Jarek Dąbrowski (wuj zbój), http://wujzboj.republika.pl, 25 kwietnia 2005

 

 

Wróżenie z nauki, czyli czym się różni wróbelek?

Komentarz wuja do artykułu dra Romana Zaroffa "Dlaczego jestem ateistą a nie agnostykiem"..

..który to artykuł, jako że napisany przez autora popularnego wśród osób uważających się za "bazę intelektualną polskiego racjonalizmu", stał się dla wuja pretekstem do analizy podstawowych błędów logicznych "naukowego" ateizmu scjentyków i do skrótowego przedstawienia argumentów za przyjęciem wiary w Boga.

 

 

Pewien mój siostrzeniec zauważył, że nasz niezastąpiony Mariusz Agnosiewicz znow zrobił swietną robote. I niestety znow kosztem Romana Zaroffa...

 

Rzeczywiście. Opublikowane ostatnio na Mariuszowym serwisie racjonalisty.pl dzieło zatytulowane "Dlaczego jestem ateistą a nie agnostykiem" zawiera tylko 1500 słów. Proszę koniecznie przeczytać je już teraz - tyle, ile się da. Już po 84 słowach powinno stać się jasnym, ze Romek bierze do ręki Brzytwę Ockhama...

 

...i obcina tą Brzytwą wróbelkowi...

 

Oops, przepraszam za tego wrobelka, i dość tych żartów. Fakt, Romek pozbawił nie wróbelka, lecz hipotezy i wyjasnienia. Czego pozbawił? Potrzeb i celu pozbawił:

 

"[Według definicji z Oxford Dictionary,] hipoteza jest nieudowodnioną teorią, lub proponowanym wyjaśnieniem dla grupy faktów lub zjawisk. Żadna ze znanych mi definicji [hipotezy] nie uwzględnia terminu 'potrzeba'."

 

Znajomość definicji to trochę mało... Czasami warto sie jeszcze zastanowić. Zastanówmy się więc.

 

Drogi Romku. Czym się różni wróbelek? Kto stawia niepotrzebne hipotezy i po co komu całkiem niepotrzebne wyjaśnianie? Do wyjaśniania? Powiedz więc, jak sprawdzić prawidłowość czegoś, co nie da sie użyć absolutnie do niczego? Hipoteza wyjaśnia, bo wyjaśnia? Wiesz, co to błedne koło, prawda?

 

Każda hipoteza i wyjaśnienie są związane z jakims konkretnym zadaniem - nawet, jesli zadanie to postawiłes sobie dopiero po jego osiagnięciu (jako naukowiec obyty z akademickimi projektami badawczymi, powinieneś wiedzieć, co znaczy ta uwaga po myślniku). Z konkretnym zadaniem, Romku. Nie wyjaśniasz "listu"; wyjaśniasz, "kto napisał ten list" albo "o co chodzi w tym liście". "Wyjaśniam list" samo w sobie nic nie znaczy; zawsze podkładasz pod to zadanie jakąś konkretną treść. Prawidłowość twojej hipotezy sprawdzasz badając, czy rozwiązuje ona postawione zadanie w sposób zgodny z pewnymi regułami związanymi z istotną treścią postawionego zadania - czyli w sensowny sposób. Na tej zasadzie twoja sprawdzona juz hipoteza, która stała się teraz wyjaśnieniem, była (albo stała się) POTRZEBNA do tego, byś mógł sensownie odpowiedzieć na pytanie, kto napisał ten list. Gdyby ta hipoteza nie była (nie stała się) do NICZEGO potrzebna, to nie mogłbyś w żaden sposób sprawdzić, czy jest ona prawidłowym wyjaśnieniem!

 

Hipotezy oderwane od potrzeb to hipotezy typu "Fula wzeszła, bo krasugi pokrumały sie na dyglach" albo "Wróbelek różni się tym, ze ma nóżkę bardziej". Takich (i tylko takich) hipotez nie da się zweryfikować. Odrywając naukowe hipotezy i wyjaśnienia od jakichkolwiek potrzeb, nazywasz "naukowym" tylko to, co jest całkiem nieweryfikowalne - czyli wypowiedzi o fulach, krasugach i o wróbelkach, którym obcięto. To jest, twoim zdaniem, właśnie nauka? I na takiej to nauce opierasz swój ateizm?

