Ateistyczny kącik Wuja Zbója

Krytyczna analiza
epistemologicznej metody ateizmu

Jan Lewandowski


Ateizm jako światopogląd nie sprowadza się tylko i wyłącznie do twierdzenia, że z punktu jego widzenia istnieje brak przekonujących dowodów na to, że istnieje Bóg. Zarówno ateizm tak jak teizm proponują odpowiedzi na pewne podstawowe ludzkie pytania. Są to pytania, na które nie da się odpowiedzieć metodami nauk przyrodniczych. Przyczyny tej niemożności nie leżą w chwilowej słabości nauk przyrodniczych, lecz są tymi samymi przyczynami, które czynią nauki przyrodnicze jakościowo różnymi od filozofii. Zasadność prób udzielania odpowiedzi na takie pytania będę analizował w tym artykule. Analiza ta pozwoli nam uzasadnić, że podobnie jak teizm, jest ateizm po prostu filozoficznym światopoglądem metafizycznym. Zobaczymy też, że ateizm nie wnosi żadnych nowych pozytywnych wartości do epistemologii. Wręcz przeciwnie, ateistyczne podejście do teorii poznania bezpodstawnie ogranicza zakres i wiarygodność poznania.

Aby jakkolwiek zasadnie mówić o świecie, ateizm musi więc używać pewnej metody poznawczej świata w swym opisie.

Niniejszy tekst ukaże za pomocą analizy logicznej, że w sensie poznawczym odnośnie do świata ateizm nie daje żadnego konkretnego rozwiązania, bowiem nie ma żadnego wiarygodnego punktu odniesienia, względem którego mógłby zweryfikować i sprawdzić swe twierdzenia. Ateizm głosi bowiem, że nie istnieje żaden ostateczny autorytet, do którego można by się odwołać w swych twierdzeniach, zatem jako światopogląd sam staje się równie niezweryfikowany, stając się w tym momencie takim samym niesprawdzalnym światopoglądem jak krytykowany przezeń pod tym względem teizm. Tym samym twierdzenie pewnych ludzi głoszących z niezachwianym przekonaniem, że ateizm jest “racjonalny”, jest sofizmatem. Oto meritum niniejszego tekstu.

Oczywiście ateiści różnią się pod względem swego światopoglądu. Co człowiek – to pogląd. Trudno opisać tu jakiś jeden model światopoglądowy. Zatem opis światopoglądu, jaki przedstawiam dalej, nie musi w każdym szczególe pasować do każdego ateisty. Z drugiej strony ateiści najczęściej reprezentują taką właśnie wizję epistemologii, stąd opis ten ze statystycznego punktu widzenia można uważać za z grubsza reprezentatywny dla jak największej grupy ateistów.

Ateistyczna wizja “racjonalnej epistemologii” przedstawia się, krótko mówiąc, następująco:

Świat można poznać zmysłami, i tylko to, co rejestrują nasze zmysły kontrolowane przez rozum, można uznać za zweryfikowane i realne. I tylko o takich zweryfikowanych i realnych rzeczywistościach wypowiada się ateizm.

Aby nie być gołosłownym, odmaluję to słowami jednego z ateuszy:

“Natura nasza podała nam naturalne nasze domniemanie: otaczającą cię rzeczywistość poznajesz zmysłami i rozumem. Dlaczego? Dlatego, że tymi jedynie narzędziami udaje nam się zdobywać wiedzę o otaczającej nas rzeczywistości, która jest wiedzą praktyczną, czyli weryfikowalną, (też w zakresie praktyki) i funkcjonalną”.

Zatem ateista twierdzi, że:

1) Świat poznajemy zmysłami kontrolowanymi przez rozum.

2) Musimy poznawać rzeczywistość w sposób poprawny, bowiem gwarantuje nam to natura, jaka wydała nas na świat.

Inni ateusze uzupełniają czasem ten punkt dodatkowym uzasadnieniem, które głosi, że natura gwarantuje nam poprawne przetrwanie, a gwarancją na to ma być fakt, że przetrwaliśmy jako gatunek. Nie przetrwalibyśmy zaś, gdybyśmy nie rozpoznawali rzeczywistości poprawnie. Z tym poglądem także niżej będę dyskutował.

3) To, co obserwujemy, jest pewne, bowiem dodatkowo weryfikujemy to z rzeczywistością.

4) Tylko to, co jest zweryfikowane, można uznać za realne.

Dyskusja

1) Świat poznajemy zmysłami kontrolowanymi przez rozum

Twierdzenie to jest bardzo dyskusyjne z co najmniej trzech powodów.

