Glebia przebaczenia


Nie jestes jeden. W tobie samym jest wielosc. Cokolwiek czynisz jako TY, zadecydowane jest tym, co zwyciezy w glebi ciebie.
Nie znasz siebie samego i dlatego nigdy nie bedzie do konca wiadome, jak postapisz w konkretnej sytuacji.
Judasz zapatrzony w Jezusa. Ten czlowiek mu imponowal. Podziwial go i dzielil jego idee. A jednak w pewnym momencie zdradzil go. Absurdalne? Nie.
Dawid - wielki bohater narodowy i biblijny. Czy nie znal zasad Bozych? Czy nie stosowal ich i nie pouczal o nich swoj lud? Bynajmniej, caly 119 psalm jest "wyznaniem wiary" Bozego czlowieka.
- Dawidzie...
- Slucham Nathanie?
- Mamy problem i przybylem do ciebie, abys ty w swej madrosci i doswiadczeniu pomogl nam go rozwiazac. 
Dawid poprawil sie na tronie, aby zadna niewygoda nie rozproszyla jego skupienia. Kiwnal przyzwalajaco dlonia, by prorok mogl kontynuowac. Nathan chwile zbieral mysli, a potem powoli zaczal wyluszczac sprawe:
- W pewnej miejscowosci - niewazna jej nazwa - pewien bogaty czlowiek zamiast uzyc czesci swego dobytku do ugoszczenia swych gosci - poszedl do domu ubogiego sasiada i zabral jego jedyna owce, ktora byla mu jak corka... Nie dosc na tym, ze mu ja zabral, ale zarznal ja bez jakiejkolwiek rekompensaty. Zreszta... co tu mowic o rekompensacie. Masz, Krolu, dzieci. Wiesz, jak czuje sie czlowiek, ktorego jedynym swiatlem oczu jest to jedno, jedyne zycie. I to swiatlo zostalo mu odjete. Co uczynic mamy z tym, ktory zabral ubogiemu jedyna radosc zycia?
Nathan przystanal i spojrzal uwaznie w oblicze krola.
Krola? Nie. W tej chwili to nie byl Krol. Na wysokim krzesle sedziowskim siedzial - Pasterz. Ten, ktory pamietal jeszcze w dloniach miekkosc owczego runa. W uszach Dawida na nowo zabrzmial blagalny bek ukochanych, na rekach piastowanych, we dnie i w nocy chronionych przed niebezpieczenstwem owiec. Ujrzal bol i strach w przerazonych slepiach zwierzat, ktore ze lzami musial oddawac pod noz rzeznika... i zawrzal wielkim gniewem. 
Zacisnal dlon na krolewskim berle jak na lasce pasterskiej i zerwal sie na rowne nogi. Nie osadzal teraz czlowieka, ktory w swojej beztrosce ukradl drugiemu rzecz nabyta, jaka w kazdej chwili mozna odkupic lub wymienic. Teraz osadzal niedzwiedzia, ktory na jego oczach w mlodosci porwal i zabil ulubiona jego owieczke. A on wtedy nie mogl nic na to poradzic. I w swej mlodzienczej bezsilnosci poprzysiagl na te krew plamiaca trawe pastwiska - nie pozwolic nigdy, zadnej dzikiej bestii odebrac bezbronnego zycia.
Wtedy - nie mogl nic poradzic. Ale teraz - jest Krolem! I ma wladze! Wyciagnal przed siebie pasterskie berlo i w wielkim uniesieniu zakrzyknal:
- Czlowiek ten zasluguje na smierc!
Nathan przerazony wyrokiem, znajac ukryte tlo opowiedzianej historii upadl przed tronem:
- Panie! Pohamuj sie... za owce - zycie czlowieka?
- Tu nie o owce chodzi, Nathanie - z oczu Dawida sypaly sie gniewne iskry. - Ale o tego, ktory w swej bezradnosci nie mogl zaprotestowac przeciwko takiemu bezlitosnemu potraktowaniu czegos, co wielce umilowal. Dlatego wyrok krolewski brzmi tak. Za owieczke zaplaci w czwornasob i to wedlug ceny, jaka ow ubogi czlowiek sobie zazyczy.
