Jasnosc
Tymczasem, zanim nastal wieczor, Matuzalem zniknal w miescie na okolo dwie godziny. Mieli spotkac sie z Erechem w karczmie na wspolnym posilku. Erech byl juz troche zaniepokojony, potrawa w miskach juz stygla, kiedy Matuzalem wbiegl zdyszany nie starajac sie nawet wytlumaczyc powodu swego spoznienia. Dopiero po usilnych namowach wyznal, ze udalo mu sie okazyjnie nabyc dla niego konia, "doslownie za pol ceny", by dalej obaj mogli podrozowac konno.
Erech mile zaskoczony chcial zaplacic towarzyszowi cene, za jaka ten nabyl zwierze, kiedy w drzwiach gospody zrobil sie wielki gwar i harmider. Do pomieszczenia wpadli uzbrojeni wojskowi i z krzykiem zaczeli przepytywac, czyj to kon stoi przed wejsciem.
- Moj - odparl przestraszony Erech. - A co sie stalo?
- W takim razie idziesz z nami! - dowodca porwal go do gory za ubranie.
- To nieporozumienie, ja tego konia kupilem!
- Jesli kupiles, to miales pecha, gdyz kon ten zostal skradziony z krolewskiej stajni. Poczekasz na rozprawe w wiezieniu!
Erech przerazil sie i spojrzal ma Matuzalema. Ten udajac, ze sprawa jego nie dotyczy popijal z glinianego kubka. Erech drzacymi dlonmi wyjal sakiewke i zaczal blagac dowodce:
- Nie wiedzialem, ze kon jest kradziony, oddam konia i doloze do tego sume, za jaka mozna byloby go nabyc. Tylko prosze, nie zamykajcie mnie w wiezieniu, jestem przeciez niewinny! Zreszta, to nie ja kupowalem tego konia tylko on! - wskazal na Matuzalema. Zolnierz spojrzal niego, a ten spokojnie wstal, wyjal pieniadz i wreczywszy go wojakowi powiedzial:
- Dzieki, mozecie juz odejsc.
Erech nic nie rozumial, tym bardziej goscie w gospodzie. Matuzalem nic nie wyjasniajac kazal Erechowi szybko dojesc posilek, gdyz przed noca chca ruszyc w droge.
Ujechali juz pewien kawal drogi, kiedy Erech nie wytrzymal:
- Czy mozesz mi wreszcie powiedziec, co to za heca z tym koniem?
- Oczywiscie - odparl wesolo Matuzalem. - Ale najpierw odpowiedz mi na dwa pytania. Po pierwsze - dlaczego chciales mi zaplacic za konia, ktorego chcialem ci podarowac?
- To naturalne, chcialem ci sie odwdzieczyc za dar i uprzejmosc, jaka mi wyswiadczyles.
- Drugie pytanie - czemu chciales dac pieniadze dowodcy, ktory przyszedl cie aresztowac?
- Glupie pytanie! Chcialem uniknac wiezienia! Ale jaki cel maja twoje pytania?
- Bardzo prosty, Erechu. Za pierwszym razem chciales placic z WDZIECZNOSCI. Za drugim razem chciales placic ZE STRACHU. Ale jaka to roznica? Przeciez to pieniadz i to pieniadz, niewazne, czy sa one przeblaganiem, czy dziekczynieniem. To tak jak z ofiarami dla Athot i ofiarami dla mego Boga - i Matuzalem rozesmial sie wesolo.
Erech przez dluzsza chwile milczal a potem powiedzial:
- Matuzalemie, abym to dokladnie zrozumial, musimy zsiasc z koni.
- Jak sobie zyczysz - zeskoczyl i podszedl do Erecha.
- Znaczy to - rzekl powoli Erech podchodzac do syna Henocha - ze ta cala inscenizacja byla tylko po to, bym zrozumial roznice pomiedzy ofiarami?
- Oczywiscie, przeciez ci to obiecalem.