Po pierwsze, z ateistycznego punktu widzenia "racjonalne poznanie rzeczywistości” wcale nie jest pewne, bowiem zgodnie z punktem widzenia ateizmu nasze umysły nie są tworem z wyposażonym przez Boga aparatem umożliwiającym poprawne, rozsądne i racjonalne poznanie rzeczywistości, są one tylko produktami przypadkowych sił chaosu, powstałymi na drodze ślepej ewolucji. Tym samym, z tego punktu widzenia nasze umysły jako chaotyczny twór ewolucji nie są żadnym gwarantem na to, że na pewno dokonujemy uporządkowanego i “racjonalnego” procesu poznawczego względem świata. W takim wypadku nie wiadomo, czy cokolwiek poprawnie poznajemy, interpretujemy, czy nie tworzymy w naszych umysłach jedynie kolejnych idei chaosu.

Po drugie, już tylko kilka przykładów wziętych z naszego codziennego życia wskazuje, że nasze zmysły są nieustannie wprowadzane w błąd lub nie rejestrują w sposób poprawny rzeczywistości. Przykładem mogą być pustynne fatamorgany czy choćby znane wszystkim zjawisko szklanki z wodą, która “skrzywia” wsadzony doń ołówek, to jest odbierany przez nasze zmysły obraz tegoż ołówka. Ciekawą uwagę można przeczytać w jednej z książek:

“Nawet zwykłe lustro wywołuje interesujące złudzenie. Aby je zauważyć, spójrzmy najpierw na siebie w zwykłym lustrze. Zobaczymy własną twarz normalnej wielkości. Następnie spowodujmy, aby nieco pary skondensowało się na powierzchni lustra i nakreślmy kontur naszej twarzy na parze. Kontur ten będzie miał rozmiar równy mniej więcej połowie naszej twarzy”.

Wystarczy zatem tylko taka czy inna (lustro, szklanka z wodą) drobna zmiana środowiska obserwacyjnego, a nasze zmysły już zawodzą (wykazano, że nasze zmysły zawodzą o wiele częściej w przypadku o wiele bardziej złożonych obserwacji, choćby teleskopowych). W przypadku ołówka czy oazy możemy wyłapać że nasze zmysły mylą się, bowiem mamy wzorzec w postaci ołówka, o którym wiemy, że był prosty, nim włożyliśmy go do wody. Także do fatamorgany możemy “dojść”, aby stwierdzić, że nie istnieje żadna realna oaza.

Tu jednak rodzą się dalsze problemy, skąd bowiem wiadomo, że zawsze będziemy mieli okazje do posiadania takiego wzorca, z którym skonfrontujemy widziany przez nas obraz? Skąd wiadomo, że zawsze będziemy mieli okazję wyciągnąć coś, co obserwujemy, z takiej zwodniczej “wody” obserwacyjnej (np. patrząc na Wszechświat przez teleskop czy przez mikroskop), aby móc porównać to ze wzorcem? Wcale nie wiadomo. Kolejny przykład, jak łatwo nasze zmysły mogą być wprowadzone w błąd, podaję za Galileuszem. Otóż Galileusz pisał:

“Pozwoliłoby mu ono, w pełnej zgodzie z tym, cośmy tu omawiali, zrozumieć, jak bardzo łatwo można być oszukanym przez pozory, czyli, że się tak wyrazimy, przez obraz zmysłowy. Zjawisko to polega na tym, że ci, którzy idą ulicą w nocy, mają wrażenie, że Księżyc podąża za nimi zupełnie tak jak kot, który sunąc w rzeczywistości po dachówkach, podążałby za nimi. Wrażenie to, o ile nie wdałby się w tę sprawę rozsądek, aż nazbyt oczywiście wprowadzałoby w błąd zmysł wzroku”.

“O ile nie wdałby się w tę sprawę rozsądek” – właśnie. Ukryta jest tu pewna ciekawa myśl, dzięki której uświadamiamy sobie, że nie istnieje nigdy czysta obserwacja, ale zawsze w parze obok niej idzie też interpretacja tejże obserwacji dokonana przez rozum, który jednak, jak pisałem wyżej, zgodnie z ateistycznym paradygmatem jest tylko tworem chaosu, a zatem nie wiemy, czy produkowane przez niego myśli nie są kolejnym ślepym błądzeniem.