Nathan podniosl sie. Natchniony spokoj ogarnal go i utkwiwszy palajace oczy w Dawidzie, oglosil wyrok na wyrok:
- Tym czlowiekiem jestes ty, Dawidzie.
Krol zastygl w bezruchu. On - niedzwiedziem? Okrutnikiem? Jakim sposobem? Przeciez zawsze kierowal sie sprawiedliwoscia. Zawsze stawal w obronie, dlatego Bog uczynil go sedzia nad Izraelem. Nie, Nathan musial sie pomylic. Ale prorok kontynuowal wymierzajac w niego drzacy ze starosci, koscisty palec:
- Tak mowi Pan, Bog Izraela. Ja namascilem cie na krola nad Izraelem. Ja uwolnilem cie z rak Saula. Dalem ci dom twojego pana, a zony twego pana na twoje lono, oddalem ci dom Izraela i Judy, a gdyby i tego bylo za malo, dodalbym ci jeszcze wiecej. Czemu zlekcewazyles slowo Pana, popelniajac to, co zle w Jego oczach? Czemu zabrales jedyna zone Uriaszowi Chetejczykowi?
Dawid opuscil glowe. Nogi ugiely sie pod nim i opadl na krzeslo. Popelnil zlo. Tak powiedzial Pan. Przed zamknietymi oczami stanelo mu wspomnienie umilowanej kobiety, jak czarne, lekko krecace sie wilgotne wlosy wyciska nad misa, a po gladkim, zlocisto miedzianym ciele splywaja krople wody... Przytulic, dotknac, wdychac zapach olejku, jaki wcierala po kapieli w skore gladkimi palcami:
- Kim jest ta kobieta?
- To zona Uriasza Chetejczyka.
Caly majatek, wszystkie kobiety, jakie do tej pory posiadal byly niczym w porownaniu z bogactwem, jakie mial w swym domu jego sluzacy. Nie, nie zabierze mu tego, co do niego nalezy. Chce tylko poznac klejnot, jakim cieszy oczy jego zolnierz.
- Przyprowadzcie ja do mnie.
Stanela przed nim oslonieta chusta, jak przystalo na mezatke w obecnosci innego mezczyzny. A on pamietal jej twarz i usta wilgotne jak przy pocalunku. I pragnal ujrzec je ponownie.
- Pozostawicie nas samych.
Niewazne konwenanse - wola wladcy jest swietoscia. Krol - to pomazaniec Bozy, cokolwiek rozkaze, to jakby glos samego Boga.
- Jestes zona Uriasza?
- Tak, Panie.
- Gdzie twoj maz?
- Wiesz, Panie, ze jest w szeregach twoich wojsk.
Dawid zblizyl sie do niej. Czarne, blyszczace oczy kobiety sledzily jego ruchy.
- Jak ci na imie?
- Batszeba.
- Piekne imie - dotknal jej wlosow, delikatnie odchylil zaslone skrywajaca jej twarz. - Piekne, jak ty cala.
Spuscila powieki. Dawid kontynuowal:
- Czesto przebywasz ze swym mezem? Macie dzieci?
- Nie, Panie. Obowiazki sluzbowe nie pozwalaja mezowi zbyt czesto ze mna obcowac.
- Gdybym ja mial taki klejnot w domu, porzucilbym wszystko, tron, panowanie, byleby tylko cieszyc oczy twoim widokiem...
- Panie! - krzyknela cicho Batszeba unoszac na niego wzrok. Dawid probujac opanowac natlok emocji odwrocil sie.
- W jakich wojskach sluzy twoj maz?
- W szeregach Joaba.
- A gdy wraca z bitwy, czy przywozi ci cos z lupow wojennych?
- Krolu, maz moj jest twym wiernym sluga. Jego zainteresowania obracaja sie wokol spraw wojskowych. Z lupow zazwyczaj interesuje go bron i konie. 
Dawid obejrzal sie z oburzeniem.
- Sluzba jedno, a dom drugie! Pamietajac o jednym nie powinien zaniedbywac drugiego! A twoj maz zaniedbuje cie. Przykaze mu, by okazywal ci wieksza dbalosc.