- W takim razie winienem ci wdziecznosc za jasnosc tlumaczenia - to powiedziawszy Erech jednym uderzeniem powalil Matuzalema na ziemie. A wdziecznosc Erecha zajasniala Matuzalemowi wieloscia niespotykanie jasnych gwiazd wirujacych wokol glowy. I zapanowala miedzy nimi przyjazn nie wymagajaca zadnych juz objasnien.

Zaproszenie
Henoch opuscil swoj dom. 
Niektorzy przypuszczali, ze poszedl szukac syna, inni zas podejrzewali go o utrate zmyslow, wszak ostatnimi czasy jego wypowiedzi byly co najmniej dziwne. Wszelako wielu odetchnelo z ulga: poselstwo o sadzie nie bylo dla nich wygodne, gdyz warunki, jakie sobie stworzyli, choc nie zawsze byly zgodne z wola Najwyzszego, dawaly im w miare stabilne pozycje.
A Henoch ucalowal swoja zone, poglaskal po glowkach swoje podrastajace dzieci, przekazal dziedzictwo w rece zaufanych przyjaciol, by ci w czasie jego nieobecnosci zaopiekowali sie jego rodzina - i ruszyl w droge.
Poczatkowo szedl dziarskim krokiem i z radoscia w duszy, jednakze w miare uplywu czasu spowalnial swoj marsz. Zastanawial sie, w jaki sposob ma przekazac poselstwo tym, ktorzy Boga nie znaja, skoro ci, ktorzy wiele o Bogu wiedzieli, z taka niechecia przyjmowali wiesc o Jego powrocie i chwili rozliczenia sie ze swego zywota.
- Czym sie zamartwiasz Henochu? - uslyszal za soba glos. 
Obejrzal sie i oczy zablysly mu z radosci.
- Nie spodziewalem sie, Panie, ze cie tu spotkam. Obawialem sie samotnosci w moim nawolywaniu.
- Podejrzewales, ze zostawie cie samotnym? Henochu, czy tak malo mnie jeszcze znasz? Jakimze bylbym Panem, jesli zlecilbym zadanie sludze i nie dopilnowal jego wykonania? Jakim bylbym Ojcem, gdybym uczyl dziecko zycia nie pokazujac mu prawidlowej sciezki, jaka powinien isc?
- Pokaz mi wiec, Panie, gdzie mam teraz sie skierowac.
- Widzisz ten budynek po prawej stronie bogato przystrojony, otoczony wysokim murem? Mieszka tam wladca tej krainy. Idz do niego i przekaz mu Moje slowo.
- A czy mnie tam wpuszcza? Przeciez to krol!
- Czyz nie powiedzialem ci, abys sie o nic nie troszczyl? Przeciez to Ja cie posylam i to Ja w odpowiedniej chwili wloze w twe usta odpowiednie slowa. Wierzysz w to?
- Wierze. Panie. Nigdy wszak mnie nie oklamales.
I ruszyl Henoch w kierunku zamczyska. A gdy w progu zatrzymala go sluzba, wiedzial, co ma im powiedziec, by zaprowadzili go przed oblicze wladcy.
Krol otoczony przepychem i bogactwem siedzial z nachmurzonym czolem. Tancerki wdziecznie plasaly przy dzwieku rytmicznej muzyki, zapach kadzidel unosil sie w powietrzu, nic jednak nie potrafilo obudzic krolewskiego usmiechu. W jego oczach odbijalo sie niezadowolenie z wszystkiego, na czym spoczal jego wzrok. Henoch poklonil sie nisko. Posepne spojrzenie wladcy spoczelo na nim.
- Kim jestes i z czym przychodzisz? - zapytal. Ten z pelnym spokojem, ale i szacunkiem odparl:
- Jestem twoim Gosciem i przyszedlem do ciebie zaproszony w goscine, o Krolu.