 

Jeszcze raz... Hipoteza staje się wyjaśnieniem tylko wtedy, gdy sprawdziłeś jej prawidlowość. Sprawdzić prawidłowość hipotezy to sprawdzić, jak dalece rozwiązuje ona konkretnie postawione zadanie, lub jak dalece pomaga w realizacji dalekosiężnego, konkretnego celu.

 

A postawienie celu lub zadania jest s u b i e k t y w n e. Opiera się więc na tym, co tak pogardliwie nazywasz "chciejstwem": na subiektywnym wyborze dokonanym przez jakiegoś człowieka.

 

***

 

Nie wiem, jaki cel w pelni akceptowalny dla człowieka dojrzałego intelektualnie i emocjonalnie może uczynić kogoś ateistą. Artykuł Romka udowadnia nam jednak, ze ateistą zostaje się przez przeoczenie faktu, iż weryfikowalne hipotezy są ZAWSZE zwiaząne z celem. Jesli wykluczyć cuda, to wynika stąd, że ateistyczny pogląd na świat jest po prostu bezcelowy. Czyli zawierający same nieweryfikowalne wypowiedzi - bowiem zweryfikowanie prawidłowości wypowiedzi jest możliwe jedynie poprzez sprawdzenie, czy zastosowanie tej wypowiedzi przybliża nas do konkretnie postawionego celu.

 

Cóz, wypada tylko podziekować raz jeszcze Mariuszowi za kolejny świetny wybór tekstu ilustrującego absurdalność ateizmu i ateistycznej apologetyki, oraz Romkowi za podziwu godne, wytrwałe poswięcanie się dla sprawy.

 

A przy okazji warto zauważyć, że coraz jaśniejszym się staje powód, dla którego ateiści nie błądzą w swoim ateizmie. Bowiem nigdy nie blądzi ten, kto nie ma celu!

 

***

 

W kazdym razie artykuł Romka czyta się bardzo szybko. Wystarczy przeczytać 84 słowa. I już wiadomo, czego nie wie autor, i ile wobec tego warty jest zbiór pozostałych 1416 słów. I ta hipoteza sprawdza sie przy dalszym czytaniu!

 

Żeby się tu zbytnio nie rozwodzić, pokażmy po prostu pare przykładów Romkowych twierdzeń, które ich autor uważa za "naukowo" weryfikowalne, a które są absolutnie nieweryfikowalne jeśli pozbawić je subiektywnego celu. Pokażmy też parę przykładów twierdzeń Romkowych oponentów, które Romek uważa na nieweryfikowalne, a które są doskonale weryfikowalne, bowiem związane są z celem. Niech te przykłady staną się dla nas ilustracją typowych błędów, popełnianych przez wielu ateistów, szczególnie tych zafascynowanych ideami Romka, racjonalistów.pl i innych "bezdogmatycznych" dogmatyków, "naukowym" dowodzeniem materialności duszy, neuroteologicznym uzasadnianiem, że Bóg to urojenie, i "naukowo uzasadnionym" domaganiem się naukowego uzasadniania twierdzeń religii. Przy okazji naszkicujemy także uzasadnienie hipotezy, że każdy dojrzały intelektualnie i emocjonalnie człowiek, jeśli wybiera swój światopogląd w swiadomy sposób, wybierze wiarę w Boga.

 

 

1. Nieweryfikowalne "weryfikowalne hipotezy".

 

Pierwsza Hipoteza Romka (1HR): Tak zwane "fakty" i "zjawiska" natury metafizycznej, do których zaliczają się byty nadprzyrodzone, kwalifikują się do sfery urojeń lub zwyczajnych oszustw.

 

Nauki przyrodnicze nie mogą się wypowiadać na temat prawdziwości lub fałszywości metafizycznych (czyli pozanaukowych) twierdzeń. Dlaczego? To proste: ponieważ twierdzenia metafizyczne są z definicji właśnie tymi twierdzeniami, które są poza zakresem badań naukowych! Gdyby nauka wypowiadała się na temat ich prawdziwości lub fałszywości, to przekraczałaby swoje ramy - czyli popadałaby w sprzeczność. Wobec tego Pierwsza Hipoteza Romka (1HR) głosząca, że takie twierdzenia są faszywe, nie jest hipotezą naukową, nie jest weryfikowalna na bazie nauk przyrodniczych, i ewentualna weryfikacja 1HR musiałaby nastąpić na bazie jakiejś metafizyki.