Batszeba upadla mu do nog z przestrachem:
- Nie czyn tego Panie! Moj maz zrozumie to jako skarge na jego traktowanie mnie i stanie sie gorzej, niz bylo... Pozostaw panie sprawy takimi, jakimi sa. Przyzwyczajona jestem do samotnosci i braku dbalosci. Wszak kimze ja jestem? Kobieta, kims, kto stworzony jest po to, by sluzyc. 
- O, nie! - Dawid przypadl do niej i usilujac ja podniesc objal ja ramionami. Batszeba drzala, wiec przytulil ja mocniej. - Ty, Batszebo jestes jak krolowa, ktorej nalezy sluzyc, a nie, by ona sluzyla. Jestes perla, ktora winna zdobic diadem krolewski... jestes...
Twardy glos oskarzenia wyrwal go ze slodyczy wspomnien:
- Zabiles mieczem Chetyte Uriasza, a jego zone wziales sobie za malzonke.
Otworzyl oczy. Nie, on nie zabil! Nawet na mysl mu nie przeszlo, by zabijac kogos, kto w niczym go nie skrzywdzil!
Kiedy otrzymal wiadomosc, ze Batszeba poczela, nawet wtedy pragnal jego szczescia. Poslal po niego, by to, co sie narodzi, uznane bylo dzieckiem Uriasza.
Czy to jego wina, ze Uriasz nie potrafil docenic skarbu, jaki posiada? Ze zamiast radowac sie z chwil rozkoszy, jakie krol w swej laskawosci darowal mu, wybral smierdzacy, stechly od wilgoci siennik zolnierski?
- Uriaszu, odbyles daleka droge. Twoim przywilejem jest odpoczac w wygodnym lozu przy boku kochajacej cie zony.
- Nie, moj krolu, teraz wlasnie trwa najgoretsza bitwa. Czas mi wracac do oddzialu.
- Przynajmniej wstap do swojego domu i umyj sobie nogi! Przygotowalem dar. Zaniesiesz to swej zonie, byscie mogli cieszyc sie choc tak kotkimi chwilami spedzonymi ze soba.
Kiedy Uriasz wyszedl, Dawid niepokojnie chodzil po pokoju. Po pewnym czasie wezwal sluge.
- Czy Uriasz dotarl juz do domu?
- Nie, krolu. Polecil zaniesc twoj dar, a sam polozyl sie u bramy palacu krolewskiego wraz ze wszystkimi slugami.
Dawid zirytowany wezwal ponownie Uriasza.
- Dlaczego nie wstepujesz do wlasnego domu?
Odpowiedz zolnierza zaskoczyla go.
- Arka Panska, Izrael i Juda przebywaja w namiotach, podobnie tez i pan moj, Joab, wraz ze slugami mego pana obozuja w otwartym polu, a ja mialbym pojsc do swojego domu, aby jesc, pic i spac ze swoja zona? Na zycie Pana i na twoje, czegos podobnego nie uczynie.
Na te slowa Dawid nie mial zadnej odpowiedzi. Poprosil go tylko, by nazajutrz nie wyjezdzal, ale spedzil jeszcze jeden dzien w Jerozolimie.
Tej nocy w komnacie krolewskiej swiatlo palilo sie do rana. Tysiace pomyslow przebiegalo przez glowe Dawida, jedne za drugim odrzucane wobec uporu i nieugietosci postawy zolnierza. Dopiero o swicie Dawid postanowil zlamac decyzje Uriasza. W jaki sposob? Bardzo prosty. Postanowil upic go. 
Wieczorem zaprosil go na uczte i spoil najlepszym i najmocniejszym winem. Ale w gorliwosci przeliczyl sie. Wino bylo tak mocne, ze Uriasz nie dotarl do domu, ale padl na poslanie w pokojach sluzebnych. Caly plan tak misternie spleciony nie udal sie.
- Zamordowales go mieczem Ammonitow.