Szmer zaskoczenia przebiegl po zebranych. Wielu bylo pewnych, ze w tej samej chwili przybysz juz utracil prawo do noszenia swej glowy. Krol rownie zaskoczony rzekl:
- Nie przypominam sobie, bym ciebie zapraszal.
- Twoje zaproszenie otrzymalem od Tego, ktory jest Twoim Panem i Stworzycielem. Przyslal mnie do ciebie, bym przekazal ci Jego Slowo.
Krol zaintrygowany poprawil sie na krzesle. To, co slyszal z ust Henocha bylo czyms, co wyrywalo go z nudy i zgorzknienia, jakim napawala go wladza nad zleknionym tlumem slug i sluzebnic.
- Mowisz do mnie zagadkami. A ja lubie zagadki. W takim razie zapraszam cie na posilek, w trakcie ktorego dam ci zadanie, z jakim nie mogl sobie poradzic jak do tej pory zaden z moich medrcow. Jezeli podolasz mu - przyjme wtedy slowo, jakie masz mi do przekazania.
Henoch sklonil glowe w gescie posluszenstwa i zgody. I zostal odprowadzony na pokoje.

Rada cenniejsza niz zloto
Tymczasem nastal czas, gdy Matuzalem postanowil powrocic do rodzinnego domu. Erech nie byl z tego zadowolony i probowal mu to wyperswadowac.
- Pomysl, Matuzalemie, jak przyjma cie twoi bliscy? Wyszedles w swiat bez niczego i wracasz do domu z pustymi rekami. Coz pomysla, jakiez zdanie beda mieli o tobie? Tylko jedno, zes niezaradny i glupi. Poczekaj jakis czas, zarob troche grosza, wtedy z pewnoscia bedziesz mial ich powazanie i szacunek. W tym mozesz mi zaufac, znam sie troche na ludziach!
Matuzalem nie odpowiedzial mu na to, tylko sie usmiechnal. Erech kontynuowal dalej:
- Wiesz, co w tym swiecie najwiecej sie liczy? Nie dobre serce, ale pelna kieszen. Nie madrosc, ale stanowisko. Bo dostojnik, nawet glupi wieksze ma znaczenie, niz biedak, chocby najmadrzejszy. Popatrz chocby na tego starca, ktory siedzi na rogu placu. Odzienie na nim poszarpane, a czyz ktokolwiek pomysli o jego losie? Umrze bez zadnej troski tylko dlatego, ze nie ma tego, co zapewniloby mu godne traktowanie - zlota!
Matuzalem zatrzymal konia i spojrzawszy na starca tak odparl Erechowi:
- A ja ci powiadam, ze ten starzec ma cos, za co oddalbym caly swoj dobytek.
Podszedl do biedaka i zapytal:
- Wiele przezyles w swoim zyciu. Pragne wiec zadac ci pytanie, z ktorym biedze sie juz od dawna. Otoz pewien czlowiek zajmowal w krolestwie wysokie stanowisko. Pewnego dnia wystapil on przeciwko swemu wladcy. Nie dosc tego, zaczal rowniez podburzac przeciw niemu caly narod. Zaznaczam, ze wladca rzadzil dobrze i sprawiedliwie, a czlowiekiem kierowala jedynie chec zdobycia wiekszej wladzy, anizeli posiadal. A mial ow czlowiek dwoch synow. Zwrocono sie wowczas do nich z zapytaniem, jak postapia w tej sytuacji, czy pojda za ojcem, czy tez mu sie sprzeciwia. Wowczas pierwszy syn orzekl, ze winien jest ojcu czesc i szacunek, dlatego przystapi wraz z nim do spisku. Natomiast drugi orzekl, iz nawet czesc i szacunek nie uprawnia go do dzielenia z ojcem zlych zamiarow i stanal przeciwko niemu. Powiedz mi, starcze, ktory z tych synow postapil dobrze?