Problemy z dokonywaniem prostych obserwacji w zakresie zarówno mikroskopowym jak i makroskopowym są obecne także w nauce. Być może powinienem napisać “przede wszystkim” w nauce, bo dla niektórych naiwnych ateistów poznanie naukowe = bezspornie pewne, i jest tylko i wyłącznie “bezspornym stwierdzaniem faktów”, które oczywiście przeciwstawiają oni religii. W tym miejscu warto będzie przytoczyć spostrzeżenia pewnego fizyka. S. Tolansky w jednej ze swych prac skarży się na złudzenia optyczne jakie powstają w trakcie obserwacji mikroskopowych. Pisze on, że “złudzenia optyczne mogą wywierać i rzeczywiście wywierają znaczny wpływ na wiele powszednich obserwacji naukowych. Było to dla mnie ostrzeżeniem, aby mieć się na baczności i w rezultacie zauważyłem więcej złudzeń niż się spodziewałem”. Co do postrzegania makroskopowego, to złudzenia istniały nawet w teleskopowych obserwacjach Galileusza, co wykazały zwykłe obserwacje nieba gołym okiem. Jak podaje jeden z autorów, “wyniki obserwacji przeprowadzonych gołym okiem przeciwstawione są raportom z obserwacji przeprowadzonych przez Galileusza za pomocą teleskopu – i to całkowicie słusznie, jak się wkrótce przekonamy”. Jak dalej zauważa tenże autor, “możemy powiedzieć, że słusznie przypuszczano, iż obserwator naprawdę jest oddzielony od praw rządzących światem zarówno szczególnymi warunkami fizycznymi jego platformy obserwacyjnej, poruszającej się Ziemi (oddziaływania grawitacyjne, prawo bezwładności, siły Coriolisa, wpływ atmosferyczny na obserwacje optyczne, aberracja, paralaksa gwiezdna, itd.), osobliwościami podstawowego dlań narzędzia obserwacji, ludzkiego oka (irradiacja, powidoki, wzajemne hamowanie przyległych elementów siatkówki, itd.), jak również dalszymi poglądami, które przeniknęły do języka obserwacyjnego sprawiając, iż przemawia on językiem naiwnego realizmu […]. Obserwacje mogą obejmować coś, co stanowi wkład obserwowanej rzeczy, ale wkład ten miesza się z innymi efektami (niektóre z nich właśnie wymieniliśmy) i może być przez nie całkowicie zatarty. Rozważmy choćby obraz gwiazdy stałej oglądanej przez teleskop. Obraz ten ulega przesunięciu na skutek refrakcji, aberracji, i być może grawitacji. Daje on widmo gwiazdy nie takie, jakie jest obecnie, lecz takie, jakie było kiedyś (w przypadku pozagalaktycznych supernowych różnice te mogą wynosić miliony lat), zniekształcone ponadto przez efekt Dopplera, materię międzygwiezdną znajdującą się po drodze itd. Ponadto rozmiar i wewnętrzna struktura obrazu zależą całkowicie od teleskopu i oczu obserwatora: to właśnie teleskop przesądza o wielkości dysków dyfrakcyjnych i to właśnie ludzkie oko przesądza o tym, na ile struktura tych dysków będzie widoczna”.

Najważniejsze jest jednak to, że wiemy, że nie istnieje samo “czyste poznanie”. Wrażenia, jakie do nas dochodzą przez zmysły, podlegają bowiem przeróbce w naszym umyśle, układając się w pewną obarczoną dodatkowymi założeniami interpretację, na którą jesteśmy mimowolnie skazani, dokonując jej często podświadomie. Z trudności tej zdawali sobie sprawę już idealiści teoriopoznawczy, a także Kant i Husserl wraz ze swoją szkołą fenomenologiczną. Nikt nie ujmował tego chyba lepiej niż sam Popper, który twierdził, “że nie istnieje «czysta» wiedza empiryczna, albowiem wszystkie twierdzenia są «skażone teoriami» […]. Ponieważ protokoły obserwacji zawsze zależą od istniejących teorii, nie powinny one być bezkrytycznie przyjmowane”.

Problem ten nie ominął również nauk empirycznych. Michio Kaku, profesor fizyki i znany popularyzator zagadnień z dziedziny astrofizyki, bardzo wymownie potwierdził to, o czym mówię, przytaczając słowa astronoma Arthura Eddingtona:

“Uczeni powszechnie uważają, że opierają swoje twierdzenia na obserwacjach, nie zaś teoriach […]. Nigdy nie spotkałem nikogo, kto wprowadzałby tę deklarację w życie […]. Sama obserwacja nie wystarczy […]; teoria ma swój bardzo ważny udział w formowaniu przekonań”.

