Jarek Dąbrowski, 17 pazdziernika 2003 - 19 stycznia 2005. (Brakujące dwa listy, nr 3 i 4,  uzupełniono 10 marca 2005)

Ostatnie listy:

Barbara Stanosz, 19 stycznia 2005

Jarek Dąbrowski, 19 stycznia 2005


 

Dogmaty bez dogmatu

(prof. Barbara Stanosz vs. wuj zbój )

 

 

1. Wstęp

 

Jesienią 2003 roku wymieniłem - za pośrednictwem pewnego doktoranta polonistyki z Katowic - listy z panią prof. Barbarą Stanosz, emerytowanym profesorem Uniwersytetu Warszawskiego i współzałożycielką oraz byłym redaktorem naczelnym ateistycznego czasopisma "Bez Dogmatu". Nosilem sie z zamiarem opublikowania tej, ciekawej wegdlug mnie, korespondencji (o zamiarze tym poinformowałem panią Profesor i nie spotkałem się ze sprzeciwem), ale trochę brakowało mi bezpośredniej motywacji. A że wuj jest leniwy... Na szczęście, parę dni temu przeczytałem na polskim Usenecie, w grupie dyskusyjnej pl.soc.religia, następujący cytat broniący ateizmu i wzięty z publikacji pani prof. Stanosz:

 

"Czy zatem postawa ateisty, który zdaniom mitologii religijnych zaprzecza, uznając za prawdziwe ich negacje, jest nieuprawniona? Cóż, absolutnemu puryście poznawczemu wolno tak twierdzić. Powinien on jednak być świadom faktu, że ateista stosuje w tej sprawie tę samą zasadę, którą kieruje się uczony, gdy, na przykład, odrzuca jako ewidentnie fałszywe przypuszczenie, że istnieje taka łacińska formuła, która wypowiedziana we właściwy sposób w obecności osoby chorej przywraca jej zdrowie. Zasadę tę można sformułować jako postulat, by nieobalalną hipotezę, za którą nie przemawiają żadne świadectwa empiryczne, uznawać za fałszywą."  [http://bezdogmatu.webpark.pl/stanosz44.htm]

 

Odpowiadając osobie przytaczającej ten cytat, wspomniałem o mojej dawnej korespondencji i obiecałem ją umieścić w internecie. Co niniejszym czynię.

 

 

 

 


2. List Grzegorza do prof. Barbary Stanosz.

5 września 2003

Szanowna Pani Profesor,

 

Mam na imię Grzegorz i jestem doktorantem polonistyki na Uniwersytecie Katowickim. Piszę do Pani w dość złożonej sprawie związanej z wywiadem, jaki niedawno udzieliła Pani redaktorowi Mariuszowi Agnosiewiczowi na łamach jego strony internetowej: ''Racjonalista'' [http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2503]. Zainteresował mnie on, gdyż z równym zaciekawieniem z jakim śledzę publikacje Pani czasopisma: ''Bez Dogmatu'' (stamtad nota bede posiadam Pani adres internetowy), zacząłem jakiś czas temu czytać artykuły na tejże witrynie zamieszczane. W owym wywiadzie własnie zakotwiczyło się jakieś nieporozumienie, bezpośrednio związane z Pani osobą. Zanim wyjasnię o co chodzi, pozwolę sobie przytoczyć ów problematyczny fragment:

 

Mariusz Agnosiewicz: Pani Profesor, dowiedzialem sie niedawno od pewnego fizyka, który doznal iluminacji boskiej i wyrzekl sie ateizmu, iz przekonania ateistów sa na ogól nielogiczne, jesli idzie o ich wypowiedzi odnosnie teizmu. Zarazem zauwazam, iz twierdzenia teologiczne nierzadko ozdabia sie logika ("Papiez widzi rózaniec w logice Wcielenia", itp.). ów uczony stwierdzil ponadto: "Poniewaz ani teista ani ateista nie jest w stanie podac poprawnego dowodu slusznosci swojego swiatopogladu, obaj opieraja sie na wierze (przeciwstawionej wiedzy). Poniewaz zas swiatopoglad teisty zawiera Boga, teista 'wierzy w swiat z Bogiem'. Poniewaz swiatopoglad ateisty nie zawiera Boga, ateista 'wierzy w swiat bez Boga'. Jesli przyjmujemy zasady logiki i wnioski naukowe, to ateizm i teizm sa epistemologicznie równowazne. Podaj mi jeden calkowicie obiektywny (bez subiektywnych podpórek) i calkowicie poprawny (bez bledów logicznych) argument za ateizmem, a zostane ateista." Jako osoba tak kompetentna w sprawach poprawnosci logicznej wypowiedzi, wierze, iz odniesie sie Pani do zasadnosci logicznej ateizmu oraz teizmu.

Barbara Stanosz: Poglad Panskiego znajomego jest swiadectwem niedoboru wiedzy logicznej, którym grzesza czasem nawet przedstawiciele nauki tak zmatematyzowanej, jak fizyka. Powinien on wiedziec, ze nie jest logicznie mozliwe podanie dowodu twierdzenia, które zaprzecza istnieniu czegokolwiek, tj. zdania o strukturze "Nie istnieje x takie, ze ...", jesli opis nastepujacy po "ze" nie zawiera sprzecznosci logicznej. ...

 

[podkreślenia moje]

 

Zdziwiło mnie niepomiernie takie przedstawienie zagadnienia przez red. Angosiewicza i jestem przekonany, że dziwiło by i Panią, gdyby były Pani znane trzy bardzo interesujące fakty:

 

1.        ów znajomy pana Agnosiewicza, ktory ''doznał iluminacji boskiej i wyrzekł sie ateizmu '' nazywa się Jarosław Dąbrowski i jest fizykiem z Frankfurtu na Odrą.

2.        Jest on znany nie tylko panu Agnosiewiczowi, ale wszystkim, którzy śledzili długą dyskusję miedzy obu panami na Forum ''Racjonalisty''.

3.        Prawdziwe poglądy pana Dąbrowskiego stoją w rażacej sprzeczności z tymi, jakie red. Agnosiewicz zreferował Pani we wspomnianym wywiadzie!

 

Cała sprawa jest dość zawikłana, więc postaram się ją wyjaśnić od początku.

 

Otóż wszystko zaczęło się od artykułu pana Dąbrowskiego zatytułowanego: ''Nienaukowość naukowego ateizmu'' [http://www.geocities.com/jarkowi/articles/Ateizm/freethinkers.html], który można znaleźć na jego stronie internetowej [http://www.wujzboj.republika.pl/] w dziale ''Ateizm''  Spowodował on długi szereg małych potyczek na Forum ''Racjonalisty'' między red. Agnosiewiczem a panem Dąbrowskim, które znalazły swój finał w wielkiej dyspucie miedzy oboma adwersarzami [http://www.racjonalista.pl/forum.php/p,40/s,984]. Czytanie tego wszystkiego zakrawa na szaleństwo, dlatego polecam jedynie przejrzeć kilka pierwszych ''wymian'' i koniecznie przeczytać kilka ostatnich. Jeśli jednak i na to nie ma Pani czasu, to pozwolę sobie zreferować ów dyskurs w sposób następujący.