 

Pierwsza obserwacja, której tu dokonujemy, to obserwacja, że Pierwsza Hipoteza Romka okazuje się sama siebie obalać: ponieważ Pierwsza Hipoteza Romka jest metafizyczna, to na mocy Pierwszej Hipotezy Romka zalicza się ona do sfery urojeń lub zwyczajnych oszustw.

 

Druga obserwacja dotyczy możliwości odsamosprzecznienia Pierwszej Hipotezy Romka: należałoby uznać, że 1HR działa dla wszystkich metafizycznych twierdzeń poza nią samą. Jak jednak zweryfikować, czy taka poprawiona 1HR' jest prawdziwa? Ano trzeba by zdefiniowac taki cel, któremu służyłaby 1HR'. A potem zbadać, w jakim stopniu ten cel jest za jej pomocą osiągany.

 

Przykłady celów nadających weryfikowalność metafizycznym twierdzeniom podamy przy analizie Trzeciej Hipotezy Romka. Natomiast tu należy stwierdzić, że ponieważ Romek i współwyznawcy poruszają się po świecie bezcelowo, to Pierwsza Hipoteza Romka musi pozostać nieweryfikowalna.

 

Druga Hipoteza Romka (2HR): zdanie "Bóg istnieje" jest równoważne ze stwierdzeniem "dźwięglice kłętliwe istnieją", czyli logiczną brednią.

 

Druga Hipoteza Romka sprowadza się do twierdzenia: "konstrukcja świata jest taka, że istnienie konieczne (bo o takim mowa) nie wyznacza automatycznie treści tego, co istnieje koniecznie". Dlatego jeśli coś istnieje koniecznie, to może to być Bóg albo różny od Boga byt zwany dźwięglicą kłętliwą, i wobec jeśli nawet jakiś byt istnieje koniecznie, to z faktu koniecznego istnienia nic dla tego bytu nie wynika - w rzeczywistości mówimy więc o pojęciu pustym. Aby zweryfikować lub obalić tę hipotezę dotyczącą podwalin konstrukcji świata, należy więc wziąć pod lupę jakieś dwa byty konieczne i zbadać, czy ich treści się różnią.

 

Problem polega jednak na przykład na tym, że osoba formułująca tę hipotezę nie ma możliwości ustalenia, co istnieje konieczne, a co niekoniecznie. Czy ten komputer istnieje koniecznie? Kto go wie; przecież nie można sprawdzić, czy może istnieć świat nie zawierający tego komputera! Co gorsza, nie wiadomo nawet, co jest bytem istniejącym niezależnie od naszych doznań i aktów obserwacji (czyli istniejącym obiektywnie), a co jest tylko naszym doznaniem, czyli istnieje tylko wtedy, gdy istnieje przynajmniej jeden obserwator (czyli, co istnieje tylko subiektywnie). Nie wiadomo, bowiem aby stwierdzić, czy X istnieje niezależnie od Y, należy zaboserwować istnienie X w warunkach braku Y. Niestety, poniewaz Y jest związane bezpośrednio (lub pośrednio) z obserwacją, to przez wykluczenie Y wykluczamy też możliwość przeprowadzenia takiej obserwacji. To trochę tak, jak w starym dowcipie: "Zmierzono, że pomiar dlugości szczurzego życia przedłuża życia szczura o sekundę".

 

Wobec tego Druga Hipoteza Romka jest również metafizyczna. Podpada więc pod to samo rozumowanie, co Pierwsza Hipoteza Romka: możnaby ją zweryfikować, ale jedynie wtedy, gdy się przyjmnie jakiś subiektywny cel. Ponieważ Romek i współwyznawcy poruszają się po świecie bezcelowo, to i Druga Hipoteza Romka musi pozostać nieweryfikowalna.