Taki punkt widzenia popierają inni metodolodzy nauki:

“Zarzucono właściwie pogląd, według którego podstawowym sposobem poznawania (np. przyrody) jest obserwacja i uogólnianie jednostkowych faktów, zdarzeń, procesów […]. Wyjściowe zdania empiryczne są zawodne; obserwacje (tym bardziej eksperymenty) kierowane są jakimiś zadaniami, są teoretycznie zaangażowane”. “Człowiek jest interpretatorem przyrody; nie tylko obserwatorem, lecz i interpretatorem”.

 

Aby jeszcze lepiej uświadomić sobie, że nasza obserwacja nigdy nie jest samą obserwacją, rozważmy następujący przykład. Załóżmy, że w pewnym momencie znajdujemy gdzieś na odludziu kamień, na którym linie układają się przypadkowo w napis w języku polskim, który brzmi: “JESTEM”. Każdy z nas, kto zobaczyłby ten napis, od razu zinterpretowałby go (a więc nie tylko zaobserwował) na podstawie ukrytych wcześniej w swym umyśle przyzwyczajeń (wynikających z tego, że widział już wcześniej kogoś kto czyni napisy na kamieniu) jako dzieło człowieka, a nie jako przypadek. Nawet jednak gdybyśmy zinterpretowali to jako dzieło przypadku, to byłaby to też interpretacja, a nie tylko sama obserwacja. Sama obserwacja nie mówi nam bowiem nic o tym, kto zrobił na ten napis ani że w ogóle był on zrobiony (nawet przez dzieło przypadku). Obserwacja ta mówi nam tylko tyle, że na kamieniu są linie ułożone w jakiś kształt, i tylko tyle. Nawet nasze odczytanie napisu na kamieniu wymagałoby użycia istniejących w naszym umyśle wcześniejszych idei lingwistycznych, zatem tu następowałaby już interpretacja, w którą włączyłyby się wcześniejsze założenia lingwistyczne sugerujące ad hoc, że napis jest dziełem innej osoby, która również zna język, w jakim wykonano napis. Gdyby napis ten zobaczył Polak, zinterpretowałby go jako świadome dzieło człowieka. Gdyby napis ten zobaczył Chińczyk lub Japończyk, który w ogóle nie znałby języka polskiego ani alfabetu łacińskiego, napis ten byłby dla niego zbiorem bezkształtnych, przypadkowych linii, w których nie ma nic nadzwyczajnego. Tak więc po tym przykładzie dobrze widać, że nigdy nie istnieje czysta obserwacja, obok niej istnieje zawsze mniej lub bardziej (najczęściej mniej) świadoma interpretacja, która nie może być ostatecznie pewna.

Przykładem ukrytych w naszym umyśle idei zniekształcających interpretację naszej obserwacji może być tu również spór z Galileuszem. Głównym argumentem jego oponentów przeciw ruchowi obrotowemu Ziemi było stwierdzenie, że gdyby Ziemia obracała się, to kamień zrzucony z wieży naprzeciw niej spadałby wskutek obrotu Ziemi po torze łukowym w miejscu za wieżą, a nie przed nią. Wydawało się to tak oczywiste i zgodne z obserwacją, że nikt nie przypuszczał nawet w najśmielszych snach, że takie argumentowanie może być złudne. Nawet sam Galileusz w jednym ze swych dialogów, gdzie przyjął postać fikcyjnego Salvatio, stwierdził, że to, co mówi Kopernik, zadaje gwałt zmysłom:

"[…] jak Arystarch i Kopernik mogli się zdobyć na zadanie przez rozum takiego gwałtu zmysłom, że pod jego nakazem ustąpić musiała ufność w pozorną wymowę otrzymywanych wrażeń”.

A jednak okazało się, że to nie argumentowanie Kopernika i Galileusza było niezgodne z rzeczywistością, tylko właśnie ich oponenci byli w błędzie. Tkwili w tym błędzie z powodu nieuświadamianych idei tkwiących tak silnie w ludzkich umysłach.

Nasza obserwacja świata nie jest więc “czystą obserwacją”, ale aby jej dokonać, dokonujemy mniej lub bardziej świadomej interpretacji złożonej z wcześniejszych uprzedzeń, co rodzi oczywiście dalsze problemy dla ateistycznej epistemologii, bo skąd niby wiadomo z braku wzorca, czy i kiedy interpretacja ta narzuca nam (lub nie narzuca) jakiś złudny obraz?