 

Pan Dąbrowski konsekwentnie i kulturalnie starał się nawiązać porozumienie z przeciwnikiem i merytorycznie przekonać go do swoich racji. Natomiast w odpowiedzi zmuszony był czytać wielostronicowe i pozostawiające wiele do życzenia pod względem kultury osobistej, niemerytoryczne wykłady na temat swojego stanu psychicznego (stąd chociażby owa podkreślona przeze mnie uwaga na temat ''iluminacji boskiej'' w wywiadzie z Panią). Koniec końcem - moim skromnym zdaniem - pan Dąbrowski wyczerpująco wykazał błędy pana Agnosiewicza w rozumowaniu. Cala dyskusja zaś zakończyła się bardzo nieeleganckim zachowaniem pana Redaktora, polegającym na wyśmianiu przeciwnika i odejściu bez przyznania mu racji.

 

W trakcie tejże dyskusji obaj panowie pisali polemiczne teksty na temat pogladów oponenta, które zamieszczali na swoich stronach. Sposród nich najistotniejsze są dwa. Pana Agnosiewicza ''O naukowym ateizmie i teologii wojującej'' [http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2046], w którym pan Redaktor dość ostro skrytykował poglądy pana Dąbrowskiego. Oraz odpowiedź drugiej strony w długim ale jakże ciekawym tekście pt.: ''O wierze w zbyteczność wiary'' [http://www.geocities.com/jarkowi/articles/Ateizm/agnosiewicz-odpowiedz.html]. Warto też w tym miejscu na marginesie zauważyć, iż pomimo obietnic, pan Agnosiewicz do tej pory nie zamiescił pod swoją krytyką poglądów pana Dabrowskiego odpowiedniego linku do jego odpowiedzi.

 

A szkoda, bo właśnie w tym tekście znajduje się bardzo dokładny opis poglądów owego ''znajomego fizyka''. Czytając już sam wstęp nie można mieć najmniejszych wątpliwości, iż pan Dąbrowski bynajmniej nie ma żadnego ''niedoboru wiedzy logicznej'', gdyż - równie stanowczo jak Pani - przeciwstawia się argumentowaniu na rzecz teizmu za pomocą braku dowodu na nieistnienie Boga. Aby nie być gołosłownym, przytoczę odpowiedni fragment z tegoż tekstu (jeszcze raz gorąco polecając lekturę naprawdę zajmującej całości oraz tekstu, który wszystko rozpoczął, czyli ''Nienaukowość naukowego ateimu''):

 

Serwis www.racjonalista.pl zastapil strony Klerokratii i zglasza ambicje stania sie baza intelektualna polskich racjonalistów. Od pewnego czasu tocze na tamtejszym forum dosc zabawna dyskusje ("Do 'Wuja Zboja'", "A propos Kolakowskiego...") z jednym z redaktorów, Mariuszem Agnosiewiczem.Dyskuje te wywolal posrednio mój artykul ("Nienaukowosc naukowego ateizmu"), zawierajacy miedzy innymi krytyke bledów logicznych wystepujacych w sztandarowym usprawiedliwieniu tzw. naukowego ateizmu: "Naukowy ateista buduje swój poglad na swiat tylko na podstawie obiektywnej, naukowo weryfikowalnej wiedzy, za to kazdy teista musi podpierac sie w swoich pogladach pozbawiona podstaw wiara". Mówiac krótko: podobno ateista wie, zas teista wierzy, czyli im bardziej kto racjonalistyczny, tym blizej mu do ateizmu.

 

Poniewaz takie usprawiedliwienie ateizmu brzmi bardzo silnie i latwo przemawia do wyobrazni, jest ono przedmiotem powszechnej krytyki ze strony ludzi wierzacych w Boga. Niestety, ich krytyka najczesciej chybia celu, gdyz zwykle opiera sie na blednym przekonaniu, ze aby racjonalnie odrzucic idee Boga, trzeba wpierw eksperymentalnie udowodnic Jego nieistnienie. To przekonanie jest bledne, poniewaz na tej zasadzie mozna równie dobrze uzasadniac, ze aby odrzucic racjonalnie wiare w krasnoludki, trzeba wpierw doswiadczalnie udowodnic ich nieistnienie... Przyjecie takiego eksperymentalnego kryterium nieistnienia prowadziloby wiec automatycznie do inflacji bytów. Bo kto udowodni eksperymentalnie, ze nie istnieja krasnoludki, niewidzialne zielone smoki, oraz przesliczne kalapucki? (Prosze nie pytac, co lub kto to kalapucka, bo ja sam nie wiem; zainteresowanych odsylam do bajki "Porwanie w Tiutiurlistanie" Wojciecha Zukrowskiego.)

 

Aby uniknac takiej inflacji bytów, racjonalnie myslacy ludzie stosuja tzw. kryterium ekonomiczne, czyli Brzytwe Okhama: "nie mnóz bytów bez potrzeby". Nie dowody na nieistnienie, lecz praktyczna potrzeba postulatu o istnieniu danego bytu stanowia wiec kryterium decydujace o przyjeciu lub odrzuceniu tego postulatu w racjonalnym obrazie swiata. I z tego wlasnie wzgledu brak dowodu na nieistnienie Boga nie bardziej swiadczy o fideizmie ateistów niz brak dowodu na nieistnienie krasnoludków swiadczy o fideizmie rodziców tlumaczacych dziecku, ze krasnale sa tylko w bajkach...

 

[podkreślenia moje]

 

W powyższym fragmencie widać jak na dłoni, iż pan Dąbrowski bynajmniej nie opowiada sią za argumentacją opartą na braku dowodu na nieistnienie Boga. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby pan Agnosiewicz o tym nie wiedział, gdyż tekst, z którego powyższy fragment pochodzi, jest adresowany przede wszystkim do niego (stanowi wszak odpowiedź na jego artykuł). Mimo to pan Redaktor ani nie postarał się o rzetelne zreferowanie pogladów swojego niegdysiejszego adwersarza, ani nie zwrócił uwagi na krzywdzącą wymowę Pani odpowiedzi (oczywiście nie zawinioną przez Panią!) w kontekście tego wszystkiego co zaszło wczesniej między obu panami.

 

Nawet komuś życzliwie ustosunkowanemu do pana Agnosiewicza i jego witryny, którą osobiście uważam za jedną z najlepszych w polskim internecie, trudno nie odnieść wrażenia, iż Redaktor Naczelny (celowo lub przypadkiem) wkorzystał Pani autorytet do zdyskredytowania przeciwnika, którego nie potrafił pokonać w walce na merytoryczne argumenty.

