". Tygodnik Polityka, 52/2004 (2485).

[3] Renó Descartes, "Człowiek". Kraków 1989.

[4] Renó Descartes, "Namiętności duszy". Warszawa 1986.

[5] Władysław Tatarkiewicz, "Historia filozofii", t. 2. Warszawa 1988.

 

Dyskusja

 

Poniższe dwa linki sa ściśle związane z tym artykułem i świetnie ilustrują, na jaką obronę stać ateistów:

Dyskusja z red. Marcinem Rotkiewiczem

Dyskusja z paroma "etatowymi ateistami" na forum onetu

Rozmowa toczona w innym miejscu rozpoczęła się od tematów poruszonych w tym artykule, ale rozwinęła się w innych kierunkach:

Dyskusja z (głównie) ateistami na forum Katolika

 

 

-- Jarek Dąbrowski (wuj zbój), http://www.geocities.com/jarkowi


 

This document is published under GNU Free Documentation License 1.1 (http://www.gnu.org/licenses/fdl.html)