W tym miejscu interesujące będzie przytoczenie pewnego przykładu dobrze ilustrującego skalę problemu, na jaki trafiają ateiści w kwestii uzasadnienia, że są w stanie poprawnie poznawać rzeczywistość. Jeden z nich uwikłał się w gigantyczną tautologię, twierdząc w wyżej już przywoływanym cytacie:

“Natura nasza podała nam naturalne nasze domniemanie: otaczającą cię rzeczywistość poznajesz zmysłami i rozumem. Dlaczego? Dlatego, że tymi jedynie narzędziami udaje nam się zdobywać wiedzę o otaczającej nas rzeczywistości, która jest wiedzą praktyczną, czyli weryfikowalną, (też w zakresie praktyki) i funkcjonalną”.

Jest to piękny przykład logicznego błędu, zwanego błędnym kołem (tautologia). Błędne koło polega na tym, że to, co usiłuje się dowieść, dowodzi się za pomocą tego, co dopiero ma zostać dowiedzione (innymi słowy: teza dowodzona staje się sama w sobie argumentem za ową dowodzoną tezą). Co dla cytowanego ateisty jest “dowodem” na to, że otaczającą nas rzeczywistość poznajemy naszymi zmysłami i rozumem? To, że otaczającą nas rzeczywistość poznajemy naszymi zmysłami. Myślę, że dalszy komentarz jest tu zbyteczny, tautologia jest tu ewidentna. Co ciekawe, ten sam ateusz w innym miejscu przyznaje, że nie ma uzasadnienia odnośnie do swego twierdzenia, że istnieje jakiś pewny sposób poprawnego poznania rzeczywistości:

“Ja swoją wiedzę o rzeczywistości czerpię z poznania wedle teorii odbicia, bo na tyle pozwala mi moja biologia, która warunkuje mój system percepcyjny. Ja nie potrafię uzasadnić, czy to jest rzeczywistość, czy tylko jej zniekształcony obraz, ale z natury mogę zdobyć się tylko na takie poznanie, jeśli nie chcę odejść od sprawdzonej i godnej zaufania metody naukowej”.

Jak widzimy, dla cytowanego ateusza nie jest aż tak istotne to, czy istnieje uzasadnienie dla jego poglądu głoszącego, że w sposób nie zniekształcony może on poznawać rzeczywistość, tylko ważne jest dla niego to, czy jest wierny pewnej modnej we współczesnym świecie eleganckiej metodzie.

Zatem nie jest ważna dla niego prawda, lecz wierność naukowej modzie. Można i tak. Warto jednak w tym miejscu dodać, że już Husserl podważył takie niby zgrabne i eleganckie stanowisko, gdy za pomocą szeregu niezbitych argumentów wskazał, że nauka sama dla siebie nie może być dowodem, że jej metoda poznawcza jest pewna. Inni metodolodzy również wskazują, że jakiś system poznawczy, choćby naukowy, rozstrzygając na mocy własnego autorytetu o pewności swego poznania, nie będzie w stanie ustrzec się przed popadnięciem w błąd z klasy petitio principii, czyli innymi słowy: przed błędnym kołem (tautologią). Jeśli ktoś uważa, że niebezpieczeństwo popadnięcia w taki błąd nie dotyczy na jakichś zasadach “naukowego poznania ateistycznego”, to tym samym także i każdy daltonista będzie mógł od tej pory uważać, że jego orzekanie o kolorach jest prawidłowe na mocy tylko i wyłącznie jego własnej opinii o wiarygodności jego poznania.

W takim wypadku ateista nadal nie posiada uzasadnienia dla swej metody poznawczej, nie może tym samym twierdzić, że jego argumenty przeciw teiście mają rację bytu i są w jakikolwiek sposób bardziej uzasadnione, skoro nawet aparat poznawczy w obrębie ateistycznego światopoglądu nie ma uzasadnienia dla swej poprawności.

Przejdźmy teraz do omówienia drugiego punktu ateistycznego rozumowania:

2) Musimy poznawać rzeczywistość w sposób poprawny, bowiem gdybyśmy rozpoznawali ją błędnie, nie przetrwalibyśmy w niej.

Po pierwsze, nasza obserwacja rzeczywistości potrzebna nam do przetrwania w niej jest bardzo ograniczona i pobieżna. To pierwszy bardzo poważny problem niweczący w zasadzie wszystko.