Starzec podniosl na niego swoje oczy i po chwili zamyslenia odpowiedzial:
- Wielu mialem synow. Zaden z nich nie pragnal madrosci, ale kazdego pociagala slawa i bogactwo. Odeszli w swiat i sluch po nich zaginal. Slowo "czesc i szacunek ojcu" rzadko slyszy sie teraz z ust mlodziencow. Ale skoro pytasz mnie o rade... odpowiem ci. Z przyjemnoscia przyjmuje wiadomosc o posluszenstwie starszego syna, jednak uwazam, ze nawet posluszenstwem winna kierowac madrosc. Jezeli ojciec zle postepuje, posluszny syn powinien z pelnym szacunkiem zwrocic ojcu uwage na niewlasciwe zachowanie i nie nasladowac jego zlych uczynkow. Gdyz madrosc nie zalezy od wieku, ani pozycji, ale od otwartosci czlowieka na dobre rady.
Matuzalem usmiechnal sie i rzekl do Erecha:
- Mowilem ci, ze ten biedak ma cos, za co oddalbym caly majatek. Gdy Henoch, moj ojciec wyprawial mnie w droge rzekl do mnie: "Za wszystko, co posiadasz nabywaj madrosci". Dlatego wespre tego bogatego biedaka czescia swego dobytku - i nachyliwszy sie, wsunal starcowi w dlon sakiewke. Erech zdegustowany postepowaniem Matuzalema machnal reka. Potem mruknal pod nosem, ze woli swoj dobytek wydac na godziwa przyjemnosc dla zoladka i skierowal sie w strone gospody. Matuzalem pozegnal starca i chcial rowniez odejsc, gdy ten pochwyciwszy go za rekaw poprosil, by mlodzieniec nachylil sie, poniewaz chce mu udzielic pewnej rady.
- Na nocleg wybieraj zawsze czas, kiedy jeszcze jest widno - szepnal mu do ucha - i nie wchodz nigdy do wezbranej wody, lecz poczekaj, az opadnie.
Matuzalem podziekowal za rade i odszedl. Starzec zas powstal i skierowal sie w odludne miejsce. Tam otrzasnal sie z lachmanow. Swiatlosc na moment zablysla, a poslaniec zadowolony z wykonanego zlecenia rozprostowal skrzydla i wrocil do Boga. 

Rowny podzial
Wieczerza, w ktorej mial brac udzial Henoch przygotowywana byla z pelnym przepychem. Kucharze ostrzyli noze, ale i kat zaostrzyl topor. Zwyczajem bowiem bylo, ze kazdy, kto nie zadowolil gustow wladcy tracil zycie.
Przy stole zastawionym jadlem i napojem zasiedli dostojnicy ubrani w drogie, haftowane zlotymi nicmi szaty, oraz ich zony obwieszone klejnotami, za ktore mozna bylo kupic niejedno zycie niewolnika. Henoch przygladal sie uczestnikom uczty, a Pan odkrywal przed nim wnetrze kazdego z nich.
Naraz podniosl sie szmer podniecenia. Wszyscy powstali z miejsc, gdyz w drzwiach pojawil sie monarcha wraz z zona, za nim weszli dwaj jego synowie i dwie corki. Gdy zajeli swoje miejsca, wszyscy w milczeniu usiedli.
Krol zaklaskal w dlonie i kucharze wniesli polmisek, na ktorym lezalo piec upieczonych golebi. Wtedy zwrocil sie do Henocha:
- Skoro masz byc dzisiaj naszym gosciem, mam dla ciebie zadanie. Widzisz tutaj piec golebi. Nakazuje ci teraz, abys dokonal rownego podzialu pomiedzy soba a krolewska rodzina.
Henoch chwile sie zastanowil, a potem przystapil do dzielenia golebi. Jednego polozyl przed krolem i krolowa, drugiego przed krolewskimi synami, trzeciego przed corkami, a dwa pozostale polozyl przed soba. Zdziwienie przetoczylo sie przez zgromadzenie. Krol rownie zaskoczony zapytal:
- Czy moglbys wyjasnic nam, na czym ma polegac podzial, jakiego dokonales i na czym opiera sie jego rownosc?