 

Trzecia Hipoteza Romka (3HR): wiarygodność rzeczników krasnali oraz świata nauki znajduje się na diametralnie przeciwnych biegunach

 

Trzecia Hipoteza Romka sprowadza się do twierdzenia, że krasnale nie istnieją, a byty odpowiadające pojęciom naukowym istnieją. Aby zweryfikować tę hipotezę, należy albo pokazać sprzecznośc w pojęciu "krasnal", albo pokazać choć jeden weryfikowalnie istniejący byt odpowiadający jakiemuś pojęciu naukowemu i zauważyć przy tym, że żadnego istniejącego krasnala dotąd nie pokazano.

 

Najpierw pierwsza opcja: udowodnienie wewnętrznej sprzeczności. Cóż, pojęcie "krasnal" nie zawiera jakichs ewidentnych sprzeczności. Czerwona czapeczka nie kłóci logicznie się z brodą i wyjątkowo małym wzrostem. Chyba nawet estetycznie się nie kłóci (tak przynajmniej twierdzi pewien mój znajomy esteta). Ta droga nie prowadzi więc do celu.

 

Pozostaje druga opcja: pokazać istniejący byt różny od krasnala. I tu też klapa. Omówiliśmy to już przy okazji Drugiej Hipotezy Romka: za pomocą procedur redukowalnych do obserwacji nie da się w żaden sposób odróżnić bytów istniejących obiektywnie (niezależnie od obserwatora) od bytów istniejących subiektywnie (na przykład, tylko w fantazji obserwatora). Jeśli nawet okaże się, że wszyscy wokolo widzą ten komputer, ale krasnala siedzącego na nim widzi tylko jedna osoba, to nie wyniknie z tego nic o istnieniu tego komputera jako bytu niezależnego od obserwatorów, ani o (nie)istnieniu tego krasnala jako bytu niezależnego od obserwatorów. Wyniknie z tego natomiast, że widok komputera może posłużyć jako element komunikacji pomiędzy obserwatorami (na przykład, kiedy gość zrzuci komputer ze stołu, to drugi gość się zdziwi, a właściciel się zdenerwuje), a widok krasnala do tego się nie nadaje (na przykład, jeśli krasnal się schowa, to tylko jedna osoba zacznie go szukać). Tu jednak zaczynamy znów mówić o celu hipotezy, a nie o bezcelowym wyjaśnianiu dla wyjaśniania...

 

Trzecia Hipoteza Romka jest więc nieweryfikowalna w ramach bezcelowego światopoglądu Romka & Co. Można ją jednak łatwo uczynić weryfikowalną, i każdy z nas (rzecz jasna, poza "naukowymi" ateistami) tak robi: przyjmujemy w ramach naszego światopoglądu cel, któremu mają służyć twierdzenia o istnieniu, i następnie sprawdzamy, czy założenie istnienia krasnali przybliża nas do tego celu, oraz czy założenie istnienia bytów odpowiadających pojęciom naukowym przybliża nas do tego celu.

 

Pojawia się tu naturalne pytanie: Co może być takim celem?

 

Dla Romka (po przyjęciu przez niego 1HR') celem mogłoby być takie opisywanie świata, które jest redukowalne do pojęć występujących w naukach przyrodniczych. Wtedy pojęcia naukowe uzyskałyby równocześnie status pojęć metafizycznych ("istnienie w sensie naukowym" = "istnienie w sensie filozoficznym"; na przykład, "atomy istnieją niezależnie od aktów obserwacji"). Terminologia naukowa zostałaby powiązana z ontologią. Wersja 1HR' Pierwszej Hipotezy Romka usunęłaby przy tym sprzeczność występującą w 1HR. Co prawda Romek musiałby wtedy zrezygnować z tezy o istnieniu jego własnego "ja" (bowiem istotna treść obserwacji "ja istnieję" w takim znaczeniu, w jakim jest to istnienie odbierane subiektywnie przez daną osobę, jest niedostępna innym obserwatorom, a więc takie istnienie jest nieweryfikowalne naukowo - patrz też artykuł "Śmierć nauki"), ale czego się nie robi dla miłości (nawet do dogmatycznie wytyczonego celu)! No i przede wszystkim zniknąlby ten wstrętny krasnoludek; poświęcenie samego siebie nie byłoby bezcelowe (sic!).