Glos Nathana dobiegl go z oddali i przypomnial mu jego probe uchwycenia sie ostatniej deski ratunku. Jesli Uriasz jest tak glupi, niech wiec zginie wraz ze swoja glupota! Mogl miec zone, i dziecie z jej lona, mogl miec laskawosc krola i wszelkie dobrodziejstwa! Ale wzgardzil tym. I przez jego wzgarde zagrozone zostalo dobre imie krola, a co za tym idzie - calego krolestwa! Niedlugo wszyscy beda dopytywac sie, z jakiej to przyczyny Batszeba zaszla w ciaze, a ten idiota zaprzeczy, jakoby to by bylo jego dziecko i bedzie mial na to swiadkow!
Coz wiec robic? Jedyne wyjscie, to pozbyc sie go. Ale jak? Nie zabije go jawnie, bo podejrzenia stana sie faktem. Wykorzysta wiec sytuacje i zaufanego sluge, ktory nigdy nie pyta, ale zawsze wykonuje rozkazy.
Wyjal karte papieru i napisal do Joaba: "Postawcie Uriasza tam, gdzie walka bedzie najbardziej zazarta, potem odstapicie go, aby zostal ugodzony i zginal."
Joab byl domyslny, ale i dyskretny. Po bitwie nakazal poslancowi:
- Idz do krola i opowiedz mu caly przebieg bitwy. Powiedz, ze przegralismy, bo podeszlismy pod mury miasta. A jesli wpadnie w gniew i powie "Czemuz podchodziliscie az pod mury?" - powiesz: "Sluga twoj, Uriasz Chetyta, zginal rowniez".
Dawid przyjal sluge, a kiedy wiadomosc przyniosla mu ulge, kazal przekazac Joabowi:
- Nie trap sie tym, co sie stalo. Miecz dosiega raz tego, raz innego. Badz wytrwaly w walce przeciwko miastu i zniszcz je!
Prorocze slowa: "miecz dosiega raz tego, raz innego". Nie pomyslales Dawidzie, ze ten miecz moze nie ominac takze ciebie?
Ale Dawid w tamtej chwili o tym nie myslal. Jego piekna kobieta urodzila mu syna, a kiedy przeminal okres zaloby poslal po nia i zostala jego zona. Tajemnica nie ujrzala swiatla dziennego. Caly lud wznosil okrzyki radosci widzac nowa krolowa przy boku Dawida. Jej biala szata mienila sie od rubinow - a w oczach Bozych byly one jak krople krwi Uriaszowej na ammonickich mieczach. Perly zdobily jej diadem - ale to nie byly perly, ale lzy... lzy w oczach proroka Nathana, ktory musial przybyc do krola z Bozym wyrokiem.
- To mowi Pan: zlekcewazyles Mnie, Dawidzie. Zabiles mieczem Chetyte Uriasza, a jego zone wziales sobie za malzonke. Uczyniles to wprawdzie w ukryciu, jednak Ja obwieszcze te rzecz wobec calego Izraela i wobec slonca. Oto Ja wywiode przeciwko tobie nieszczescie z wlasnego twego domu, zony zas twoje zabiore sprzed oczu twoich, a oddam je twojemu wspolzawodnikowi, ktory bedzie obcowal z twoimi zonami - wobec tego slonca.
Dawid zmartwial. Jego ukochana, nowo poslubiona zona w rekach innego. Dotykana jak towar przy zakupie. Jej piekno skrywane przed oczami wzorzystym materialem zostanie w swietle bialego dnia obnazone i shanbione. Ale czyz i on tak nie postapil? Czyz to, co nalezalo do innego, nie przywlaszczyl sobie? Jakiez wiec ma prawo blagac Boga o odwrocenie wyroku? I Dawid zaplakal i rzekl do Nathana: 
- Zgrzeszylem wobec Pana. 
Nahanowi nie potrzeba bylo wiecej slow. Kiedy mezczyzna nie wstydzi sie swych lez przed innym mezczyzna, oznacza to Glebie upokorzenia i skruchy. I rzekl Natan Dawidowi: 
- Pan odpuszcza ci twoj grzech, nie umrzesz. Lecz dlatego, ze przez ten czyn odwazyles sie wzgardzic Panem, syn, ktory ci sie urodzil, na pewno umrze.
I wyszedl pozostawiwszy Dawida z calym brzemieniem winy.
Dlugo siedzial Dawid w ciszy, ktora wcale nie byla spokojem i uciszeniem.
