Ziarno
Erech był impulsywnym i gwałtownym człowiekiem. Niestety, był również bardzo gadatliwy. Matuzalemowi to nie przeszkadzało. Z chęcią opowiadał o swoich stronach i swej rodzinie. Najwięcej jednak lubił opowiadać o swoim Bogu. Wszelako wszystko, co przekazywał Erechowi, było przyjmowane przez tamtego z niedowierzaniem i lekką ironią.
- Powiadasz, Matuzalemie, że macie tylko jednego Boga? A kto w takim razie opiekuje się bydłem, siewem, kto deszczem, a kto słońcem?
- Ten sam Bóg, Erechu.
- I śmiercią i narodzinami również?
- Również.
- Nie, to absurd! - wykrzyknął z irytacją Erech. - Rozumiem, żeby jeden Bóg mógł się zajmować siewem i narodzinami, gdyż są to pokrewne zajęcia... ale jednocześnie mieć w swych rękach życie i śmierć? Dzień i noc? Światłość i Ciemność? O, nie, Matuzalemie, w coś takiego nie uwierzę!
- Ależ to proste, Erechu - cierpliwie tłumaczył Matuzalem zatrzymując się pośród mijanych właśnie łanów zboża. - Przyjrzyj się, proszę tej roślinie. Wiesz, w jaki sposób wyrasta kłos zboża? Jedno z tych dojrzałych ziaren wrzucasz do gleby. Co się potem z nim dzieje?
- Wyrasta z niego kłos, to naturalne!
- Ale, żeby wyrosła z niego nowa roślina - ziarno musi umrzeć. Prawda?
- Prawda.
- W jaki więc sposób w jednej roślinie może być zawarta jednocześnie śmierć i życie? Jeśli to potrafisz przyjąć, czemuż wydaje ci się dziwnym, że w rękach Jednego Boga znajduje się władza nad życiem i śmiercią, słońcem i deszczem, światłością i ciemnością?
Głos
- Henochu, czy również i dziś mogę prosić cię o odprowadzenie mnie kawałek drogi?
- Panie, nawet nie musisz o to prosić, czynię to z największą radością!
- Znam Henochu twoją wierność i zaufanie, jakie we Mnie pokładasz. Wiem również, z jaką mądrością rozmawiałeś z Ojcami. Pozwól jednak, że coś ci powiem.
Henoch zadrżał z swoim wnętrzu, czy jakimś śmiałym stwierdzeniem nie obraził Wszechmocnego, atoli dłoń Boża uspokajająco spoczęła na jego ramieniu.
- Miły przyjacielu, tak Adam, jak i pozostali twoi Ojcowie mieli wielką słuszność w ocenie świata, jaki rozciąga się dookoła. Moja cierpliwość znosi i akceptuje dążenie do poznania mądrości jaka cechuje niektórych z ludzi. Większość jednak popadła w taką pychę, że nie zważając na konsekwencje pogrążają się w grzechu, na oślep, zamykając się na konsekwencje, jakie grzech za sobą pociąga. Liczę jednak na to, że choć mają zamknięte oczy, jednak nie zatkali swych uszu. Dlatego daję ci teraz Swój Głos. Przemawiaj Henochu w Moim imieniu!
- Ale co Panie mam mówić? - przestraszony odpowiedzialnością wyszeptał Henoch.
- Prorokuj, Henochu takimi słowy: "Oto nadchodzi Pan z tysiącami swoich świętych, aby dokonać sądu nad wszystkimi i ukarać wszystkich bezbożników za wszystkie ich bezbożne uczynki, których się dopuścili i za wszystkie bezecne słowa, jakie wypowiedzieli przeciwko Bogu bezbożni grzesznicy".
- Jak sobie życzysz, Panie - skłonił się Henoch i powrócił do domu.
Różnica
Erech nakłonił Matuzalema do zatrzymania się na obchodach święta w nadmorskiej miejscowości. Bogini Athot po raz kolejny okazała swoje niezadowolenie zatapiając we wściekłym sztormie rybackie łodzie, rybacy postanowili więc przebłagać ją wielością darów włączając w to ofiary z ludzi.
Matuzalem patrzył na to z niesmakiem. Erech spostrzegł to i jak zwykle skomentował:
- Podejrzewam że twój Bóg nie akceptowałby ofiar z ludzi?
- Mój Bog więcej przedkłada miłosierdzie nad ofiary - odparł w zamyśleniu Matuzalem.
- Miłosierdzie??? Nad czym? - w zadziwieniu zakrzyknął Erech. - Jeśli rzeczywiście to on kierował morskimi falami, jakież miłosierdzie ukażesz mi w śmierci rybaków? A może to oni byli ofiarami, jakie twój Bóg zażyczył sobie na swym ołtarzu?