- To proste krolu. Tobie i twej malzonce dalem jednego golebia. Razem czyni to trzy. Dwaj twoi synowie i jeden golab rowniez tworza liczbe trzy. Podobnie jest z twymi corkami - dwa i jeden to trzy. Ja i dwa golebie takze tworze trzy. Znaczy to, ze podzial byl rowny.
Krol przez dluzsza chwile milczal i milczalo z nim cale zgromadzenie. A potem wybuchnal serdecznym smiechem, ktoremu zawtorowal smiech calej sali. Kiedy juz uspokoil sie troche, krol rzekl do Henocha:
- Jestes pierwszym, ktory potrafil sprostac zadaniu. Wyjasnij mi, skad bierzesz swoja madrosc?
Henoch usmiechnal sie:
- Wspominalem ci o tym juz na poczatku, o krolu. Uczy mnie tej madrosci moj Stworca, ktory pragnie i tobie przekazac swoje slowa, bys mogl wzbogacac sie o wiedze i radosc, ktorej teraz doswiadczyles.
I krol laskawie przychylil swych uszu do Slowa, jakie Bog mial mu do przekazania, a wraz z nim wysluchalo poselstwa cale zgromadzenie.

Madrosc Erecha
Erech przez caly dzien wedrowki nie szczedzil Matuzalemowi ironicznych uwag i drwiny. Wyliczal, po jakim okresie jego ubior przybierze identyczny wyglad, co u napotykanych zebrakow. Zachwalal aromat jaki maja pomyje, gdyz wedlug jego madrosci przewidywal, ze tym Matuzalem bedzie sie w niedlugim czasie odzywiac, jesli kazdemu napotkanemu biedakowi bedzie oddawal swoj ostatni grosz. Wreszcie widzac, iz zaden argument nie dociera do towarzysza podrozy, zamilkl.
Matuzalem rozejrzal sie i rzekl:
- Zbliza sie wieczor, a dodatkowo rzeka, ktora jest przed nami, zaczela przybierac. Miejsce tutaj jest dobre na nocleg, jest tez suche drzewo do rozpalenia ogniska i trawa dla koni. Przenocujmy tu, a jutro skoro swit, gdy tylko woda opadnie pojedziemy dalej.
Erech sprzeciwil sie:
- Jesli zatrzymamy sie tutaj, nie zdazymy na kiermasz, jaki ma odbyc sie w pobliskim miescie, a moglibysmy wiele na nim utargowac. To jedyna szansa, nie stracmy jej.
Kiedy Matuzalem nie zgodzil sie, Erech zirytowal sie:
- To zostan tutaj i zobaczymy, kto na tym lepiej wyjdzie. Spotkamy sie jutro na noclegu w gospodzie.
I rozstali sie. 
Matuzalem zbudowal sobie szalas, ugotowal posilek i ulozyl sie do snu. Nazajutrz o swicie podniosl sie, nakarmil konia i ruszyl w dalsza droge. Po pewnym czasie natknal sie na wezbrane az po brzegi koryto rzeki. Nie odwazyl sie wejsc do niej, ale kierujac sie dana przez starca rada czekal, az woda opadnie. Naraz ujrzal dwoch ludzi, ktorzy nadjechali z wielkim pospiechem. Konie mieli mocno objuczone, mimo to starali sie dostac na drugi brzeg.