Szal wstydu i zalu w pustce ciszy...
- Zmiluj sie nade mna, Boze, w swojej laskawosci, w ogromie swego milosierdzia wymaz moja nieprawosc!
Cisza.
- Obmyj mnie zupelnie z mojej winy i oczysc mnie z grzechu mojego!
Krzyk rozpaczy obijal sie o sciany komnaty. Dawid wijac sie z bolu stoczyl sie po stopniach tronowych. Z zamknietymi oczami wznosil do Boga blagalne wycie:
- Uznaje bowiem moja nieprawosc, a grzech moj jest zawsze przede mna. Tylko przeciw Tobie zgrzeszylem! Uczynilem, co zle jest przed Toba! Panie, okazujesz sie sprawiedliwym w swym wyroku i prawym w swoim osadzie. Pokrop mnie hizopem, a stane sie czysty, obmyj mnie, a nad snieg wybieleje!
W korytarzu rozlegl sie pospieszny tupot nog. To sludzy, zaniepokojeni odglosami, wbiegli do sali. To, co ujrzeli, przejelo ich przerazeniem. Krol wil sie po podlodze jak opetaniec i krzyczal w rozpaczy:
- Spraw, bym uslyszal radosc i wesele: niech sie raduja kosci, ktores skruszyl! Odwroc oblicze swe od moich grzechow i wymaz wszystkie moje przewinienia!
- Nasz pan oszalal! - wolali w panice sludzy. - Wezwijcie medyka!
Zaciagneli go do sypialni. Dawid plakal i wolal do Boga:
- Stworz, o Boze, we mnie serce czyste i odnow w mojej piersi ducha niezwyciezonego! Nie odrzucaj mnie od swego oblicza i nie odbieraj mi swietego ducha swego! Przywroc mi radosc z Twojego zbawienia i wzmocnij mnie duchem ochoczym! Od krwi uwolnij mnie, Boze, moj Zbawco: niech moj jezyk slawi Twoja sprawiedliwosc!
Ludzie niespokojnie spogladali po sobie - o jakiej krwi mowi Dawid? Wtem do pokoju wpadl czlowiek z wiadomoscia:
- Syn krolewski umiera! 
Goraczkowe proby ratowania dziecka, ktore slablo w oczach dreczone wymiotami i biegunka nie dawaly rezultatow. Krolowa - a raczej cien krolowej - dzien i noc trwala przy kolysce synka. Dawid zagladal do sypialni, ale nie mogac zniesc widoku nieuchronnej smierci, jaka roztoczyla swe widmo nad ukochanymi - wycofywal sie i zaglebial w surowym poscie i modlitwie. Wciaz mial nadzieje, ze przeblaga oblicze Boze. Wargi jego szeptaly bez ustanku:
- Otworz moje wargi, Panie, a usta moje beda glosic Twoja chwale. Ty sie bowiem nie radujesz ofiara i nie chcesz calopalen, chocbym je dawal. Moja ofiara, Boze, duch skruszony, nie gardzisz, Boze, sercem pokornym i skruszonym. Poki milczalem, schnely kosci moje, wsrod codziennych mych jekow. Bo dniem i noca ciazyla nade mna Twa reka, jezyk moj ustawal jak w letnich upalach. Grzech moj wyznalem Tobie i nie ukrylem mej winy. Rzeklem: Wyznaje nieprawosc moja wobec Pana, a Tys darowal wine mego grzechu. Panie, okaz Syjonowi laske w Twej dobroci: odbuduj mury Jeruzalem! Wtedy beda Ci sie podobac prawe ofiary, dary i calopalenia, wtedy beda skladac cielce na Twoim oltarzu. Liczne sa bolesci grzesznika, lecz laska ogarnia ufajacych Panu...
- Panie - odezwal sie cichy glos sluzebnego - juz siodmy dzien mija. Prosze, spozyj choc troche chleba! Przeciez to dziecku nie pomoze, a ty nam zemrzesz... Panie, potrzebujemy krola!
Jednak Dawid stanowczym gestem odprawil sluge i nadal lezal przed Bogiem i modlil sie.