- Są pytania, na które nie odpowiem ci jednoznacznie. Musiałbym być kimś, kto zna przeszłość, przyszłość, przyczyny i skutki. Nie jestem Bogiem. Ale wiem jedno: rybacy nie byli ofiarami. I aby nie powtórzyła się sytuacja - nie potrzebna jest żadna ofiara. Mój ojciec często mi powtarzał, że to głupota prowadzi człowieka na manowce, a potem jego serce wybucha gniewem na Pana. Wszechmocny często ostrzega ludzi przed niebezpieczeństwem, ale oni ignorują ich ostrzeżenia. Wystarczy często unikać grzechu, by cieszyć się Bożą opieką i Jego błogosławieństwem.
- Nie mów, że twój ojciec nie składa ofiar swemu Bogu!
Matuzalem nie mógł zaprzeczyć. Zaraz jednak wyjaśnił:
- Istnieje różnica pomiędzy ofiarami jakie składają bogini Athot, a ofiarami składanymi przez mego ojca. Celem ofiar rybaków jest przebłaganie bóstwa i zapewnienie sobie dobrodziejstwa urodzaju. Mój ojciec składając ofiarę wyraża wdzięczność za to, co JUŻ od niego otrzymał. Jednocześnie wyraża swoją wiarę, że nie musi prosić Boga o przebaczenie tego, co uczynił złego, ale że grzech JUŻ zostało przebaczony.
Erech zirytował się:
- Jakaż to różnica! I tu przelewasz krew i tu, śmierć towarzyszy grzechowi, nieważne, czy jest ona przebłaganiem, czy dziękczynieniem.
Matuzalem uśmiechnął się.
- Wytłumaczę ci to wieczorem - powiedział tajemniczo i poszedł zamówić nocleg. Erech kręcąc powątpiewająco głową poszedł za nim.
Cztery strony
Trudno być prorokiem we własnym kraju. Zwłaszcza, jeśli wszyscy w rodzie szczycili się wiernością Bogu i bogobojnością. Henoch odkrył z przerażeniem, że na wielu członkach rodu wieść o nadchodzącym sądzie Bożym nie robi żadnego wrażenia.
Doszło do tego, że zaczął się zastanawiać, czy polecenie Wszechmocnego nie było pewnego rodzaju nieporozumieniem. Wreszcie odważył się o tym powiedzieć podczas kolejnych Bożych odwiedzin.
- Powiedz mi, Wszechwiedzący Panie - zagaił, kiedy byli już sami i szykowali się do tradycyjnego spaceru. - Czy twoje polecenie dotyczyło tylko pogan, czy również tych, którzy są sprawiedliwymi?
- Czy jesteś Wszechwiedzącym, Henochu? - odpowiedział Bóg pytaniem na pytanie.
- Nie, Panie. Wiesz o tym, że nie jestem.
- To dziwne, odniosłem wrażenie, iż tak jest w istocie, skoro z góry przesądziłeś, kto jest poganinem, a kto sprawiedliwym - Bóg z lekka się uśmiechnął.
Henoch się zawstydził, dzięki czemu Bóg mógł wyjawić mu kolejną tajemnicę:
- Rozejrzyj się, proszę dookoła. Ile stron świata obejmujesz swoim wzrokiem?
- Cztery, Panie. Północ, zachód, wschód i południe.
- Takimi są również ludzie, jacy cię otaczają. Północ - to ludzie, którzy chodzą w ciemności i chcą trwać w ciemności. Takimi są zatwardziali grzesznicy, którym dobrze jest w ich stanie. Wschód ukazuje ludzi, którzy wyszli z ciemności grzechu, i choć są w jasności - nie wierzą w to i zamykają oczy przed zbawieniem. Zachodem są ludzie, którzy utracili poprzez swoje zachowanie i swój brak wiary świętość, a mimo to nadal się oszukują, że są Moimi wyznawcami. A Południe... ci są pełni radości ale i oczekiwania na koniec cieni jakie rozsiewa sobą Zło. Ty, Henochu masz iść na wszystkie strony świata i wszystkim, małym i wielkim, bogatym i niewolnikom, tym, którzy są w ciemności lub nie wierzą w otaczającą ich światłość - ogłosić SĄD. Sąd nad ciemnością, by jeszcze zdążyli przyjąć ofiarowaną im przeze mnie światłość. Zrozumiałeś Henochu?
- Zrozumiałem, Panie - odparł Henoch i jasność zajaśniała na jego obliczu.
ciąg dalszy tutaj
copyright by Masmika Haba
zabka7@poczta.fm