 

Natomiast dla zwykłego człowieka celem takim mogłoby być posiadanie poglądów logicznie spójnych, niesprzecznych z doświadczeniem zmyslowym, i jak najbardziej przydających się w życiu (wedle oceny tegoż człowieka). Wtedy weryfikacja zachowuje zarówno istnienie właściciela takiego światopoglądu jak i istnienie Romka i innych ludzi, usuwa zaś istnienie krasnoludka. Istnienie innych ludzi jako bytów niezależnych ode mnie jest mi potrzebne, bo chcę uważać, że nie gadam do siebie samego i nie piję do lustra. Istnienie krasnoludka wprowadza mi natomiast tylko chaos; pożytku z niego tyle, co krasnoludek napłakał. Co zaś z bytami odpowiadającymi pojęciom naukowym, czyli materii - na przykład, co z komputerem? To zależy od szczegółow światopoglądu (można przyznać istnienie materii, można przyznać istnienie duchowi, można przyznać istnienie i materii i duchowi), ale jedno pozostaje od tych szczegółów niezależne: twierdzenia nauk przyrodniczych będą traktowane poważnie, jako zbiór praktycznie przydatnych związków między ludzkimi doznaniami. Różnica będzie tylko w interpretacji ontycznego sensu tych doznań. Czy ten pies to automat, czy osoba swiadoma siebie w sposob podobny do mnie? Czy śmierć bliskiego człowieka rozłącza nas na zawsze, czy tylko na długi (zapewne) czas? Odpowiedzi na takie pytania to odpowiedzi na pytania o istnienie ontyczne osoby psa czy ludzkiej duszy. To, jakich odpowiedzi udzielisz, wpływa na twój stosunek do ciebie, do innych ludzi, do innych żywych istot, w końcu do świata całego - a więc na twoje codzienne życie, a wobec tego i na ocenę praktycznej przydatności takiego czy innego światopoglądu.

 

W efekcie uzyskujemy możliwość sprawdzenia, która z tych interpretacji (materialistyczna, idealistyczna, czy mieszana) jest bardziej prawidłowa. Bardziej prawidłowa - czyli skuteczniej prowadząca człowieka do celu. Natomiast bezcelowość, jak widzieliśmy, prowadzi tylko do irracjonalnego absurdu i obracania się w chaosie nieweryfikowalnych i niekiedy samoobalających się myśli. A taki chaos musi prowadzić do pogrążania się w sprzecznościach w działaniu. Ilustracją niech nam będzie choćby i omawiany tu dziś artykuł Romka, w którym rzetelna działalność naukowca została pomieszana z fantazjami naiwnego filozofa i stworzyła niestrawną papkę ideologiczną o mocno obelżywym posmaku...

 

 

2. Weryfikowalne "nieweryfikowalne hipotezy".

 

Hipoteza teisty: atrybutem podmiotu (Boga) jest jego istnienie

 

Jak już wiemy, jest to hipoteza metafizyczna będąca w praktyce zaprzeczeniem Drugiej Hipotezy Romka (2HR, "konstrukcja świata jest taka, że istnienie konieczne nie wyznacza automatycznie treści tego, co istnieje koniecznie"). Hipoteza teisty brzmi: "konstrukcja świata jest taka, że istnienie konieczne wyznacza automatycznie treść tego, co istnieje koniecznie". Innymi słowy, jeśli coś już istnieje koniecznie, to może być to tylko i wyłącznie Bóg taki, o jakim mówi teista. W jaki sposób można zweryfikować (lub sfalsyfikować) tę hipotezę teisty?