 

Proszę mnie źle nie zorozumieć - piszę to wszystko, gdyż szanuję zarówno pana Agnosiewicza za jego zapał i wiedzę, jak i nieprzeciętne dzieło w postaci tak ze wszech miar pożytecznej witryny internetowej. Zmartwiła mnie ta historia, ponieważ niepotrzebnie przedstawia w dziwnym świetle ogólną kwestię uczciwości argumentacji i krytyk publikowanych na ''Racjonaliście''. Do tego dochodzą jeszcze trzy powody, dla ktorych czuję sie zmuszony do jakiejś interwencji w tej sprawie.

 

Po pierwsze, musi Pani wiedzieć, że nie jestem pierwszy, który całe zamieszanie starał sie rozwiązać ku dobru elementarnej uczciwości intelektualnej. Kilka tygodni temu niejaki pan Waldemar z Londynu - do niedawna aktywny współpracownik ''Racjonalisty'' (i również adwersarz pana Dąbrowskiego, choć w innym zagadnieniu) próbował nakłonić Redaktora Naczelnego na odpowiednie poprawienie tego niezręcznego fragmentu wywiadu. Niestety na próżno.

 

Po drugie, ja ze swej strony starałem się naklonić pana Dąbrowskiego do zgłoszenia protestu, ale ten stwierdził, że to nie ma sensu, gdyż wedle jego opinii (której ja osobiście nie podzielam) pan Agnosiewicz świetnie zna sedno nieporozumienia, a może nawet je zaplanował dla przesłonięcia swojej porażki we wspomnianej wcześniej publicznej dyskusji.

 

Po trzecie zaś, trudno mi pozostawić wszystko tak jak jest. Obu panów darzę sympatią i szacunkiem, więc czuję się zmuszony przynajmniej do podjęcia próby załagodzenia wrażenia, że zaszła tak nieprzyjemna i zupełnie niepotrzebna nieuczciwość. Nie wiem czy moje działania przyniosą jakikolwiek pozytywny skutek (żywię nadzieję, że nie zostaną źle zrozumiane i odebrane), ale staram się zrobic tyle, na ile mnie stać dla dobra zarówno ''Racjonalisty'' jak i ogólnopojętej uczciwości miedzyludzkiej.

 

Z niecierpliwością czekam na odpowiedź.

 

 

Pozdrawiam najuprzejmiej

Grzegorz z Katowic.

 

 


3. Odpowiedź pani prof. Stanosz

    (przekazana przez Grzegorza wujowi zbójowi)

8 września 3003

Szanowny Panie,

 

Dziękuję za interesujący list. Rzeczywiście nie domyśliłam się, że mówiąc o "znajomym fizyku" p. Agnosiewicz może mieć na myśli kogoś konkretnego, z kim polemizował na forum "Racjonalisty"; sądziłam, że jest to raczej postać fikcyjna, której mój rozmówca wkłada w usta dość typowe inteligenckie argumenty przeciwko ateizmowi. Nadal zresztą nie wykluczam, że tak było, skoro - jak sam Pan pisze - poglądy p. Dąbrowskiego nie zostały przez p. Agnosiewicza adekwatnie zreferowane; może wcale nie chodziło mu o tego swojego adwersarza?

 

W wolnej chwili chętnie zapoznam się z wymianą zdań między tymi panami, korzystając z podanych przez Pana adresów. Szczerze mówiąc, obawiam się, że było w niej wiele nieporozumień. Obawę tę budzi już samo pojęcie "naukowego ateizmu". Co to takiego? Ateizm nie jest żadną teorią, ani naukową ani pozanaukową. Polega po prostu na odrzuceniu - jako fałszywej bądź jakoo pozbawionej sensu - tezy o istnieniu bytów nadprzyrodzonych. Jedynym argumentem jest zbędność takich bytów z punktu widzenia celu, jakim jest opis wyjaśniający świata danego nam w doświadczeniu. Jeśli zaś ktoś twierdzi, że byty zbędne z punktu widzenia tego celu mogą jednak istnieć, to trzeba mu uświadomić, że pojęcie istnienia służy tylko takiemu celowi: cała nasza ontologia składa się z bytów postulowanych - bytów, które zakładamy po to, by wyjaśnić nasze minione obserwacje zmysłowe i przewidywać obserwacje przyszłe.

 

Łączę pozdrowienia,

Barbara Stanosz.

 

 

 


4. Odpowiedź Grzegorza i wuja zbója,

26 września 2003

 

Szanowna Pani Profesor

 

Na wstępie pragnę serdecznie podziekować za tak szybką odpowiedź. Jednocześnie proszę o wybaczenie zwłoki z mojej strony, ale ostatnimi czasy obowiązki gonią mnie niemiłosiernie i nie mam zbyt dużo czasu. A nie chcę pisać do Pani w pośpiechu, bo po pierwsze nie lubię się stresować, po drugie nie godzi się ryzykować niepotrzebnych omyłek i nieporozumień, po trzecie zaś cała sprawa jest zbyt zawikłana, żeby traktować ją lekką ręką.

 

Dziękuję za interesujący list. Rzeczywiście nie domyśliłam się, że mówiąc o "znajomym fizyku" p. Agnosiewicz może mieć na myśli kogoś konkretnego, z kim polemizował na forum "Racjonalisty"; sądziłam, że jest to raczej postać fikcyjna, której mój rozmówca wkłada w usta dość typowe inteligenckie argumenty przeciwko ateizmowi. Nadal zresztą nie wykluczam, że tak było, skoro - jak sam Pan pisze - poglądy p. Dąbrowskiego nie zostały przez p. Agnosiewicza adekwatnie zreferowane; może wcale nie chodziło mu o tego swojego adwersarza?

 

Zanim przejdę do rzeczy, muszę Panią niestety zapewnić, iż w tym wypadku tożsamość owego "znajomego fizyka" jest oczywista dla każdego, kto z nim troche podyskutował, gdyż red. Agnosiewicz użył sformułowań bardzo dla tegoż pana charakterystycznych. Żeby nie być gołosłownym:

1a) ostatnie zdanie cytatu w pytaniu pana redaktora: Podaj mi jeden całkowicie obiektywny (bez subiektywnych podpórek) i całkowicie poprawny (bez błędów logicznych) argument za ateizmem, a zostanę ateistą.

1b) list pana Jarosława ''Wuja Zbója'' Dąbrowskiego z 3 stycznia br. w watku ''Ateistyczno-teologiczne roważania'' [http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,866] : Podaj CHOC JEDEN prawidlowy naukowy argument za ateizmem, a zostanę ateistą.

2. Wspomnialem juz wczesniej o ''iluminacji boskiej'', która miała wedle p. redaktora nawiedzić p. Dąbrowskiego. O tej iluminacji możemy bardzo wiele przeczytać w pierwszych postach finalnej dyskusji [http://www.racjonalista.pl/forum.php/p,40/s,984], gdzie zamiast podjąć temat red. Agnosiewicz skupił się na wyjaśnianiu adwersarzowi tajników jego psychiki.