- Poczekajcie, az woda opadnie! - zawolal do nich, ale kupcy zadni zysku nie zwazali na jego propozycje i szukajac przejscia, weszli do wody. Rzeka natychmiast ich pochlonela. Na brzegu pozostaly konie z ladunkiem. Matuzalem westchnal z ubolewaniem nad tragicznym brakiem rozsadku u niektorych ludzi, spokojnie poczekal na opadniecie wody i przeprowadzil zwierzeta. Wieczorem zjawil sie w gospodzie. Erech czekal na niego zly i zniecierpliwiony. Na pytanie, jak minal mu czas odparl, ze nie jest zadowolony, gdyz nie dosc, ze sie nie wyspal, to jeszcze dwaj glowni bankierzy, ktorzy mieli sponsorowac festyn nie dojechali, caly wiec jego pospiech byl niepotrzebny i zmarnowany.
- A moj spokoj przyniosl mi wypoczynek i nieoczekiwany nabytek - odparl Matuzalem i opowiedzial mu o przygodzie, jaka go spotkala. Potem zaprowadziwszy Erecha do stajni pokazal mu worki, jakimi objuczone byly konie. Gdy zajrzeli do srodka ladunku okazalo sie, ze pod suknem znajdowalo sie zloto i klejnoty. Erech zaskoczony nie mogl slowa wypowiedziec, a Matuzalem rzekl do niego z rozbawieniem:
- Gardziles madroscia starca, a wiedz, ze wlasnie dzieki jego radom zawdzieczam ten oto majatek. Wszelako, abys i ty zaczal doceniac moc i potege madrosci, przyjmij prosze polowe mego nabytku. 
I Erech docenil madrosc, jaka poplynela z ust przyjaciela.

Powrot do domu
Henoch wedrowal od domu do domu, czasem bedac goszczony, a czasem wypedzany, jednakze zawsze towarzyszyla mu swiadomosc obecnosci Boga.
Pewnego dnia, gdy zmeczony usiadl pod kwitnaca akacja i zasluchal sie w brzeczenie odurzonych zapachem kwiatow pszczol, zamyslil sie nad powrotem do domu.
- Zawsze mozesz powrocic do domu - uslyszal. Obok niego, wsparty o pien drzewa siedzial Pan i karmil ze swej dloni szczebiotliwe wroble. - Jedyne pytanie, jakie ci w tym powrocie moze towarzyszyc, to gdzie jest twoj dom, Henochu?
Henoch zastanowil sie. Do tej pory napotkal wiele domow, poczawszy od gwarnego domu rodzinnego, skonczywszy na opustoszalych z powodu wojny i nieszczesc siedzib. Widzial domy, w ktorych krolowala radosc, widzial tez domy, w ktorych panowal smutek i zaloba. Zadnego jednak domu nie potrafil nazwac malym, ale tak istotnym slowem - "moj".
- Zawsze Panie myslalem, ze moj dom jest tam, gdzie moje serce. A ono nalezy do Ciebie. Z tego wnioskuje, ze Ty Boze jestes moim schronieniem. Niepokoje sie jedynie...
- O swoja rodzine, czy tak?
- Tak, Panie. Gdybym wiedzial, ze powodzi im sie dobrze, ze niczego im do zycia nie potrzeba...
- O to nie musisz sie martwic. Twoj syn Matuzalem powrocil z podrozy bogaty nie tylko w madrosc, ale i w przyjazn i majatek. Twoje dzieci maja dobra opieke, gdyz moi wyslannicy trwaja przy nich dzien i noc.
- W takim razie jestem spokojny. I jesli nie mialbys Panie nic przeciwko temu, to z checia przyjalbym Twoja goscine.
- Bede zaszczycony, Henochu, gdy moj dom nazwiesz swoim domem. I jednego mozesz byc pewien, ze na twoje przyjecie przygotowalem to, co mialem najlepszego.
A Pismo mowi:
"Przez wiare zabrany zostal Henoch, aby nie ogladal smierci i nie znaleziono go, gdyz zabral go Bog. Zanim jednak zostal zabrany, otrzymal swiadectwo, ze sie podobal Bogu."

copyright by Masmika Haba
zabka7@poczta.fm

Powrot do spisu tresci