 

Naturalnie w taki sposób, w jaki weryfikuje się hipotezy: przez zbadanie, czy potraktowanie jej jako wyjaśnienia zgodnego z obiektywnym (niezależnym od obserwacji i teoretyzowania) stanem rzeczywistości pozwala lepiej zrealizować postawiony cel. Jak już zauważyliśmy, cele mają to do siebie, że są stawiane subiektywnie; stąd bierze się tyle filozofii i stąd również bierze się problem scjentystów (nawet tych primowanych, czyli wyznających 1HR', a nie samoobalające się 1HR) z obiektywnym uzasadnieniem ich światopoglądu (patrz też dowód ABC wykazujący w prosty ale formalny sposób niemożliwość takiego uzasadnienia w ramach dozwolonych przez fundamentalne zasady logiki). Skoro cele są subiektywne, to nic dziwnego, że i wynik weryfikacji musi być subiektywny. Uznają ten wynik za konkluzywny ci, którzy zgodzą się z prawidłowością postawionego celu (czyli uznają prawidłowość kryterium weryfikacji). Nie uznają zaś jego konkluzywności ci, którzy zaprzeczą prawidłowości celu (czyli prawidłowości kryterium weryfikacji). To normalne i w codziennym życiu, nawet w codziennym naukowym życiu historyka, Romku. Jeśli celem było ustalenie autora listu, to choćbyś najstaranniej udowodnił, że list napisano czerwonym atramentem 27 sierpnia 1930 roku a potem usiłował sprzedać to jako dowód, że list ten napisał marszałek Hindenburg, twój dowód zostanie najprawdopodobniej potraktowany jako nieadekwatny. Cele się nie zgadzają z argumentami, Romku. Poczytaj sobie więcej o takich sprawach w artykule "Dobre i złe sposoby, by uczyć".

 

Pięknie, ale jaki cel może zweryfikować omawianą tu hipotezę teisty?

 

Cel jest prosty: żyć tak, aby niczego w swoim życiu nie musieć żałować. Jak za pomocą tego celu sprawdzić tezę teisty? To już jest trudniejsze, trzeba bowiem po prostu żyć i patrzeć, czy światopogląd zbudowany na podstawie tej hipotezy prowadzi w kierunku realizacji tego celu, czy raczej w kierunku przeciwnym. Opinia może się zmieniać po drodze; może się zmieniać nie raz i nie dwa razy. To normalne; jest to zwykły przejaw pogłębiania wiedzy o sobie i świecie. Przysłowie ludowe mówi, że tylko krowa nie zmienia opinii. Pewno dlatego tak mówi, że o opiniach krów wiadomo stosunkowo niewiele.

 

Pozwolę sobie w tym miejscu zaproponować Cytelnikowi zajrzenie do krótkiej notki podsumowywującej w punktach, co przemawia za wiarą w świat z Bogiem, a przeciwko wierze w świat bez Boga. Potem (ale nie przedtem) warto zajrzeć do pewnego dowodu...

 

Hipoteza teisty: "Istnieje Bóg, który jest transcedentalny"

 

Hipoteza ta jest już pewnym dookreśleniem poprzedniej hipotezy. Rozłącza ona świat materialny i Boga. Więcej, stawia ona Boga ponad światem dostępnym człowiekowi. Oba elementy są logiczną konsekwencją konstrukcji światopoglądu budowanego "pod przewodnictwem" celu wspomnianego wyżej: żyć tak, aby w swoim życiu niczego nie żałować. Przedstawiając to krótko: optymalny światopogląd (zainteresowanym proponuję rzut okiem do krótkiego szkicu) wymaga, aby istniał Bóg, Stwórca tego świata, będący wszechmocną miłością. Raczej wyklucza to materialność Boga, a na dodatek stawia Boga - jako Stwórcę - ponad światem, który stworzył. Naturalnie, nie oznacza to, że człowiek nie może powiedzieć o Bogu nic prawdziwego. Przeciwnie: człowiek może powiedzieć o Bogu całą prawdę, która jest człowiekowi potrzebna i która jest dla niego możliwa do opanowania umysłem. To normalny punkt widzenia racjonalisty: wszystko, co istotne, da się wypowiedzieć w logicznie spójny sposób i zweryfikować na podstawie własnego doświadczenia - a reszta jest milczeniem.

 

Osoby uważające, że wszechmocna miłość kłóci się z ewidentnym istnieniem zła na świecie mogą być zainteresowane lekturą artykułu "Czy Bóg jest źródłem zła"?

 

Hipoteza krasnalisty: wprowadzając identyczną kwestię istnienia lub nieistnienia krasnali.