3. ''Obaj panowie'' są fizykami i byłymi ateistami.

 

W ostateczności można zapytać samego redaktora kim jest ów ''znajomy fizyk'' i jestem pewien, że przyzna mi rację w tej materii.

 

A teraz meritum.

 

W wolnej chwili chętnie zapoznam się z wymianą zdań między tymi panami, korzystając z podanych przez Pana adresów. Szczerze mówiąc, obawiam się, że było w niej wiele nieporozumień. Obawę tę budzi już samo pojęcie "naukowego ateizmu". Co to takiego? Ateizm nie jest żadną teorią, ani naukową ani pozanaukową. Polega po prostu na odrzuceniu - jako fałszywej bądź jako pozbawionej sensu - tezy o istnieniu bytów nadprzyrodzonych. Jedynym argumentem jest zbędność takich bytów z punktu widzenia celu, jakim jest opis wyjaśniający świata danego nam w doświadczeniu. Jeśli zaś ktoś twierdzi, że byty zbędne z punktu widzenia tego celu mogą jednak istnieć, to trzeba mu uświadomić, że pojęcie istnienia służy tylko takiemu celowi: cała nasza ontologia składa się z bytów postulowanych - bytów, które zakładamy po to, by wyjaśnić nasze minione obserwacje zmysłowe i przewidywać obserwacje przyszłe.

 

Jestem niezmiernie rad, iż podziela Pani moje przekoannie o konieczności uświadamiania błądzących, korygowania błędów i wyjaśniania nieporozumień. Dlatego właśnie pozwoliłem spobie ponowić próbę namówienia p. Dąbrowskiego do powtórnego zainteresowania się tą nieprzyjemnie zakończoną dla niego dyskusjią z red. Agnosiewiczem. I na szczęście udało mi się to, właśnie dzięki Pani wyjasnieniom. Wszakże ciągle warunkuje on powrót do rozmowy z p. Agnosiewiczem od przeprosin za tak niegrzeczne potraktowanie go onegdaj oraz za celowe (jego zdaniem) przekręcenie jego pogladów, niemniej wyraził głęboką nadzieję na rostrzygnięcie owego - jak by nie patrzeć - bardzo interesującego problemu z Pani pomocą.

 

I znowu - żeby nie być gołosł;ooownym, przytoczę kilka dających do myślenia uwag odnośnie Pani wyjasnień na temat tzw. ''naukowego ateizmu'':

 

 

Jedynym argumentem jest zbędność takich bytów z punktu widzenia celu, jakim jest opis wyjasniający świata danego nam w doświadczeniu

 

Uczyniono tutaj tradycyjne, metafizyczne założenie ateizmu:

 

A = " istotne dla poznania doświadczenie zamyka się w obiektywizowalnym doświadczeniu zmysłowym".

 

Obiektywizowalność doświadczeń zmysłowych oznacza tu, że bierzemy pod uwagę tylko takie doświadczenia, których wynik da sie sformalizować jako jednoznacznie wyznaczony przez parametry o wartosci sprawdzalnej (przynajmniej teoretycznie) przez dowolnego obserwatora. Według założenia A, reszta nie liczy się jako poznanie i trzeba ją zredukować do teorii weryfikowalnych obiektywizowalnie. Obiektywizowalne zweryfikowanie oznacza tu, że w identycznych warunkach (okreslonych przez ów zbiór parametrów) każdy z obserwatów uzyskał identyczny wynik doświadczenia. W efekcie ateista nadaje więc status ontologicznej prawdziwości naukowemu opisowi obiektywizowalnej rzeczywistości.

 

Jednym zdaniem: na mocy tego bardzo silnego założenia A, pojęcie Boga musi zostać usunięte z filozofii, ponieważ nauka go nie potrzebuje.

 

Podkreślam: ten "jedyny argument" za ateizmem jest w gruncie rzeczy werbalnym przeformułowaniem nieudowadnialnego założenia A. Jest przeformułowaniem aksjomatu, na którym opiera się tego typu ateizm. Przeformułowanie to stanowi przekonywujący argument jedynie dla tych, którzy przyjmują aksjomat A za prawdziwy (świadomie lub podświadomie). Nie jest to więc żaden sensu stricte argument ani za słusznością ateizmu ani za wyższością poznawczą ateizmu nad teizmem; traktowanie takiego rozumowania jako realnego argumentu jest z punktu widzenia logiki błednym kołem.

 

Jeszcze innymi słowami, dla pełnej jasności: argument podany przez panią Barbarę Stanosz jest zaledwie przeformułowaniem arbitralnego aksjomatu A, a nie z dowodem założenia roboczego. W tej sytuacji posiada on jedynie wartość porządkującą myślenie, edukacyjną, ewentualnie agitacyjną. Do pewności poznania nie wnosi on nic nowego, bo jest logicznie równoważny założeniu A, a wartość poznawcza A jest nieokreślona.

 

pojęcie istnienia służy tylko takiemu celowi: cała nasza ontologia składa się z bytów postulowanych - bytów, które zakładamy po to, by wyjaśnić nasze minione obserwacje zmysłowe i przewidywać obserwacje przyszłe.

 

Raczej: cała ateistyczna ontologia składa się z bytów postulowanych w tym celu (równoważnemu celowi nauk przyrodniczych, które jednak nie są ani ateistyczne ani teistyczne, bo nie są filozoficzne, lecz właśnie naukowe). A dzieje się tak na mocy owego silnego ateistycznego, arbitralnego założenia A, robiącego z nauki metafizykę. Które to założenie może być usunięte przez słynną brzytwę Ockhama, ponieważ nie jest ono w najmniejszym stopniu potrzebne do skuteczności naukowego opisu obiektywizowalnej rzeczywistości!

 

Usunięcie tego założenia prowadzić może (choć pewno prowadzić nie musi) w prostej linii do teizmu. Obrona ateizmu jako "epistemologicznie pewniejszego" od teizmu musi więc wieść przez udowodnienie słuszności arbitralnego, nieudawadnialnego założenia A, na którym taki ateizm opiera się! Ponieważ nieudawadnialne nie da się - jak wiadomo - udowodnić, teza o "wyższości poznawczej ateizmu nad teizmem" jest po prostu albo nielogiczna albo oparta na silnej wierze, równoważnej lub przekraczającej swą siłą wiarę wielu ludzi w Boga...

 

 

Nie jestem ani fizykiem ani filozofem, ale tylko skromnym polonistą. Trudno mi się w tych szczegółowych kwestiach swobodnie poruszać. Jestem jednak również ateistą i przyznam otwarcie - strasznie frapuje mnie cała ta sprawa z postulowaną przez pana Dąbrowskiego epistemologiczną równością miedzy ateizmem i teizmem. W związku z tym chciałbym zwrócić sie do Pani z pytaniem, a zarazem gorącą prośbą: czy znalazłaby Pani czas na profesjonalne rostrzygnięcie tego zaciętego sporu, który nie tylko podzielił dwóch inteligentnych i wykształconych ludzi, ale przede wszystkim jest - przynajmniej w moim odczuciu - absolutnie zasadniczy pod względem teologicznym, filozoficznym i światopoglądowym.

