9 kwietnia 2002

Podszewka Poznania

Siemanko,

zgodzilismy sie z tym, ze istniejemy,

przy czym moje "ja istnieje" nie jest dla mnie faktem doswiadczalnym, lecz wnioskiem wynikajacym z mojej percepcji Boga, ktora przyjmuje za prawidlowa. Wspomniales o tej sprawie wczoraj, winien wiec jestem wyjasnienie. Otoz moje rozumowanie (czy tez raczej analiza moich obserwacji) wyglada nastepujaco:

Moja wiara w Boga wyplywa z moich odczuc wewnetrznych. Na skutek tej wiary interpretuje moje odczucia w taki sposob, ze zakladam przy tym istnienie mojego JA jako suwerennego bytu. Gdybym poczul sie zmuszony do odrzucenia wiary w Boga, wtedy moje odczucia wewnetrzne zinterpretowalbym w sposob, w ktorym suwerennosc mojego JA (czyli, w praktyce, moje istnienie) byloby zludzeniem.

Dla jasnosci (mam nadzieje!) pozwole sobie to rozwinac w punktach, siegajac do samego "poznania od podszewki" (kurcze, ja chyba przesadzam z cudzyslowami):

  1. Zauwazam swoja swiadomosc: mysle, czuje, pragne, jestem. O obiekcie, ktory to zauwaza, mowie: to moje JA. Moje JA jest jedynym obiektem postrzegalnym przeze mnie bezposrednio. Wszystko poza moim JA (wlacznie z moimi myslami) to moje obserwacje - to obserwacje dokonywane przez moje JA, niezaleznie od tego, czym to "JA" jest. Wlasciwie wyrazenie "moje" JA to maslo maslane; dopisuje do JA slowko "moje" tylko dlatego, ze nie istnieje jedno slowo na pojecie "twoje JA" :)
  2. Zauwazam, ze do mojej swiadomosci doplywaja informacje, ktore wydaja sie wyplywac z roznych zrodel. Zrodla te potem nazwe zmyslami, myslami, pragnieniami, uczuciami, itd.
  3. Zauwazam, ze moj umysl opracowywuje te informacje i przedstawia je mojej swiadomosci w postaci obserwacji "wewnetrznych" (to, czego jestem bezposrednio swiadom - np. moje mysli o Waldku, dotyk olowka, chec zjedzenia czekoladki) i "zewnetrznych" (to, o czym wnioskuje - np. osoba Waldka, olowek, czekoladka).
  4. Obserwacje zewnetrzne dziele na obiekty. Zauwazam obiekty, ktore sprawiaja wrazenie, jakby rowniez posiadaly swoje JA (chociaz nie jestem w stanie dostrzec tych innych JA w jakikolwiek sposob) i obiekty, ktore zdaja sie swojego JA nie posiadac.
  5. Obserwacje wewnetrzne rowniez dziele na obiekty. W ten sposob pojawia sie pojecie moich mysli (jako zrodla tego, co "we mnie gada"), i w ten sposob pojawia sie pojecie Boga (jak zrodla tego, co "we mnie dazy do samospelnienia sie JA").
  6. Pojawiaja sie teraz pytania o suwerennosc tych wszystkich obiektow (zwenetrznych i wewnetrznych). Ktore z nich uznac za "istniejace niezaleznie od siebie", a ktore za pochodne innych? Czy czekoladka, Waldek i Bog biora sie z moich mysli? Ani jednego ani drugiego ani trzeciego nie moge sie pozbyc bez przejscia prania mozgu :)
  7. Ale w szczegolnosci pojawia sie pytanie: czy moje JA jest suwerenne, czy tez moze jest ono pochodna jakiegos innego JA albo obiektu wyzszej klasy? Przyklady mozliwych odpowiedzi (wybrane z wielu):

Gdybym nie wierzyl, ze Bog istnieje, wtedy wybralbym odpowiedz zblizona do ostatniej tych mozliwosci: buddystyczne "wszystkie JA sa tym samym zludzeniem wywolanym zagapieniem sie Calosci w przejawy Jej istnienia". Dlatego wiara w istnienie Boga jest dla mnie zrodlem mojej wiary w istnienie mnie samego!

ze mysli sa materialne

Tak, zgadzam sie. Dlatego tak, ze to sformulowanie ma charakter naukowy: dotyczy informatyki, biologii, itp.

i ze proces poznania ma kierunek od tego co materialne i na zewnatrz do swiadomosci i tworzenia tworow pojeciowych wewnatrz czyli w swiadomosci wlasnej kazdego z nas.

Nie, nie zgadzam sie. Dlatego nie, ze to sformulowanie jest zbyt metafizyczne, gdyz mowi w sposob absolutny o "procesie poznania". Jedyne, co jestem w stanie powiedziec o procesie poznania niemetafizycznie (operacyjnie), to opisalem w punktach powyzej.

Odpowiedzialbym "tak" na sformulowanie: "naukowy proces poznania swiata materialnego ma kierunek... (i dalej to, co napisales)". Odpowiedzialbym "tak", poniewaz odpowiedz ta dotyczy pewnego dobrze okreslonego podzbioru pojec okreslonego slowami "proces poznania" - chodzi o poznanie naukowe, ktorego celem jest nie okreslenie, co istnieje w sposob absolutny, lecz kontrolowanie tego, co zwyklismy uznawac za istniejace w sensie potocznym.

I tu przyszedl czas konczyc, bo zrobilo sie poznawo :) Ciekawe, czy teraz sie troche przejasnilo, czy sie zaciemnilo?

Zdrowko -- Jarek