 

Na początek musimy zdefiniować krasnala. Według Romka (i mnie też) jest to taki mały facet w czerwonej czapeczce i z brodą, który zajmuje się przebywaniem pod muchomorami i ujeżdżaniem ślimaków, ale którego niestety nikt jeszcze nie spotkał, bo drań umie się ukrywać. Natomiast Boga zdefiniowaliśmy jako wszechmocną miłość (definicje wszechmocy i miłości, oraz inne potrzebne definicje, można znaleźć wśród moich notatek).

 

Mamy teraz do czynienia z interesującym pomysłem porównania Boga z krasnalem. Stara to idea ("nie wierzę w Boga, bo nie wierzę w krasnoludki"), o której wspomniał Clarence Darrow i która, przez swoją prostotę, stała się ulubionym hasłem w kręgach intelektualnie zbliżonych do racjonalnych.pl. Ta metafizyczna hipoteza, niesprawdzalna dla "naukowego" ateisty ze wzlędu na bezcelowość jego rozumowania i poczynań, jest weryfikowalna dla normalnie myślącego człowieka podobnie, jak weryfikowalna jest każda inna hipoteza: poprzez sprawdzenie, w jakim stopniu przyjęcie jej za prawdziwą przybliża nas do postawionego sobie celu.

 

Należy więc zapytać się: co wprowadza do mojego światopoglądu krasnal, co wprowadza Bóg, i jaki wpływ na moje życie będą zapewne miały te elementy. Jeśli wpływ jest żaden, to oba elementy są zbyteczne, i można sobie je śmiało darować. Jeśli jakiś wpływ jest, i jest ten sam w przypadku krasnala co w przypadku Boga, to te same argumenty pozwalają mi przyjąć (lub odrzucić) wiarę w krasnala co wiarę w Boga. Jeśli zaś wpływ założenia istnienia Boga jest inny od wpływu założenia krasnoludka, to mogę odróżnić argumentację za przyjęciem Boga (lub przeciw przyjęciu Boga) od argumentacji za przyjęciem krasnoludka (lub przeciw przyjęciu krasnoludka). Proste, nieprawdaż?

 

Warto wreszcie zauważyć, że odrzucenie ateizmu jako metafizycznego poglądu wprowadzającego nadmiarowe i zbyteczne założenia (niczym założenie "istnieje krasnoludek") pozwala nam na sformułowanie i uzasadnienie sloganu przeciwnego w wymowie do sloganu Darrowa. Mianowicie: "wierzę w Boga, bo nie wierzę w krasnoludki"!

 

***

 

Może na zakończenie warto jeszcze pokusić się o krótką analizę przyczyn, dla których wykształcony, rozsądny i - o ile zdążyłem się zorientować na podstawie sporadycznych kontaktów przez internet - całkiem miły w obyciu człowiek autoryzuje teksty napisane na takim poziomie i zawierające takie obelżywe wobec oponentów sformułowania, jak "Dają się na to[na przydzielanie Bogu innych atrybutów poza trancendentnym istnieniem] tylko złapać nieucy i oszołomy", "kwalifikują się do sfery urojeń lub zwyczajnych oszustw", czy "językowa manipulacja stosowana przez teologów mająca na celu zaciemnienie sprawy"... Rozwiązanie tego problemu mogą dostarczyć nam następujące cytaty:

 

Wszelkie niezliczone badania i obserwacje prowadzone od lat, we wszystkich dziedzinach nauki nie potwierdzają istnienia bóstw

 

Jak więc widać, Romek jest święcie przekonany, że jego poglądy są naukowe. Nie zdaje sobie sprawy z logicznej niespójności takiego postawienia sprawy (patrz też, np., prostą analogię "w tym liście są same spółgłoski" albo wspominany już krótki dowód ABC). I dlatego wyrusza na krucjatę, w jego wyobrażeniu niosącą światu jasną i czystą myśl naukową, od światła której zbledną i szczezną religijne zabobony. Nie zdaje sobie sprawy, że w gruncie rzeczy stał się wróżbitą, który wróży z nauki!

 

z logicznego punktu widzenia bóstwo powinno się objawić. Ale objawić nie w halucynacjach psychopatów a w jakichś akceptowalny dla sceptyka sposób.