 

 

Pozdrawiam serdeczne

Grzegorz z Katowic

 

 

 

 


5. Odpowiedź pani prof. Stanosz

    (przekazana przez Grzegorza wujowi zbójowi)

3 października 3003

 

Szanowny Panie,

 

Dziękuję za list, przepraszam, że odpowiedź przychodzi późno (mój komputer nie działał przez kilka dni) i prawie na pewno Pana nie zadowoli. Uświadomiłam sobie, że uzyskanie porozumienia w kilku fundamentalnych kwestiach wymagałoby od nas co najmniej wielogodzinnej, bezpośredniej rozmowy. Ograniczę się do streszczenia mego stanowiska w paru lakonicznych punktach, ale wątpię, czy Pana do tego stanowiska przekonam.

 

1. Nie sądzę, że przyjmuję jakieś arbitralne założenia w kwestii natury ludzkiego poznania. Stwierdzam jedynie banalny fakt, iż jedyny nasz kontakt ze światem zewnętrznym polega - podobnie jak w przypadku innych zwierząt - na podrażnieniach zakończeń nerwowych znajdujących się na powierzchni naszego ciała. Przetwarzamy te dane w celu wyjaśnienia występujących w nich regularności, a ostatecznie w celu zapewnienia sobie trafnych przewidywań.

 

Na użytek tego procesu postulujemy hipotetycznie istnienie bytów rozmaitego rodzaju - ciał i przedmiotów abstrakcyjnych, ich własności i relacji, które między nimi zachodzą, a także wiedźm i bogów. Potem czyścimy tę ontologię, pozbywając się z niej - w imię zasady Ockhama - bytów niepotrzebnych.

 

2. Nasze poznanie nie dzieli się na potoczne (zdroworozsądkowe), naukowe i filozoficzne. Nauka jest kontynuacją poznania zdroworozsadkowego i różni się od niego jedynie stopniem systematyczności, precyzji językowej i staranności procedur sprawdzania. Filozofia podejmuje się różnych przedsięwzięć, tradycyjnie na ogół jałowych poznawczo; dopiero w XX w. uświadomiła sobie, że nie jest "królową nauk", nie ma bowiem żadnych swoistych metod poznawczych ani aparatu pojęciowego, który spełniałby elementarne warunki sensowności. Czasem przydaje się nauce jako dziedzina, w której dokonuje się "wstępnej obróbki" problemów, przygotowując je do poważnego rozważenia.

 

3. Nowoczesna filozofia języka i filozofia nauki składają się na najdojrzalszą, jak dotąd, postać teorii poznania. Dalszy postęp dokona się zapewne wraz z przejęciem tej problematyki przez naukę, prowadzącym do pełnej naturalizacji epistemologii. Zakłada to jednak ogromny, na razie prawie niewyobrażalny rozwój neurofizjologii.

 

4. Mam nadzieję, że to, co napisałam, rzuca światło na moje rozumienie kontrowersji teizm-ateizm. Jest ona zjawiskiem kulturowym o dość dużym znaczeniu dla życia społecznego, ale zupełnie nierelewantnym teoriopoznawczo.

 

Łączę pozdrowienia,

 

B. Stanosz

 

 

 


6. Odpowiedź  wuja zbója,

   (przekazana przez Grzegorza pani prof. Stanosz)

17 października 2003

 

Pozwoliłem sobie na dość staranne przeanalizowanie uwag pani Stanosz. Jest to o tyle istotne, że przedstawiony przez nią sposób argumentacji jest - o ile zdążyłem się zorientować - dość typowy dla nowoczesnej apologetyki ateizmu. Opiera się on na pewnych interesujących nieporozumieniach pojęciowych. Na nieporozumieniach, których łatwo stać się ofiarą jeśli zbyt szybko przechodzi się do porządku dziennego nad paroma "oczywistościami" naszych czasów.

 

Przy okazji chciałbym również poprosić panią Stanosz albo o sprostowanie na łamach "racjonalisty" (gdzie jak wiemy pozwoliła się nieświadomie wykorzystac redaktorowi Agnosiewiczowi do nieuzasadnionego ataku na moją osobę), albo publicznej rozmowy na temat poruszony w tamtym wywiadzie. Czy mógłbyś przekazać pani profesor tę prośbę? W przypadku, gdy pani Stanosz nie byłaby zainteresowana ani jednym ani drugim, zastrzegam sobie prawo umieszczenia przeredagowanego tekstu moich odpowiedzi listu na mojej stronie internetowej. Jeśli  pani Stanosz nie będzie miała nic przeciwko temu, z chęcią umieściłbym także jej wypowiedzi; w przeciwnym razie usunę je z tekstu, zastępując je własnymi sformułowaniami, bez odnosników do osoby autora.

 

1. Nie sądzę, że przyjmuję jakieś arbitralne założenia w kwestii natury ludzkiego poznania. Stwierdzam jedynie banalny fakt, iż jedyny nasz kontakt ze światem zewnętrznym polega - podobnie jak w przypadku innych zwierząt - na podrażnieniach zakończeń nerwowych znajdujących się na powierzchni naszego ciała. Przetwarzamy te dane w celu wyjaśnienia występujących w nich regularności, a ostatecznie w celu zapewnienia sobie trafnych przewidywań.

Na użytek tego procesu postulujemy hipotetycznie istnienie bytów rozmaitego rodzaju - ciał i przedmiotów abstrakcyjnych, ich własności i relacji, które między nimi zachodzą, a także wiedźm i bogów. Potem czyścimy tę ontologię, pozbywając się z niej - w imię zasady Ockhama - bytów niepotrzebnych.

 

Wbrew zapewnieniom pani Stanosz, powyższe rozumowanie zawiera szereg arbitralnych, metafizycznych założeń, koniecznych do jego przeprowadzenia ale nie mających nic wspólnego z nauką. Wypiszmy po kolei i fakty i założenia:

 

Fakt A. Moje obserwacje mogę podzielić na "świat zewnętrzny" i "świat zewnętrzny".

Fakt B. Istnieje teoria redukująca świat wewnętrzny do skutków działań świata zewnętrznego.

Fakt C. Istnieje teoria pozwalająca mi przewidywać i kontrolować reakcję świata zewnętrznego na moje działanie.

Założenie 1. Istnienie podmiotu i istnienie przedmiotów obserwacji to istnienia w identycznym sensie. Mówiąc bardziej po ludzku: świat składa się z obiektów fizycznych (np. nerwów, komórek, atomów) istniejących w dokładnie tym samym znaczeniu, w jakim istnieje obserwator tych obiektów (czyli ja).

Założenie 2. Istnieje wiele równoważnych ontologicznie i epistemologicznie podmiotów obserwacji. Innymi słowy, istnieje wielu obserwatorów takich jak ja, kontaktujących się ze mną i poznających świat tak samo, jak ja.