Zgodnie z ateistyczną argumentacją ewolucja wyposażyła nas w mózg w celu jak najlepszego przetrwania na ziemi, a tym samym do poprawnego poznawania rzeczywistości. Jednakże zauważmy, że najlepiej przystosowane przez ewolucję do przetrwania zostały karaluchy i mchy, które przeżyją każde, nawet najbardziej niesprzyjające warunki. Glony świetnie radzące sobie od milionów lat na dnie oceanów w ogóle “nie mają pojęcia” o tym, że poza ich podwodnym światem istnieje świat bezkresnego powietrza. Ich poznanie rzeczywistości jest bardzo niepełne, a mimo to są one w stanie doskonale przetrwać w rzeczywistości. Do przetrwania w otaczającym świecie nie są więc tym istotom potrzebne ani wnioskowanie, ani jakiekolwiek myślenie, ani w ogóle dokładne poznanie otaczającej rzeczywistości. Tym samym twierdzenie, że ewolucja w celu naszego przetrwania musiała wykształcić w nas poprawne poznanie rzeczywistości, jest po prostu naciągane. Z naszego punktu widzenia wiemy, jak niewielkie jest zmysłowe poznanie rzeczywistości w przypadku karalucha. Jest ono bardzo pobieżne, mimo że karaluch jest w stanie doskonale przetrwać w rzeczywistości. Zatem możemy w tym momencie powiedzieć jedynie tyle, że ewolucja wyposażyła nas w powierzchowne poznanie rzeczywistości. O tym zaś, że powierzchowne poznanie jest z reguły warte funta kłaków, wprowadzając nas często również w błąd, nie trzeba nikogo przekonywać (znamy przysłowie “nie wszystko złoto co się świeci”). Problem poprawności poznania w ateistycznej epistemologii mamy zatem wciąż nierozwiązany.

Ponadto, stanowisko głoszące, że dotychczasowe przetrwanie na naszej planecie jest samo w sobie gwarantem prawidłowego poznania naszej rzeczywistości, jest też błędne z tego powodu, że nasza rzeczywistość to w takim wypadku tylko nasza planeta, bowiem tu wyewoluowaliśmy. Oznacza to, że wedle powyższej tezy nasze poznanie rzeczywistości mogłoby co do swej poprawności być zagwarantowane jedynie w prawidłowym poznaniu rzeczywistości na naszej planecie. Nasze zmysły nie byłyby jednak z punktu widzenia takiego stanowiska zdolne do poznania tego, co leży poza obszarem naszej planety, i w tym momencie nauki takie jak astrofizyka, która bada historię i rozwój naszego Wszechświata (zatem jest to dziedzina ważna dla światopoglądu ateistycznego, który bardzo często orzeka o początku, historii i naturze Wszechświata na bazie właśnie astrofizyki), stałaby pod znakiem zapytania w kwestii poprawności uzyskiwanych obserwacji i ich interpretacji.

Jak się wydaje, z tego problemu zdawał sobie częściowo sprawę już Arystoteles, który pisał: “Obserwacja (dotycząca zjawisk niebieskich) dostarcza nam bardzo mało danych zmysłowych, które by pozwoliły je studiować i poznać to, co pragniemy o nich wiedzieć. Gdy chodzi o rzeczy podległe zniszczeniu, takie np. jak rośliny i zwierzęta, jesteśmy w lepszym położeniu – bo żyjemy wśród nich […]”.

W tym momencie można by zasadnie pytać o to, czy nasze zmysły w ogóle prawidłowo odbierają i interpretują przesłanki, jakie uzyskujemy za pomocą teleskopów, anten itd. W tym wypadku nasze zmysły nie byłyby przecież ewolucyjnie przystosowane do zbierania tego rodzaju danych, a fakt, że rzeczywiście nie są, został potwierdzony przez wyżej przeze mnie wspomniane problemy obserwacyjne i złudzenia, jakim podlegają nasze zmysły w przypadku obserwacji teleskopowych.

Zatem z punktu widzenia ateisty w naszym poznaniu możemy być pewni jedynie tego, że widzimy tylko tafle wody (rzeczywistości), nie wiemy jednak, co jest pod tą taflą. Aby się pod nią zanurzyć, nie wystarczy patrzeć i słyszeć, trzeba zaangażować metodę jakiejś interpretacji tego, co zbieramy z wierzchu o rzeczywistości. I tu pojawiają się wspomniane wcześniej problemy interpretacyjne, czyli: skąd wiadomo, że metoda naszego interpretowania jedynie tego wierzchołka rzeczywistości również nie jest błędna? Kto zagwarantuje nam jej poprawność, skoro z punktu widzenia ateizmu wciąż brak nam wzorca rzeczywistego świata i jakiegokolwiek punktu odniesienia?