 

Romek z pełną słusznością domaga się od Boga dowodów istnienia. Problem polega na tym, że Romek domaga się przy tym, aby objawiło mu się bóstwo, a nie Bóg. Domaga się, aby Bóg objawił mu się innym, niż jest - czyli aby sprowadził go tym objawieniem na manowce, oddalił od Siebie jeszcze bardziej. A tego Bóg nie zrobi.

 

Żyjemy na tym świecie w "bezbożnych" warunkach po to, żeby móc odkryć Boga w sobie. Żeby móc przekonać się, że Bóg jest właśnie tym, czego najszczerzej pragniemy całym swoim jestestwem. Żebyśmy mogli uwierzyć w Boga wierząc w siebie. I jeśli się okaże, że własnie ta wiara w Boga jest w pełni zgodna ze WSZYSTKIM, czego doznajemy - wtedy będziemy mieli w ręku taki dowód na istnienie Boga, który jest najsilniejszym dowodem z wszystkich możliwych dowodów na cokolwiek. Szczególnie, jeśli człowiek podchodzi do każdego twierdzenia sceptycznie (jak Romek i jak wuj).

 

fundamentalne sprzeczności we wszystkich przypisywanych mu [Bogu] atrybutach

 

Patrząc na "religiantów" z wyższością "naukowca", Romek wyrobił sobie pogardliwy stosunek do wszystkiego, co ci "krętacze, nieucy i oszuści" wygadują. Słucha ich tylko po to, aby wyłapać słowa i zwroty przydatne do jego "naukowej" analizy problemu - ma więc dość mętne pojęcie o tym, o czym oni rzeczywiście mówią. Może gdy Romek zda sobie pewnego dnia sprawę z absurdalności traktowania ateizmu jako naukowo uzasadnionego poglądu, i w efekcie z absurdalności tylu wypowiedzi, które podpisywał swoim imieniem i puszczał w świat, to pozbędzie się pogardy do ludzi, którzy po prostu wierzą INACZEJ niż on. A wtedy będzie mógł spokojnie i bez uprzedzeń przyjrzeć się temu, co ci ludzie naprawdę chcą mu powiedzieć. I niewykluczone, że okaże się, że tych "fundamentalnych sprzeczności w atrybutach Boga" po prostu nie ma. Były natomiast fundamentalne sprzeczności w wyobrażeniach, jakie Romek miał o idei Boga. Atrybuty przypisywane dziś Bogu przez Romka zawierają niewątpliwie niejedną sprzeczność.

 

***

 

Taaak... Może gdy Romek starannie przeanalizuje podstawy, na których opiera swój światopogląd, wtedy zauważy, że te podstawy nie dają się w żaden sposób sprowadzić do czegokolwiek, co można nazwać wiedzą. Niezależnie od treści światopoglądu, muszą one być zakorzenione w zwykłej, całkowicie bezradnej wierze. A ponieważ Romek interesuje się różnymi religiami i fascynują go rozmowy na ten temat, to może z czasem zauważy, że w wierze w Boga brak jakichkolwiek sprzeczności, i że w sumie więcej jest ważkich powodów do wierzenia w świat z Bogiem niż do wierzenia w świat bez Boga. A wtedy Romek będzie mógł zrobić sobie pewien prosty "test Pawłowy" - i być może zastanowienie się nad wynikiem tego testu da mu wiele do myślenia...

 

***

 

Wracając do "wykształconego i rozsądnego" wyjaśniania bez celu. Pamietasz jeszcze, Romku, czym sie różni wróbelek? Oczywiście tym, ze ma jedną nóżkę bardziej!

 

Zdrowko -- wuj ornitolog zboj

 

 

PS. Romku, a tak między nami, to wciąz czekam na obiecaną odpowiedź na mój komentarz http://tinyurl.com/cwy6d do twojego artykuliku o Bogu, co jest ssakiem, http://www.therationalist.org/kk.php/s,3988

 

 

 

-------

Jarek Dąbrowski (wuj zbój)

 

Tekst podany do informacji Romanowi Zaroffowi. Link umieszczono na serwisie racjonalista.pl wśród komentarzy do omawianego artykułu.