Założenie 3. Teoria jest tym przydatniejsza, im bardziej obiektywizowalna. Definiuję w ten sposób kryterium klasyfikujące teorie. Wyobraźmy sobie, że jakieś zjawisko mogę wyjaśnić na sposoby X i Y, oba indentycznie oceniane przez moje pozanaukowe kryteria oceny (np. estetyczne). Podajmy te wyjaśnienia do oceny dowolnie wybranym rencenzentom. Sprawdźmy teraz korelację pomiędzy oceną recenzentów i stopniem, w jakim recenzent deklaruje przydatność nauk przyrodniczych w ocenie wartości wyjaśniania zjawisk.  Założenie 3 polega na założeniu, że to wyjaśnienie ma przewagę, które wykazuje większą dodatnią korelację pomiędzy afirmacją nauk przyrodniczych i akceptacją wyjaśnienia wśród recenzentów.

 Założenie 4. Należy usunąć z teorii pozostałe (poza 1-4) nieobiektywizowalne elementy. Co znaczy na przykład, że przyjmuję na podstawie mojej intuicji (na wiarę) prawidłowość kryterium nakazującego mi uznawać za nieistotne wszelkie moje ewentualne przyszle odczucia, że założenia 1-4 mogą być błędne, Na tej samej zasadzie przyjmuję z góry za nieistotne wszelkie moje ewentualne przyszłe odczucia, że należałoby uwzględnić subiektywne czynniki w pomiarze przydatności teorii, pozostając przy założeniu (3) jak JEDYNYM kryterium oceny. Również przyjmuję w tym momencie na wiarę, że wszelkie inne znaczenia pojęcia "istnieje" niż to użyte w założeniu 1 są nieistotne dla mojego poznania i stanowią zbyteczne obciążenie mojego światopoglądu.

 

Założenia 1 i 2 pozwalają na wyrażenie faktów A-C w postaci "jedyny nasz kontakt ze światem zewnętrznym polega - podobnie jak w przypadku innych zwierz&&###261;t - na podrażnieniach zakończeń nerwowych znajdujących się na powierzchni naszego ciała". Założenia 3 i 4 pozwalają na zastosowanie brzytwy Ockhama do usunięcia jakiejkolwiek niematerialistycznej interpretacji zjawisk fizycznych. Założenia 1-4 nie są konieczne w filozofii ani tym bardziej w nauce (o tym będzie dokładniej w punkcie 2).

 

Założenia 1 i 2 dotyczą stosunku obserwatora do obserwacji; obserwator musi tu poczynić jakieś założenia, gdyż inaczej nie byłby w stanie podejmować żadnych działań. Założenie 1 jest w praktyce równoważne materializmowi. Założenie 2 odrzuca solipsyzm. Przyjęcie 1 i 2 jest typowe dla kultury europejskiej, co nie znaczy, że jest obowiązkowe dla człowieka, albo jedyne "racjonalne". Założenie 3 prowadzi do poważnego traktowania nauki  i jest w praktyce czynione przez wszystkich naukowców. Jednak przyjęcie 1-3 nie prowadzi bynajmniej do ateizmu. Dopiero sztywny dogmat 4 (omówiony poniżej) czyni z nauki metafizykę, nadając jej aktem wiary status ontologiczny i blokując wszelkie szersze spojrzenie na świat, w szczególności jakąkolwiek interpretację nauki wychodzącą poza przyjętą aktem wiary teorię odbicia (1-2).

 

Założenie 4 jest ekstremalnie dogmatyczne. A to dlatego, że ogranicza w arbitralny sposób aktywność intelektualną człowieka do podzbioru myśli określonego tym założeniem. Są to myśli o treści zalegalizowanej przez pewną chwilową słabość, wyniesioną natychmiast do rangi Wiecznej Prawdy. Słabość ta wyraża się w pragnieniu pozbycia się udręk, które towarzyszą konieczności zdawania się w każdej decyzji na swój własny osąd. Stąd "raz na zawsze" podjęta decyzja, żeby decyzję za nas podejmowała nauka, umetafizyczniona w tym celu pozanaukowymi (patrz poniżej) założeniami 1-4.  W efekcie, jesli dwa wyjaśnienia X i Y jakiegoś zjawiska Z są IDENTYCZNE w obszarze dostępnym naukom przyrodniczym, ale wyjaśnienie X interpretuje zjawisko Z ucinając łańcuch rozumowania na  pojęciach naukowych, zaś wyjasnienie Y używa prowadzi rozumowanie poza zakres pojęć definiowalnych naukowo, to rozumowanie X staje sie, na mocy Brzytwy Ockhama, bardziej akceptowalne od tozumowania Y. Założenie 4 deklaruje bowiem nieważność wszelkich inne ktyteriów poza kryteriami naukowymi i poza kryteriami wyznaczonymi przez założenia 3-4.

 

Apolegetyka ateizmu w wydaniu pani Stanosz jest wiec w efekcie ściśle dogmatyczna!

 

2. Nasze poznanie nie dzieli się na potoczne (zdroworozsądkowe), naukowe i filozoficzne. Nauka jest kontynuacją poznania zdroworozsadkowego i różni się od niego jedynie stopniem systematyczności, precyzji językowej i staranności procedur sprawdzania. Filozofia podejmuje się różnych przedsięwzięć, tradycyjnie na ogół jałowych poznawczo; dopiero w XX w. uświadomiła sobie, że nie jest "królową nauk", nie ma bowiem żadnych swoistych metod poznawczych ani aparatu pojęciowego, który spełniałby elementarne warunki sensowności. Czasem przydaje się nauce jako dziedzina, w której dokonuje się "wstępnej obróbki" problemów, przygotowując je do poważnego rozważenia.

 

Pani Stanosz opowiada tu o nauce w kontekscie historii rozwoju myśli ludzkiej. Nauka oglądana z tej perspektywy nie ma nic wspólnego z nauką, której używa się do afirmacji ateizmu. Żeby to zobaczyć, zastanówmy się, dlaczego nauki przyrodnicze są dla nas autorytetem.

 

Powodem dla którego darzymy naukę tak dużym zaufaniem jest jej zdolność do przewidywania i kontrolowania obserwowanych przez nas zjawisk. Wszystkie inne powody pochodzą od tego jednego; gdyby bowiem nauka NIE potrafiła przewidywać i kontrolować zjawisk przyrodniczych, to traktowalibyśmy ją tak samo, jak traktujemy filozofię czy sztukę. Z szacunkiem, lecz i z rezerwą. Jako mądrość i piękno, lecz NIE jako ostateczny autorytet rozstrzygający różnice zdań. Jeśli więc chcemy w niearbitralny sposób podpierać się autorytetem nauki, wolno nam odnosić się tylko i jedynie do takich twierdzeń, które są eksperymentalnie weryfikowalne. Czyli musimy bacznie uważać, żeby w argumentacji nie przenosić naukowych znaczeń słów poza obszar, w którym są autorytatywne. A ten obszar jest jednoznacznie wytyczony przez zakres weryfikowalnosci eksperymentalnej.