Nawet jeśli badamy dane w sposób przyjęty w metodach nauk przyrodniczy, to istnieje również problem ze zmierzeniem tych danych, bowiem w tym wypadku “nie można wskazać instrumentów pomiarowych dla większości obserwowalnych danych”.

Ateistyczną wiarę w rzadko kiedy zachwianą pewność poznania zmysłowego względem natury całego Wszechświata trafnie można by również skomentować słowami Bacona: Zmysły bowiem same w sobie są słabe i omylne. […] Fałszem bowiem jest twierdzenie, że zmysły ludzkie są miarą rzeczy. Przeciwnie, wszystkie percepcje, zarówno zmysłowe, jak i umysłowe, są dostosowane do człowieka, a nie do człowieka. Rozum ludzki podobny jest do zwierciadła, które będąc nierówne (dla promieni wysyłanych przez przedmioty), swoje właściwości na te przedmioty przenosi, przez co je zniekształca i zmienia”.

Trzeba również dodać, że ateistyczny argument stwierdzający, że natura (dla wielu: teoria ewolucji) wyposażyła nas w aparat do poprawnego oceniania reszty zakrytej dla nas rzeczywistości, przejawia cechy logicznego błędu ekwiwokacji (aequus). Logiczny błąd ekwiwokacji polega na tym, że jakieś używane kilkakrotnie w definicji słowo poszerza się w sposób nieuzasadniony i błędny o dalsze pojęcia. Np. “Każda strata ukochanej osoby jest tragedią. Tragedia jest pewnym klasycznym utworem scenicznym. A więc każda strata ukochanej osoby jest klasycznym utworem scenicznym”.

W tym momencie słowo “tragedia” poszerzono o dalsze nieuprawnione pojęcia i błędność powyższego wywodu jest widoczna gołym okiem.

W rozważanym przez nas przypadku mamy zaś następujące rozumowanie: “Dzięki teorii ewolucji (naturze, jeśli ktoś woli) posiedliśmy zmysły, za pomocą których poznaliśmy częściową prawdę o świecie. Dzięki teorii ewolucji (lub naturze) i zmysłom poznajemy i poznamy resztę prawdy o świecie”.

Jest to ewidentny błąd z klasy aequus. Błąd ekwiwokacji występuje tu dlatego, że słowo “prawda” w znaczeniu znanej nam o świecie prawdy częściowej rozciąga się w dalszej części definicji na resztę prawdy o świecie, co do której wcale nie wiadomo jednak, że jest to tego samego rodzaju prawdą o świecie jak ta, którą uzyskiwaliśmy dotąd za pomocą naszego poznawczego aparatu zmysłowego, który był “przyzwyczajony” tylko do rozpoznawania wierzchu otaczającej nas rzeczywistości. Kto bowiem ateiście zagwarantuje, że dalsza prawda o rzeczywistości jest tak samo dostępna dla naszego aparatu zmysłowego, jak ta powierzchowna prawda o rzeczywistości, którą ateusz poznał do tej pory? Czy dalsze przesłanki o rzeczywistości dadzą się ułożyć przez nasze rozumy w spójną i zgodną z prawdą całość? Czy w ogóle uzyskamy takie przesłanki? A jeśli je uzyskamy, to jak ateusz zagwarantuje nam ich prawidłowe zinterpretowanie, skoro z punktu widzenia jego światopoglądu nasz mózg jest tylko produktem chaotycznych sił natury, zatem może błędnie interpretować uzyskiwane przez nas dane? Którąkolwiek drogę by obrać, zawsze będzie to ślepa uliczka.

Przejdźmy teraz do 3 punktu ateistycznej argumentacji:

3) To, co obserwujemy, jest pewne, bowiem dodatkowo weryfikujemy to z rzeczywistością

To twierdzenie również można poddać w wątpliwość. Nie znamy bowiem istoty rzeczywistości, której dopiero szukamy (jeślibyśmy ją znali, nie musielibyśmy jej szukać), znamy jedynie jej fragmentaryczne i dyskusyjne przejawy, które musimy jakoś zinterpretować. Skąd ateista w ogóle wie, że przez obserwację w ogóle poznaje rzeczywistość, skoro zanim owo poznanie się dokona, jest on skazany na niewiedzę i nie wie, czym ta dopiero poznawana rzeczywistość tak naprawdę jest i czym okaże się ona w przyszłości? Innymi słowy, jak ateista jest w stanie zweryfikować na podstawie rzeczywistości to, co poznaje, skoro dopiero szuka owej rzeczywistości? Do jakiego wzorca chce przyrównać to, czego szuka, skoro owego wzorca dopiero co szuka? Jak ateista jest w stanie sprawdzić coś w sposób pewny, skoro dopiero szuka tego, co byłoby pewne i z czym mógłby cokolwiek sprawdzić?