Az przyszedl moment, w ktorym dziecie umarlo. Krzyk rozpaczliwy Batszeby rozlegl sie w palacu. Ale nikt nie smial powiedziec o tym Dawidowi, by w rozpaczy nie targnal sie na swe zycie. Wtedy Dawid wezwal slugi swoje z zapytaniem: 
- Czy dziecko umarlo? 
- Umarlo.
Uslyszawszy to Dawid podniosl sie z ziemi, umyl sie i namascil, zmienil swe ubranie i wszedlszy do domu Panskiego oddal poklon. Powrociwszy do domu zazadal, by mu podano posilek. Dostojnicy, ktorym do tej pory zabraniano wstepu do krolewskiej jadalni zasiedli w milczeniu wokol stolu. W koncu jeden z nich odwazyl sie zadac pytanie, ktore cisnelo sie na ustach wszystkich zebranych:
- Krolu, co ma oznaczac twoje zachowanie?
- To znaczy? - spytal Dawid odejmujac kielich od ust i ocierajac je suknem. - O jakim zachowaniu mowisz? Chyba nic dziwnego nie czynie posilajac sie z wami?
Dostojnicy spojrzeli po sobie:
- Nie, Panie. Dziwi nas tylko to, ze kiedy dziecko zylo, plakales, lecz gdy zmarlo, powstales i posililes sie. Zazwyczaj placz obejmuje zalobe po stracie, ty natomiast uczyniles rzecz odwrotna. I to nas wielce zadziwia.
Na to Dawid odparl patrzac na nieruchoma z zalu Batszebe:
- Dopoki dziecko zylo, poscilem i plakalem, gdyz mowilem sobie: Kto wie, moze Pan nade mna sie ulituje i dziecko bedzie zylo? Tymczasem umarlo. Po coz mam poscic? Czyz zdolam je wskrzesic? Ja pojde do niego, ale ono do mnie nie wroci.
Krolowa uniosla glowe. Polozyla dlon na rece Dawida i poprosila:
- Zagraj, prosze jedna z twych piesni. One zawsze koily moja dusze.
Przyniesiono instrument i Dawid cichym glosem zanucil psalm, ktory pocieszyl zgnebione serce Batszeby.

"Blogoslawiony ten, ktoremu odpuszczono wystepek, 
Ktorego grzech zostal zakryty!
Blogoslawiony czlowiek, ktoremu Pan nie poczytuje winy, 
A w duchu jego nie ma obludy!
Gdy milczalem, schly kosci moje
Od blagalnego wolania przez caly dzien.
Bo we dnie i w nocy ciazyla na mnie reka twoja, 
Sila moja zanikla jak podczas upalow letnich. Sela.
Grzech moj wyznalem tobie I winy mojej nie ukrylem. 
Rzeklem: Wyznam wystepki moje Panu; 
Wtedy Ty odpusciles wine grzechu mego. Sela.
Niech modli sie do ciebie kazdy pobozny 
W czasie niedoli, 
Gdy wyleja wielkie wody, do niego nie dotra.
Ty jestes ochrona moja, strzezesz mnie od ucisku, 
Otaczasz mnie radoscia wybawienia. Sela.
Poucze ciebie i wskaze ci droge, ktora masz isc; 
Bede ci sluzyl rada, a oko moje spocznie na tobie.
Nie badzcie nierozumni jak kon i jak mul, 
Ktore wedzidlem i uzda trzeba wstrzymywac, aby sie nie zblizaly.
Bezbozny ma mnostwo cierpien, 
Kto zas ufa Panu, tego laska otacza.
Weselcie sie w Panu i radujcie sie sprawiedliwi! 
Spiewajcie radosnie wszyscy prawego serca!"


A Pismo podaje:
Dawid okazywal wspolczucie dla swej zony Batszeby. Poszedl do niej i spal z nia. Urodzil sie jej syn, ktoremu dala imie Salomon. A Pan umilowal go i poslal o tym wiadomosc, i za posrednictwem Nathana nazwal go Jedidiasz - ze wzgledu na Pana.
Bo jedynie w Bogu mozna uzyskac - Glebie Przebaczenia.

copyright by Masmika Haba
zabka7@poczta.fm

Powrot do spisu tresci