 

Wartość logiczna założeń 1-4 NIE jest weryfikowalna eksperymentalnie. Dlatego traktowanie ich jako elementu nauki i podpieranie sie autorytetem nauki przy ich przyjmowaniu jest bardzo poważnym błedem logicznym: to ekwiwokacja (patrz podkreślony tekst akapitu 2). Historia filozofii i nauk przyrodniczych nie ma tu absolutnie nic do rzeczy; dotyczy ona bowiem rozdzielenia kompetencji pomiedzy naukę i filozofię wzdluż zupelnie innej lini podziału niż ta jakkolwiek istotna dla apologii ateizmu.

 

3. Nowoczesna filozofia języka i filozofia nauki składają się na najdojrzalszą, jak dotąd, postać teorii poznania. Dalszy postęp dokona się zapewne wraz z przejęciem tej problematyki przez naukę, prowadzącym do pełnej naturalizacji epistemologii. Zakłada to jednak ogromny, na razie prawie niewyobrażalny rozwój neurofizjologii.

 

Ten akapit buduje na poprzednich blędach logicznych. Autorka najpierw dogmatycznie podniosla naukę do rangi metafizyki (akapit 1), nie zauważając, że formułuje w ten sposób tezę nieuzasadnialną w ramach nauk przyrodniczych. Potem podparła swój dogmat ekwiwokacją (akapit 2). A teraz używa tego dogmatu i tej ekwiwokacji do nadania ateistycznego kształtu zarówno filozofii języka jak i filozofii nauki, odrzucając wszelkie inne epistemologie ponad te ograniczone dogmatycznie do ateizmu (założenie 4). Interesujące jest tu odniesienie do neurofizjologii; polecam dla zabawy lekture felietoniku "Neuroteologia racjomalna" (http://www.geocities.com/jarkowi/articles/Ateizm/neuroteologia.html).

 

4.  Mam nadzieję, że to, co napisałam, rzuca światło na moje rozumienie kontrowersji teizm-ateizm. Jest ona zjawiskiem kulturowym o dość dużym znaczeniu dla życia społecznego, ale zupełnie nierelewantnym teoriopoznawczo.

 

Mam nadzieję, że wyjaśniłem podstawowe błędy w odpowiedzi pani Stanosz. Natomiast zgadzam się z brzmieniem ostatniego zdania: kontrowersja teizm-ateizm jest zupełnie nierelewantna teoriopoznawczo. Ale jest nierelewantna teoriopoznawczo dlatego, że ateizm ma jakąkolwiek teoriopoznawczą przewagę nad teizmem; takiej przewagi bowiem brak. Jest nierelatywna teoriopoznawczo dlatego, że z punktu widzenia nauk przyrodniczych wartośc poznawcza zarówno teizmu jak i  ateizmu jest jednaka: ZEROWA. Natomiast z punktu widzenia filozofii wartość poznawcza zarówno teizmu jak i ateizmu jest także jednakowa: SUBIEKTYWNA. I dlatego wszelkie wypowiedzi na temat ateizmu co niby unika nierozwiązalnych poznawczych problemów piętrzących się przed teizmem są bardzo poważnym nadużyciem autorytetu nauki. A publiczne uwagi o teistach-naukowcach, którzy o logice nie mają pojęcia, brzmią w tej sytuacji conajmniej kuriozalnie.

 

Oczekuję więc albo sprostowania na łamach "racjonalisty" (gdzie pani Stanosz pozwoliła się nieświadomie wykorzystac redaktorowi Agnosiewiczowi do nieuzasadnionego ataku na moją osobę), albo publicznej rozmowy na temat poruszony w tamtym wywiadzie. Ewentualną dyskusję możemy prowadzic zupełnie bez pośpiechu i w dowolnym (niecenzurowanym) miejscu, na przykład w formie artykułów w "Bez Dogmatu" albo w formie listów umieszczanych na mojej stronie internetowej.

 

 

 


7. Odpowiedź pani Prof. Stanosz

19 stycznia 2005

  

Szanowny Panie:

 

Z przykrością informuję, że nie spełnię Pańskich wobec mnie oczekiwań. Po pierwsze, nie zamieszczę sprostowania w óRacjonaliścieó, w którym, Pańskim zdaniem, ópozwoliłam się nieświadomie wykorzystać redaktorowi Agnosiewiczowió. (Domyślam się, że chciał Pan powiedzieć, iż nie byłam świadoma, że jestem do czegoś wykorzystywana, nie zaś ó jak sugeruje składnia tego sformułowania ó że to red. Agnosiewicz nie był świadom, iż mnie wykorzystuje.) W wywiadzie udzielonym red. Agnosiewiczowi odpowiedziałam na jego pytanie w sposób, którego nie mam powodu korygować; dziś tak samo odpowiedziałabym na to pytanie. Reszta, tj. domniemane towarzyskie tło tego pytania, nie jest moją sprawą. Po drugie, nie podejmę dyskusji z Panem na łamach Bez Dogmatu (którego zresztą nie jestem już redaktorem), ani na żadnych innych łamach. Znużyły mnie bowiem takie dyskusje ó z tego samego powodu, z jakiego każdego ateistę stosunkowo szybko nuży dyskusja z teistą: mianowicie, głównie dlatego, że teista jest bardzo mocno zaangażowany emocjonalnie w przedmiot sporu (ze wszystkimi tego konsekwencjami dla intelektualnego poziomu polemiki), ateista zaś musi dokładać starań, by nie obrazić jego uczuć religijnych. Sytuacja jest niesymetryczna, gdyż ateista nie wiąże ze swoim światopoglądem żadnych porównywalnych uczuć (a gdyby je żywił, można by je bezkarnie obrażać, bo nie są chronione prawnie); pod tym względem teiście znacznie wygodniej rozmawia się z ateistą, niż temu drugiemu z pierwszym. Nadto, ateista nie oczekuje żadnej nagrody za propagowanie swoich przekonań, teista zaś jest takiej nagrody pewien, ma więc silniejszą motywację.