Mówiąc znowu obrazowo: nie mogę jedynie na mocy wyłącznie swego autorytetu powiedzieć, że moja prognoza odnośnie do tego, jakie liczby padną jutro w totolotka, jest na 100% zgodna z rzeczywistością, bowiem nie znam jeszcze tej rzeczywistości. Nie mam w bezpośrednim poznaniu tego (liczby potrzebne do wygrania w totolotka), co mógłbym porównać ze swą prognozą dla jej sprawdzenia. Twierdzenie na bazie samego tylko autorytetu swej obserwacji “porównywanej z rzeczywistością”, że jestem w stanie w sposób pewny i bezdyskusyjny poznać tą rzeczywistość, jest taką samą tautologią jak twierdzenie, że prognozowane za pomocą matematycznego prawdopodobieństwa liczby odnośnie do wygranej w totolotka są zgodne z tą wygraną, nim ona w ogóle jeszcze nastąpiła.

4) Tylko to, co jest zweryfikowane, można uznać za realne.

Tym samym ostatni punkt ateistycznego wnioskowania jest z punktu widzenia powyższych rozważań wnioskiem zbudowanym na bazie nieuzasadnionych i niesłusznych założeń. Wszystko wskazuje zatem na to, że omówiona w niniejszym tekście ateistyczna metoda poznawania świata jest błądzeniem po omacku i nie jest oparta na niczym konkretnym.

Podsumowanie

Na początku wyliczmy w punktach nieuzasadnione założenia i błędy logiczne należące do dziedziny tautologii (idem per idem), ekwiwokacji i ignotum per ignotum (nieznane przez nieznane), jakie wyżej wyakcentowałem w ateistycznej metodzie poznawania świata. Oto one:

1) Rzeczywistość to zgodność z obserwacją, więc moja obserwacja jest zgodna
z rzeczywistością, bo rzeczywistość jest tym, co obserwuję (ewidentny błąd
logiczny z klasy
idem per idem – błędne koło).

2) Poprawnie obserwuję rzeczywistość, bo rzeczywistość jest tym, co poprawnie obserwuję (znów ewidentny błąd logiczny z klasy idem per idem).

3) Dochodzę do prawdy przez sprawdzanie obserwacji z wzorcem, którego to
wzorca dopiero co szukam.

Tu mamy zawarty błąd logiczny z klasy ignotum per ignotum, tzn.
wyjaśnianie nieznanego przez nieznane (wzorzec bowiem jest nieznany i nie możemy za jego pomocą wyjaśnić tego, czego jeszcze nie znamy).

4) Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości, bo rzeczywistość jest
dana zmysłom (znów błędne koło).

5) Teoria ewolucji (lub natura) uzdalnia mnie do odkrywania ukrytej prawdy o świecie, bo jest mi to dane (kolejna tautologia), skoro jak dotąd poprawnie odkryłem część prawdy o świecie.

W ostatnim wnioskowaniu używa się terminu “prawda” w dwóch różnych znaczeniach, popadając w logiczny błąd ekwiwokacji. Znana nam dotychczas dzięki teorii ewolucji powierzchowna prawda o rzeczywistości, która uzdalnia nas do przetrwania, wcale nie musi być tego samego rodzaju co prawda, której dopiero szukamy. Zatem mamy tu ewidentny błąd z klasy aequus, gdzie w definicji używa się jednego słowa o wcale nie tożsamym znaczeniu.

Jak widzimy, światopogląd ateistyczny nawet w swej metodzie poznawania rzeczywistości z powodu przyjętych zasad jest błądzeniem po omacku, a ponadto nie jest on w stanie uwolnić się od przyjmowanych na wiarę założeń, które wytyka światopoglądowi teistycznemu. W tym momencie bezzasadne jest ateistyczne twierdzenie, które rości sobie, że:

"Ateiści i agnostycy […] w nic nie wierzą, tylko domagają się wszędzie dowodów, zgodnie z naukową metodologią, która leży u podstaw ich światopoglądu”.

Jan Lewandowski