 

Do odpowiedzi na ostatni Pański list skłania mnie fakt, iż udało się Panu obrazić pewne inne moje uczucia, mianowicie zawodowe. Zarzucił mi Pan popełnienie elementarnego błędu logicznego, zwanego ekwiwokacją. Dla wieloletniej wykładowczyni logiki i autorki paru uniwersyteckich podręczników tej dyscypliny jest to despekt co najmniej tego samego kalibru, jakim byłby dla Pana ó jako fizyka ó zarzut, iż pomylił Pan prędkość światła z prędkością dźwięku. Wyjaśniam zatem: ekwiwokacją nazywamy błąd, polegający na użyciu w danym wywodzie tego samego wyrażenia w dwu różnych znaczeniach, podczas gdy poprawność wywodu wymaga posługiwania się tym wyrażeniem w jednym znaczeniu. Nie ma takiego błędu w moim wywodzie, który próbował Pan zanalizować. W szczególności, nigdzie nie powiedziałam, że zasada, w myśl której rozum (tj. logika dedukcji oraz logika indukcji) i doświadczenie są jedynymi źródłami wiedzy, jest twierdzeniem którejś z nauk empirycznych. Zasada ta należy do opisowej metodologii nauk ó dyscypliny filozoficznej, która rekonstruuje metody i kryteria powszechnie respektowane w nauce, i którą w filozofii analitycznej traktuje się jako nowoczesną postać tradycyjnej teorii poznania. Oczywiście, wolno Panu solidaryzować się z jakąś wcześniejszą wersją tej teorii ó na przykład z tą, która dopuszcza jako źródła wiedzy chrześcijańskie Objawienie lub Bergsonowską intuicję; nie przypuszczam jednak, by chciał Pan kierować się nią jako fizyk, a postawa polegająca na zakładaniu innej teorii poznania w działalności naukowej niż w myśleniu óprywatnymó wydaje mi się nieco schizofreniczna.

 

Chyba przypisuje mi Pan popełnienie także jakichś innych błędów logicznych, ale nie nazwał ich Pan po imieniu i nie potrafię domyślić się, w czym je Pan upatruje. Nie namawiam Pana jednak do dalszych wyjaśnień, bo ze względów, o których napisałam powyżej, nie zamierzam kontynuować tej dyskusji. Mam nadzieję, że mi Pan to wybaczy, zważywszy moją starość i ateistyczną pewność, że krótki óczas ziemskió, który mi pozostał, jest jedynym, jakim kiedykolwiek będę dysponować.

 

Z wyrazami szacunku,

 

Barbara Stanosz.

 


8. Odpowiedź wuja zbója

19 stycznia 2005

 

 

Szanowna Pani Profesor,

 

 

Dziekuję za Pani odpowiedź i za życzenia noworoczne.

 

Dziękuję również za informację, że nie czuje się Pani zobowiązana do wyjaśnienia nadużycia, w które została Pani zamieszana na skutek manipulacji red. Agnosiewicza i że nie zamierza Pani interesować się tym wydarzeniem. Chociaż prosząc o sprostowanie liczyłem na Pani pozytywny wpływ na styl redagowania serwisu "Racjonalista", jestem  usatysfakcjonowany również Pani odmową.

 

Zainteresowała mnie natomiast argumentacja, jaką podała Pani wyjaśniając, czemu nie zamierza Pani podejmować dyskusji w obronie "bezdogmatyczności" poglądów, które Pani reprezentuje i jako bezdogmatyczne szeroko propaguje. Otóż napisała Pani, że ateista musi uważać, by nie obrazić uczuć religijnych teisty, oraz że poziom takich dyskusji jest zaniżany intelektualnie przez emocjonalny stosunek teisty do zagadnienia. Uwaga ta nabiera szczególnej wymowy w świetle sformułowań, za pomocą których odniosła się Pani do mojej postawy (określiła ją Pani słowami "nieco schizofreniczna"). Co ciekawsze, podparła się przy tym Pani swoim własnym dogmatem (omówionym już przeze mnie w liście do Pani) i nawet nie spróbowała Pani wyjaśnić sprawy merytorycznie.

 

Wspomniała Pani natomiast, że czuje się Pani urażona zarzutem, że w Pani rozumowaniu popełniła Pani szereg podstawowych błędów logicznych. Jednocześnie jako jedyny argument mający przemówić na Pani korzyść podała Pani swój tytuł naukowy w dziedzinie logiki - bowiem jakiejkolwiek analizy mojej szczegółowej krytyki nie uważała Pani za stosowne sformułować.

 

Dziękuję także za wyjaśnienie czytelnikom terminu "ekwiwokacja". Ekwiwokacji dokonała Pani odnosząc się do ludzkiego poznania jako jednolitej całości i przenosząc następnie autorytet nauki (znaczenie 1 pojęcia "wiedza": "wiedza naukowa")  do filozoficznej dziedziny zawierającej metanaukową interpretację wyników nauki (znaczenie 2 pojęcia "wiedza": "wiedza filozoficzna", ewentualnie "wiedza zdroworozsądkowa"). Prawidłowe rozumowanie afirmujące scjentyzm wymagałoby użycia pojęcia "wiedza" w jednolitym znaczeniu. Wtedy jednak jest ono nieprzeprowadzalne, musiałoby bowiem obracać się w błędnym kole. Toż żadna teoria nie jest w stanie nawet oszacować stopnia prawdziwości założeń ją rozpinających, lecz może jedynie uzasadniać ich wewnętrzną spójność. Przy próbach wewnętrznego uzasadniania prawdziwości (a nie samej spójności) aksjomatów uzyskujemy racjomalne konstrukcje w rodzaju "Udowodnię, że mam rację. Otóż zauważmy najpierw, że jeśli mam rację, to mój wniosek jest prawidłowy. A skoro mój wniosek jest prawidłowy, to widać wprost, że mam rację - czego należało dowieś𷕧"...  Ale w błędnym kole z pewnością Pani nie rozumuje. Zostaje więc Pani ta - przyznaję, że subtelna -  ekwiwokacja.

 

W rzeczywistości nie podaje więc Pani żadnego uzasadnienia ateizmu. Formułuje Pani jedynie sztywny dogmat scjentyczny, dogmat zupełnie zbyteczny zarówno do konsekwentnego i skutecznego rozwijania i uprawiania nauk przyrodniczych, jak i do świadomego korzystania z ich dobrodziejstw.

 

Istotę pozostałych błędów również omówilem. Nie wydaje mi się konieczne klasyfikowanie ich według nazw, bo dla istoty sprawy wystarczy zanalizować ich treść.

 

Nie namawiam Pani bynajmniej do marnowania czasu na odpowiadanie na ten tekst. Myślę, że Pani list wyjaśnia wszystko, co było do wyjaśnienia. Mam przy tym nadzieję, że moja odpowiedż nie uraziła Pani uczuć światopoglądowych.

 

Nie zważając na diametralne różnice w naszch poglądach, życzę Pani, aby Pani "ziemski czas"  był nadal wypełniony interesującą i budującą działalnością. Bo w końcu najbardziej liczy się satysfakcja, którą daje nam nasza aktywność.

 

Z wyrazami szacunku -- Jarek Dąbrowski

 


9. Dyskusja

 

- "Wuj zbój ponownie w akcji" racjonalista.pl 17.01.05

- "Poprawnie sformułowany ateizm a pani prof. Stanosz" pl.soc.religia 21.01.05

- "B. Stanosz vs. Wuj Zbój" ateista.pl 23.01.05

- "Oręż dla wierzących, orzech dla ateistów" katolik.pl 25.01.05

 

 

 


 

-- Jarek Dąbrowski (wuj zbój), http://www.geocities.com/jarkowi